Toruński szpital odesłał chorego Hindusa. Ledwo uszedł z życiem
31-letni Hindus Anil Saini został odesłany z toruńskiego szpitala, mimo że jego stan zagrażał życiu. Gdyby nie zachowanie jego żony i interwencja lekarzy z Bydgoszczy, mężczyzna mógłby już nie żyć.
Sprawę opisuje "Gazeta Wyborcza". Mieszkający w Polsce 31-letni Hindus Anil Saini skarżył się na poważny ból głowy. Mężczyzna udał się na SOR do Miejskiego Szpitala Specjalistycznego im. Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Tam napotkał na schody. W rejestracji usłyszał, że "nie widzi, by wymagał pomocy medycznej". Jego żona zażądała odmowy przyjęcia na SOR na piśmie. Wtedy pojawił się lekarz, który zlecił wykonanie tomografu.
Na tomografie okazało się, że mężczyzna ma stan zapalny. Otrzymał antybiotyk. Dzień później jego stan się pogorszył. Bolały go zęby. Po zmianie leku poczuł ulgę, ale tylko na kilka dni. Pewnej nocy obudził go niewyobrażalny ból twarzy. Żona Anila Sainiego wezwała karetkę. Pojawili się ratownicy, których zachowanie budzi wątpliwości pary.
Zapytali jeszcze, czy na pewno jestem żoną Anila. Było ich dwóch - jeden wysoki, drugi niski. Ten niższy zapytał, czy robię sobie z nich żarty i dlaczego "wzywam do czegoś takiego karetkę". Zapytali, czy pomyślałam, że przeze mnie karetka nie pojedzie do kogoś, kto naprawdę potrzebuje pomocy. Chcieli, żebym czuła się winna - mówi "Gazecie Wyborczej" żona Hindusa.
Mężczyzna skarży się, że "ratownicy bali się go dotknąć" ze względu na kolor skóry. Ostatecznie ratownicy zabrali 31-latka do szpitala (na wyraźne żądanie jego żony). W szpitalu mężczyźnie podano leki i wykonano drugi tomograf (tym razem z kontrastem). Okazało się, że ma niepokojące wyniki badań krwi. CRP świadczyło o pilnej potrzebie konsultacji.
Ostatecznie lekarz uznał, że Anil Saini ma ostre zapalenie zatok. Mężczyzna został odesłany jednak do domu. Zalecono mu "konsultację z laryngologiem". Mieszkaniec Torunia puchł z godziny na godzinę.
Ostatecznie mężczyzna trafił do szpitala im. A. Jurasza w Bydgoszczy. Tam zrobiono mu natychmiastową operację. Stan zdrowia Hindusa zagrażał jego życiu. Do domu wrócił po tygodniu. Ma zapalenie oczodołu i niedowład lewej strony twarzy. Być może po pół roku wróci do zdrowia.
W Toruniu zajęli się mną rasiści, którzy chcieli się mnie jak najszybciej pozbyć. Nie zostawimy tej sprawy. Napiszemy skargę do Rzecznika Praw Pacjenta - mówi "Gazecie Wyborczej" poszkodowany.
"Gazeta Wyborcza" podaje, że toruńskie szpitale nie mają sobie nic do zarzucenia. Czekają na skargę pacjenta (takowa została złożona 6 lutego). Z kolei rzecznik Prezydenta Miasta Torunia Marcin Centkowski (samorząd zarządza Miejskim Szpitalem Specjalistycznym) tłumaczy "Wyborczej", że "dyrektor szpitala ma pełną swobodę działania", a do miasta "nie wpłynęła żadna skarga".
Mężczyzna sprawę opisał również w mediach społecznościowych. Wskazał, że będzie domagać się kary za postępowanie toruńskich lekarzy.