Trump miał molestować nastolatkę. Nowe szczegóły
Według dziennika "The Post and Courier", w aktach Departamentu Sprawiedliwości brakuje nawet 30 stron dokumentów. Chodzi o sprawę nastolatki, która w 1984 roku miała być molestowana przez Donalda Trumpa. Biały Dom ponownie kategorycznie odrzuca oskarżenia prezydenta USA.
FBI czterokrotnie przesłuchiwało w 2019 roku kobietę znaną jako Jana Doe, która twierdzi, że jako nastolatka padła ofiarą napaści seksualnej ze strony Donalda Trumpa. Obecnego prezydenta miała poznać w 1984 roku, mając około 13 lat i stało się to w Nowym Jorku lub New Jersey, gdzie zabrał ją Jeffrey Epstein. Jak wynika z ustaleń, część notatek z tych rozmów nie została ujawniona publicznie.
Dziennik "The Post and Courier" informuje, że około 30 stron dokumentów związanych z jej relacją nie znalazło się w opublikowanych aktach przez Departament Sprawiedliwości. Ujawniono także, że pewne szczegóły nie trafiły do oficjalnych podsumowań FBI. Notatki sugerują, że miała być handlowana przez Epsteina. Ten miał transportować ją zarówno samochodem, jak i samolotem do klientów.
Przedstawiono ją komuś, kto miał pieniądze, pieniądze, pieniądze… To był Donald Trump - napisano w raporcie według "The Post and Courier". Słowa mają być przypisane poszkodowanej.
Kobieta miała też podsłuchać rozmowę Trumpa z Epsteinem o sprawach biznesowych, w tym o kasynie. Stwierdziła, że "Trump od samego początku jej nie lubił".
Według relacji poszkodowanej do napaści doszło w wysokim budynku, gdzie Trump miał kazać innym opuścić pomieszczenie, a następnie dopuścić się przemocy seksualnej i zmusić do seksu oralnego. Gdy nie chciała tego i ugryzła Trumpa, ten miał ją uderzyć. Kobieta wspomniała też o dwóch kolejnych spotkaniach, choć nie chciała ich szczegółowo omawiać podczas przesłuchania. W trakcie rozmowy prosiła, by skupić się na innych wątkach.
- Nie brakuje żadnych stron. Departament Sprawiedliwości kategorycznie odrzuca mit stworzony przez media. Wszystko zostało uwzględnione w materiale - cytuje "The Daily Beast" rzecznika Departamentu Sprawiedliwości.
Informacjom dziennika zaprzecza również Biały Dom. W oświadczeniu przesłanym "The Daily Beast" rzeczniczka prasowa podtrzymuje, że prezydent nie ma żadnych zarzutów w związku ze sprawą Epsteina.
Całkowitą bezpodstawność tych oskarżeń potwierdza również oczywisty fakt, że Departament Sprawiedliwości Joe Bidena wiedział o nich od czterech lat i nic z nimi nie zrobił – bo wiedział, że prezydent Trump nie zrobił absolutnie nic złego - powiedziała rzeczniczka prasowa Karoline Leavitt.