Tsunami na Alasce wysokie jak półtorej wieży Eiffla. Naukowcy ostrzegają
W sierpniu 2025 roku ogromne tsunami o wysokości porównywalnej z półtorakrotnością wieży Eiffla uderzyło w fiord Tracy Arm na Alasce, stając się drugim najwyższym w historii pomiarów. Zespół naukowców z University College London i University of Calgary w magazynie "Science" opisał przyczyny zdarzenia oraz relacje świadków.
Najwyższe tsunami w historii miało miejsce w Lityua Bay na Alasce w 1958 roku. Fala mierzyła 524 m. W sierpniu 2025 roku o 5:30 nad ranem fala miała wysokość 481 m i przetoczyła się w głąb fiordu (czyli wąskiej, głęboko wciętej zatoki między wysokimi skałami). Choć Tracy Arm jest popularnym celem rejsów wycieczkowych, w momencie zdarzenia nie odnotowano ofiar.
Według naukowców z University College London i University of Calgary tsunami zostało wywołane przez gwałtowne osunięcie skalne, które było skutkiem szybkiego cofania się lodowca. W ciągu zaledwie kilku tygodni ustąpił o około 500 m, pozbawiając zbocze góry naturalnego podparcia.
W efekcie ogromna masa skał runęła do wody, generując falę o ekstremalnej sile porównywalnej do masy około 24 piramid Cheopsa. Fala nie tylko przeszła przez fiord z ogromną prędkością, ale również "ogoliła" jego ściany, zrywając roślinność i drzewa, co pozwoliło odtworzyć jej zasięg i wysokość.
Analiza danych sejsmicznych oraz zdjęć satelitarnych wykazała, że w godzinach poprzedzających zdarzenie mogły występować niewielkie wstrząsy, jednak nie były one wystarczająco wyraźne, aby jednoznacznie ostrzec przed katastrofą. W "Science" autorzy badania podkreślili, że nie było typowych sygnałów destabilizacji zbocza.
Relacje świadków, w tym kajakarzy biwakujących w dalszej części fiordu, wskazały na nagły napływ wody, która zabrała część ich sprzętu i kajaków. Pasażerowie statków wycieczkowych obserwowali natomiast silne prądy i wzburzoną białą wodę.
Lodowce będą powodować tsunami? Naukowcy ostrzegają
Cofające się lodowce i destabilizacja stoków mogą prowadzić do coraz częstszych osuwisk i tsunami. Jednocześnie rosnąca popularność turystyczna takich miejsc zwiększa potencjalne ryzyko dla odwiedzających.
Musimy zmniejszyć ryzyko takich wypraw, lepiej identyfikując najbardziej niebezpieczne obszary oraz inwestując w systemy ostrzegania, które mogłyby dać nam kilka godzin lub dni ostrzeżenia – wyjaśnił dr Stephen Hicks.