Puszcza Solska w ogniu. "Tego typu sytuacje będą coraz częstsze"
W Puszczy Solskiej na Lubelszczyźnie doszło do potężnego pożaru, który objął setki hektarów lasów. Od początku roku w całej Polsce było ponad 3 tys. takich zdarzeń. - Niestety możemy się spodziewać, że tego typu sytuacje będą coraz częstsze wraz z postępującymi zmianami klimatu - wskazuje dr Kamil Leziak z Uniwersytetu Warszawskiego.
Pożary lasów trwają od wtorkowego popołudnia (5 maja) na terenie Puszczy Solskiej na Lubelszczyźnie. W działaniach gaśniczych i im towarzyszących wzięło udział łącznie 400 strażaków, ale także żołnierze WOT, policja i służby leśne. Zdjęcia satelitarne wskazują, że pożar objął nawet na obszar 480 ha. Do akcji wykorzystano także sprzęt - drony, samoloty, helikoptery. Niestety, podczas gaszenia pożaru doszło do tragedii. Samolot dromader z bazy lotniczej Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Warszawie uległ katastrofie. Pilot maszyny zginął.
Sytuacja związana z pożarem w Puszczy Solskiej została względnie opanowana. Ogień już się nie rozprzestrzenia, jednak Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wydało alert dla mieszkańców powiatu biłgorajskiego, a konkretnie dla trzech gmin: Łukowa, Józefów oraz Aleksandrów. Zadymienie nadal może być dla nich niebezpieczne, dlatego poproszono ich o pozostanie w domach. Niestety, ze względu na panującą w kraju suszę do takich zdarzeń należy się coraz bardziej przyzwyczajać.
Pożary będą coraz częstsze
- Problemem, który niestety coraz częściej będzie nas dotykał, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie, jest zmiana okresu trwania i wielkości opadów występujących w naszym kraju, związana z globalnym ociepleniem. Już tej wiosny, od dłuższego czasu, na większości obszaru Polski obserwujemy niewielkie opady, co powoduje suszę. To z kolei sprawia, że na terenach leśnych znacząco wysycha ściółka, a wilgotność zarówno ściółki, jak i gruntu pod nią jest dużo niższa niż zazwyczaj. W efekcie lasy stają się bardziej podatne na pożary - zarówno samoistne, jak i te spowodowane przypadkowym zaprószeniem ognia - zauważa dr Kamil Leziak, klimatolog z Katedry Geografii Fizycznej Uniwersytetu Warszawskiego.
- Niestety możemy się spodziewać, że tego typu sytuacje będą coraz częstsze wraz z postępującymi zmianami klimatu. Europa jest obecnie najszybciej ocieplającym się kontynentem na naszej planecie. W Polsce także obserwujemy wyraźny wzrost temperatury powietrza, szczególnie tej maksymalnej w sezonie letnim. Można więc zakładać, że pożary oraz zagrożenia związane z rozprzestrzenianiem się ognia będą coraz częściej towarzyszyć nam również w Polsce, w wielu obszarach kraju - dodaje ekspert.
Lasy Państwowe przekazały, że od początku roku miały miejsce już 904 pożary na obszarach zarządzanych przez LP (rok temu o tej porze było 711). Ogień obejmował powierzchnię 298 ha (rok temu 176 ha). Średnia powierzchnia jednego pożaru w tym roku to 0,33 ha (przy 0,23 ha w 2025 roku). We wszystkich lasach, niezależnie od form własności, wybuchło już 3306 pożarów - to o ponad 1100 więcej niż w analogicznym okresie w zeszłym roku.
Pożary, jeśli rozprzestrzeniają się bardzo szybko, mogą stanowić zagrożenie dla domostw i obiektów położonych w pobliżu. Są śmiertelną pułapką dla osób przebywających w lesie lub w jego pobliżu - nie tylko ze względu na ogień, ale też dym. Pożary niszczą także roślinność i siedliska zwierząt, dewastując ekosystem.
- Przede wszystkim po intensywnym pożarze przez pierwsze kilka lat na danym terenie mamy zupełnie zmienione warunki. W niektórych miejscach część drzew może przetrwać, zwłaszcza jeśli pożar ma stosunkowo niewielki zasięg i fragment drzewostanu znajduje się na jego obrzeżach. Jednak w większości przypadków, gdy mamy do czynienia z bardzo silnym i długotrwałym pożarem, zwłaszcza na obszarach leśnych, może dojść nawet do całkowitego zniszczenia drzewostanu. On nie jest w stanie odbudować się samoistnie w krótkim czasie - mówi dr Leziak.
- Jeśli człowiek nie będzie w niego ingerował, po pewnym czasie na tym terenie zaczną stopniowo wkraczać inne gatunki roślin. Obszar, który przestał być zalesiony z powodu zniszczenia drzew, może zostać zajęty przez inny typ roślinności - na przykład niższą, krzewiastą, która będzie go stopniowo kolonizować - ocenia ekspert z UW.
Po pożarze można co prawda podjąć działania, takie jak nowe nasadzenia, jednak działania takie mają ograniczony zakres. - Mimo to duże, poważne pożary są zawsze silnym ciosem dla ekosystemu i prowadzą do trwałych zmian warunków środowiskowych. Powrót do stanu sprzed pożaru jest procesem bardzo długotrwałym. Może zająć nawet kilkadziesiąt lat, zanim znikną wszystkie jego ślady - dodaje dr Kamil Leziak.
Susza w całej Polsce
Jeszcze przed pożarem mapa Instytutu Badawczego Leśnictwa pokazywała, że niemal na całym obszarze Polski występuje zagrożenie pożarowe będące skutkiem długotrwałego okresu bez deszczu. Od Podhala po Pomorze była czerwona, gdzieniegdzie zaś miała kolor żółty. Obecnie sytuacja nieco się zmienia, bowiem z zachodu zaczynają do Polski docierać opady. Na wschodzie i w centrum Polski nadal jednak sytuacja jest trudna. W takich warunkach wystarczy iskra, by w lesie doszło do dramatu.
Dr Leziak wskazuje, że w Polsce występują różne rodzaje suszy. - W zależności od tego, czy mówimy o wysuszeniu gleby i podłoża, niskim stanie wód w rzekach, czy o przedłużającym się okresie bez opadów przy wysokiej temperaturze powietrza, możemy wyróżniać różne typy suszy. Każdy z nich niesie za sobą inne konsekwencje, dlatego sytuacja jest bardziej złożona - wskazuje nasz rozmówca.
- W przypadku niektórych rodzajów suszy, zwłaszcza związanych z niską zawartością wody w glebie lub niskimi opadami, zagrożenie występuje obecnie na większości obszaru kraju. Nie dotyczy to jednak całej Polski, ponieważ lokalnie mogą pojawiać się niewielkie opady, które tymczasowo poprawiają warunki. Trzeba pamiętać, że wilgotność gleby zmienia się dość dynamicznie. Nawet krótkotrwałe, lokalne opady mogą na pewien czas zmniejszyć lub całkowicie zniwelować zagrożenie suszą w danym miejscu - podkreśla ekspert.
- Mimo to, w skali całego kraju można powiedzieć, w pewnym uproszczeniu, że znaczna część Polski jest obecnie zagrożona suszą albo już jej doświadcza. Niestety należy się spodziewać, że w przyszłości, przy dłuższych okresach bez opadów, sytuacja może być podobna lub nawet gorsza - dodaje dr Leziak.
Takie opady nie pomogą. Potrzeba dłuższych okresów z deszczem
W najbliższych dniach w Polsce spodziewana jest zmiana warunków pogodowych. Od zachodu nadejdzie chłodniejsze powietrze, które ma przynieść upragniony deszcz. Jednak Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej przewiduje, że w przyszłym tygodniu temperatury znów mogą sięgnąć nawet 30 stopni Celsjusza. Zdaniem dra Leziaka korzystniejsze byłoby, gdyby opady miały mniejszą intensywność, ale trwały dłużej.
- Takie opady wolniej odpływają z powierzchni terenu. Mamy wówczas mniejszy spływ powierzchniowy, a większą infiltrację, czyli wsiąkanie wody w głąb gleby. To właśnie ten proces ma kluczowe znaczenie w przeciwdziałaniu suszy glebowej, związanej z nadmiernym przesuszeniem. W takiej sytuacji woda staje się lepiej dostępna dla roślin, które z niej korzystają - wskazuje ekspert.
Niestety, klimat zmienia się w innym kierunku. Opady są rzadsze, za to bardziej intensywne.
- Krótkotrwałe, gwałtowne opady często nie przynoszą trwałej poprawy. Zwłaszcza przy silnie wysuszonej glebie woda może być słabo wchłaniana, przez co szybko spływa po powierzchni, zamiast wnikać w głąb. W efekcie mamy większy spływ powierzchniowy, a realna poprawa sytuacji suszowej jest ograniczona. Mimo to nawet takie opady są lepsze niż ich całkowity brak - mówi dr Kamil Leziak.
Rafał Strzelec, dziennikarz o2