Udawała turystkę w taksówce. 100 zł za 7 km
Dziennikarka trojmiasto.pl przeprowadziła prowokację. Chciała pokonać taksówką siedem kilometrów. Jechała spod dworca i poszła do taksówkarza udając turystkę i nie zamawiając kursu przez aplikację. Mężczyzna zażądał 100 złotych za kurs, który powinien kosztować nieco ponad 30 zł.
Przed dworcem Gdańsk Główny nadal pojawiają się przypadki naciągania turystów przez taksówkarzy. Dziennikarze portalu trojmiasto.pl przeprowadzili prowokację. Rzekoma klientka podeszła do pierwszego samochodu, stojącego na postoju przeznaczonym dla kierowców obsługujących aplikację Uber i zamówiła kurs bez korzystania z aplikacji.
Z góry uprzedziłam, że nie korzystam z Ubera, ale tak naprawdę nie musiałam tego robić, bo kierowca wcale tego ode mnie nie oczekiwał. Od razu zapytał o miejsce docelowe i podał cenę, która okazała się dość wygórowana - niewiele ponad 7 kilometrów wycenił początkowo na 80 zł, chwilę później podbił do 100 zł - relacjonowała dziennikarka.
Dziennikarka udawała osobę bez czasu, spieszącą się do lekarza. - Gołym okiem widać, z jak dużą przebitką mieliśmy tu do czynienia - komentuje redaktorka przeprowadzająca prowokację.
Trojmiasto.pl dodaje, że dwa lata temu Uber wygrał przetarg na zajęcie pasa Taxi przy Dworcu Gdańsk Główny. Ten ruch miał ukrócić nieuczciwe praktyki kierowców, którzy często żądali wyższych kwot. Zamówienie przez aplikację dawało gwarancję stałej ceny. Gdy dziennikarka w aucie podjęła ten temat, kierowca odpowiedział dość stanowczo.
To by każdy zdechł z głodu, gdyby tylko czekał na Ubera - odpowiedział mężczyzna. Po zakończonym kursie nie wydał paragonu.
Kierowca proponował, że zaczeka na rzekomą turystkę. Gdy poinformowała, że wizyta może potrwać nawet godzinę, nie miał problemu. Kobieta jednak odmówiła i zamówiła taksówkę na aplikację. Za tą samą trasę zapłaciła 31,95 zł.