Uratował dwie osoby w Mielnie. "To był odruch"

Pod koniec lipca w Mielnie Petr Koncz, funkcjonariusz straży miejskiej z Pragi, ruszył do wody, gdy zauważył dwie tonące osoby. To ojciec i syn, którzy wpadli w panikę przy falochronach. - To był odruch, nie zastanawiałem się nad tym - mówi czeskiemu portalowi blesk.cz.

Petr Koncz uratował dwie osoby.Petr Koncz uratował dwie osoby.
Źródło zdjęć: © Facebook, getty images
Mateusz Kaluga

Petr Koncz przyjechał z rodziną na urlop w Mielnie nad Morzem Bałtyckim. Czas na plaży spędzał z partnerką i piątką dzieci. Około godz. 18 usłyszeli wołanie o pomoc i zobaczyli zamieszanie na brzegu - opisuje czeski portal blesk.cz.

Jego partnerka pierwsza zauważyła, że dwie osoby w wodzie nie radzą sobie z falami w okolicy falochronów. Na piasku zebrała się grupa ludzi, ale w pobliżu nie było ratowników. Policjant z Pragi postanowił spróbować pomóc. Jeden z obserwatorów próbował go powstrzymać, ostrzegając, że sytuacja jest niebezpieczna, ale nie zrezygnował.

Tonący ojciec z synem znajdowali się mniej więcej 30 metrów od brzegu. Koncz dopłynął do nich i zauważył, że starszy mężczyzna wpadł w panikę. Opisywał, że ojciec w desperacji napierał na chłopca i w takiej sytuacji mógł nieświadomie zrobić mu krzywdę - dodaje czeski serwis.

Najpierw bohaterski funkcjonariusz policji miejskiej starał się podtrzymać chłopca i pomóc mu zbliżyć się do falochronu. Potem, jak relacjonował, objął nogami jeden z pali i wyciągnął rękę do ojca, by przyciągnąć go na tyle, żeby także mógł złapać się konstrukcji.

Zdjęcia funkcjonariusza w mediach społecznościowych opublikowała praska straż miejska. - Nawet na wakacjach niektóre odruchy ze służby pozostają. Przekonał się o tym jeden z naszych kolegów - napisano w sieci. - Od razu ruszył do akcji. Najpierw wyciągnął około 12-letniego chłopca, który próbował złapać się falochronu. Następnie pomógł starszemu mężczyźnie, przytrzymując go do czasu przybycia ratowników - doceniono postawę Koncza.

Ratownicy wodni w tym czasie pracowali przy innym stanowisku. Po kilku minutach dotarli na miejsce. Rzucili w stronę falochronu boje, których mogli chwycić się zarówno Czech, jak i obaj uratowani. W ten sposób całą trójkę wciągnięto do bezpiecznego miejsca na brzegu.

To był odruch, nie zastanawiałem się nad tym. Nigdy wcześniej nie byłem w takiej sytuacji. Wiedziałem tylko, że muszę dopłynąć do tych osób i pomóc im do czasu przybycia ratowników. Reszta była improwizacją, która na szczęście się udała - mówi Koncz w rozmowie z blesk.cz.

37-latek dodaje, że w czasie akcji nie myślał o sobie, ale przede wszystkim o swoich dzieciach, które cierpiałyby, gdyby coś mu się stało na ich oczach. Teraz stał się bohaterem w oczach partnerki. - Przychodzi i chwali mnie. Do tego stopnia, że ​​się zawstydzam - dodaje.

Wybrane dla Ciebie