Uznali Somaliland. W Somalii wrze po historycznej decyzji Izraela
Izrael jako pierwszy kraj na świecie uznał Somaliland, będący częścią Somalii, za niepodległe państwo. W Mogadiszu wrze. Ludzie wyszli na ulice, a terroryści z Asz-Szabab zapowiadają rozlew krwi. - Mówią, że Izrael nadchodzi - relacjonuje dla o2.pl somalijski dziennikarz Hassan Istilla.
- To cykl "Blisko Świata", w ramach którego piszemy na o2.pl o kryzysach humanitarnych, konfliktach zbrojnych i innych ważnych wydarzeniach w różnych zakątkach globu.
- W tym odcinku rozmawiamy z Hassanem Istillą, somalijskim dziennikarzem, który przebywa w Mogadiszu.
- Istilla relacjonuje, jak jego rodacy zareagowali na decyzję Izraela, by uznać Somaliland za kraj. Zwraca uwagę, że grupa Asz-Szabab może próbować wykorzystać sytuację do werbowania dżihadystów.
W tym artykule:
- To historyczny moment - oświadczył Abdirahman Mohamed Abdullahi, prezydent Somalilandu, po tym, jak premier Izraela Binjamin Netanjahu ogłosił, że jego kraj uznał separatystyczny region Somalii za osobne państwo.
Rada Bezpieczeństwa ONZ szybko zwołała nadzwyczajne posiedzenie, w trakcie którego większość państw - w tym Chiny i Rosja - potępiła ten ruch. Wyłamały się tylko Stany Zjednoczone, bliski sojusznik Izraela. Reprezentantka USA podkreśliła, że "Izrael ma takie samo prawo do prowadzenia stosunków dyplomatycznych jak każdy inny suwerenny kraj".
Somaliland, gdzie według różnych szacunków żyje od 3 do ponad 6 mln ludzi, świętuje. Ale w pozostałych częściach 20-milionowej Somalii atmosfera jest gorąca. Ludzie wyszli na ulice, niektórzy deptali i palili flagi Izraela, a w stołecznym Mogadiszu kilkadziesiąt tysięcy osób zebrało się na stadionie, żeby wziąć udział w proteście prowadzonym przez przywódców religijnych.
Dla wielu Somalijczyków ruch Izraela stanowi bezpośrednie naruszenie suwerenności i integralności terytorialnej Somalii. Rząd podkreśla, że to zagraża nie tylko stabilności w kraju, ale także w całym Rogu Afryki i regionie Morza Czerwonego - mówi o2.pl Hassan Istilla, dziennikarz freelancer, w przeszłości związany m.in. z "Hiiran Online", jednym z najpopularniejszych portali informacyjnych w kraju.
Po co Izraelowi współpraca z Somalilandem?
Somaliland ogłosił secesję już w 1991 r. Nastąpiło to po upadku reżimu Siada Barre, który prowadził kampanię terroru przeciwko dominującemu w tym regionie klanowi Isaaq. Gdy kraj pogrążyły się w chaosie wojny domowej, elity polityczne uznały, że czas na niepodległość.
Dzisiaj Somaliland ma własny rząd, wojsko i walutę. Nie leży jednak blisko Izraela. Najkrótszy lot z jednej stolicy do drugiej wynosi - z przesiadką - ok. 7 godzin. Jaki zatem interes mają władze w Tel Awiwie, żeby uznać odległy region w Afryce za państwo?
Netanjahu mówi o współpracy w zakresie technologii, gospodarki, rolnictwa i ochrony zdrowia. Przede wszystkim chodzi jednak o zwiększenie wpływów w regionie Morza Czerwonego.
Somaliland leży nad Zatoką Adeńską. Po drugiej stronie tej zatoki znajduje się Jemen, gdzie działa Huti - ruch polityczno-militarny, przez część krajów, na czele z USA, uznawany za organizację terrorystyczną. Huti zakłócają żeglugę na morzu, a w przeszłości wielokrotnie atakowali Izrael. Rząd w Tel Awiwie zawsze dokonywał odwetów, ale sojusz z Somalilandem może znacznie ułatwić potencjalne przyszłe działania wymierzone w jemeńską grupę.
Poza tym w ubiegłym roku pojawiały się doniesienia, że Somaliland może być miejscem, do którego przesiedleni zostaną Palestyńczycy ze zniszczonej przez Izrael Gazy.
- Ten pomysł został stanowczo potępiony i przez rząd Somalii, i Somalilandu. Władze kraju podkreślają teraz również, że nie zgodzą się na izraelską obecność wojskową w separatystycznym regionie - mówi Istilla.
Kim są bojownicy Asz-Szabab? Zapowiadają walkę
Dalsze ruchy Izraela będzie śledzić nie tylko rząd w Mogadiszu.
- Asz-Szabab wydało już oświadczenie, w którym zapowiedziało walkę, jeśli Izrael w jakikolwiek sposób będzie próbował zapuścić korzenie w tym regionie. Gdyby bojownicy dotarli do Somalilandu, groziłoby to dalszą destabilizacją kraju - stwierdził rozmówca o2.pl.
Asz-Szabab to istniejąca od 2006 r. radykalna islamska grupa terrorystyczna powiązana z Al-Kaidą. W przeszłości przejęła na kilka lat stolicę kraju, w której wprowadziła prawo szariatu. Do dzisiaj dokonuje co jakiś czas krwawych zamachów w Mogadiszu, poza tym kontroluje część mniejszych ośrodków i jest na wojnie z somalijską armią.
Nazwa grupy w dosłownym tłumaczeniu oznacza "Młodzież". To właśnie młodzi ludzie, pochodzący często z nizin społecznych, są rekrutowani przez organizację, która wykorzystuje ich desperację i kusi pieniędzmi. Nie są one duże, ale młodzież często nie ma nic - ani dochodów, ani perspektyw.
- Kiedy w 2024 r. premier Etiopii podpisał z Somalilandem porozumienie (dotyczące użytkowania portu na Morzu Czerwonym - przyp. red.), Asz-Szabab apelowało do młodzieży, żeby do nich dołączyli i rozpoczęli walkę z etiopskimi żołnierzami, jeśli ci pojawią się w tym lub innym regionie w kraju. To samo dzieje się teraz. Narracja Asz-Szabab jest identyczna. Chcą wykorzystać sytuację, by zdobyć nowych bojowników - stwierdził Hassan Istilla.
- Dżihadyści mówią, że Izrael nadchodzi do Somalii, że przesiedlą do nas Palestyńczyków, że stworzą bazę wojskową, z której będą atakować Jemen i inne części Bliskiego Wschodu - dodał.
Nie wiadomo, ilu dokładnie członków liczy obecnie grupa, ale można zakładać, że jest ich kilkanaście tysięcy. Obecne władze Somalii stawiają sobie za cel pokonanie dżihadystów, jednak wpływy Asz-Szabab są bardzo duże, co sprawia, że walka jest karkołomna.
- Trzy lata temu rząd rozpoczął wielką operację wojskową przeciwko Asz-Szabab. Na początku szło im dobrze, uwolnili kolejne części kraju spod jarzma grupy, zwłaszcza na południu i w centrum. Ostatnio jednak terroryści odbijają terytoria. Teraz to oni są górą w tej wojnie - mówi Istilla.
Czy ktoś jeszcze uzna Somaliland za kraj?
Izrael jest na razie jedynym krajem, który uznał Somaliland, jednak ruch ten może za sobą pociągnąć kolejne. W październiku 2025 r. gazeta "Daily News Egypt" donosiła, że w sumie 21 państw rozważa taką możliwość, w tym Wielka Brytania, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Stany Zjednoczone.
Póki co wydaje się, że USA nie pójdą w ślady sojusznika. Podczas zwołanego pod koniec grudnia posiedzenia nadzwyczajnego Rady Bezpieczeństwa ONZ Tammy Bruce, zastępczyni amerykańskiego ambasadora przy Organizacji Narodów Zjednoczonych, oświadczyła: - Jeśli chodzi o uznanie Somalilandu, nie mamy niczego do ogłoszenia. Nic się nie zmieniło w amerykańskiej polityce.
Jednocześnie Bruce skrytykowała nagonkę na Izrael, a członkom Rady Bezpieczeństwa zarzuciła stosowanie "podwójnych standardów" i brak reakcji, gdy kilka krajów członkowskich "podjęło jednostronną decyzję o uznaniu nieistniejącego państwa palestyńskiego".
W Somalii echa politycznych sporów Zachodu przybierają tymczasem formę realnych obaw o bezpieczeństwo.
- Co się stanie, jeśli Huti wystrzelą z Jemenu rakiety w stronę Somalilandu? Co się stanie, jeśli Asz-Szabab ruszy w stronę tego regionu? Odkąd Izrael poinformował o swojej decyzji, wszyscy zadajemy sobie takie pytania - mówi Hassan Istilla.
Łukasz Dynowski, szef redakcji o2.pl