Wakacyjny boom w cieniu konfliktu. Ten kierunek budzi emocje
Tanie loty, nowe resorty i pustynne krajobrazy przyciągają turystów do Sahary Zachodniej. Problem w tym, że region od dekad pozostaje przedmiotem ostrego sporu politycznego, a krytycy oskarżają Maroko o wykorzystywanie turystyki do umacniania swojej kontroli.
Najważniejsze informacje
- Maroko rozwija połączenia lotnicze i infrastrukturę turystyczną w Saharze Zachodniej, zwiększając ruch odwiedzających.
- Eksperci prawa i organizacje aktywistyczne krytykują oznaczanie terytorium jako część Maroka, wskazując na spór i status ONZ.
- Część firm modyfikuje opisy ofert; inne utrzymują marokańską klasyfikację, co może rodzić spory prawne.
Jeszcze kilka lat temu mało kto planował wakacje w Dachli. Dziś do położonego nad Atlantykiem miasta można dolecieć z Europy za kilkadziesiąt euro. Maroko intensywnie promuje region jako egzotyczny raj dla surferów i miłośników pustynnych krajobrazów. Problem w tym, że Saharę Zachodnią ONZ klasyfikuje jako "terytorium niesamodzielne".
Z danych marokańskiego Ministerstwa Turystyki cytowanych przez BBC News wynika, że liczba przyjazdów wzrosła z 490,297 w 2019 r. do 743,133 w 2025 r. Wzrost napędzają nowe trasy: obok Royal Air Maroc latają m.in. Ryanair z Madrytu, Transavia France z Paryża i Binter Canarias z Wysp Kanaryjskich. Jednocześnie organizacje praw człowieka i eksperci prawa międzynarodowego ostrzegają, że promowanie regionu jako części Maroka legitymizuje okupację.
Ciepło i blisko. Na miejscu piaszczyste plaże i liczne zabytki
Tom Ruck, 29-letni turysta z Wielkiej Brytanii, opisał w rozmowie z BBC wrażenia po przylocie Ryanairem do Dakhli. - Masz tam sporo powstających resortów, jednak były bardzo, bardzo puste – relacjonuje. Zwrócił uwagę, że trafił na "kilku innych turystów na rodzinnych wakacjach", ale "zdecydowanie czuło się, że to dopiero początki". Ruck mówi, że w paszporcie otrzymał marokańską pieczątkę, a nad miastem powiewają flagi Maroka.
Linie lotnicze i platformy rezerwacyjne pod lupą
Jak wskazuje BBC News, część przewoźników i serwisów rezerwacyjnych klasyfikuje Dakhlę i Al-Ujun jako miejscowości w Maroku. Transavia France przekazała, że "obsługuje loty do Dakhli zgodnie z zezwoleniami otrzymanymi od władz". Ryanair nie odpowiedział na prośbę o komentarz. Odmiennie postępuje Binter Canarias, która w komunikacji używa nazwy Sahara Zachodnia i lata zarówno do Dakhli, jak i do Al-Ujun. Na popularnych platformach – Booking.com, Expedia i Trivago – hotele w regionie często opisane są jako położone w Maroku.
Dr Andrea Maria Pelliconi z University of Southampton ocenia, że firmy "powinny odróżniać Saharę Zachodnią jako terytorium o innym statusie niż Maroko". Ostrzega, że brak rozróżnienia może skutkować sporami nie tylko na tle prawa międzynarodowego i prawa do samostanowienia Sahrawich, ale też w obszarze ochrony konsumentów i zasad uczciwej konkurencji w UE. Pod presją kampanii społecznych część firm koryguje opisy – w ubiegłym roku Airbnb przestało oznaczać oferty w regionie jako położone w Maroku.
Polityczne tło i głosy sprzeciwu
Spór o Saharę Zachodnią trwa od pięciu dekad. Po wycofaniu się Hiszpanii w latach 70. XX w. wybuchły walki między Marokiem a Frontem Polisario, który domaga się niepodległości. ONZ od lat zabiega o polityczne rozwiązanie. Referendum nie doszło jednak do tej pory do skutku. W październiku Rada Bezpieczeństwa ONZ opowiedziała się za priorytetowym traktowaniem planu autonomii pod egidą Maroka i przedłużyła mandat misji pokojowej na 12 miesięcy, podkreślając konieczność rozwiązania uzgodnionego przez strony.
Przedstawiciel Frontu Polisario na Wielką Brytanię i Irlandię, Sidi Breika, ocenia, że turystyka ma służyć stworzeniu "faktu dokonanego" w zakresie marokańskich roszczeń do tego terytorium. - Wszystkie projekty realizowane na terytorium pod nielegalną okupacją naruszają niezbywalne prawo ludu Sahrawi do samostanowienia i niepodległości, jasno uznane przez ONZ – podkreśla Breika. Dodaje, że ruch obserwuje działania linii lotniczych "ściśle" monitoruje Ryanaira i rozważa kroki prawne.
Wątek korporacyjnej odpowiedzialności powraca także w ocenach aktywistów. Erik Hagen z Western Sahara Resource Watch mówi, że określanie destynacji jako marokańskich jest "zarówno niepokojące, jak i wprowadzające w błąd". - Gdy firmy promują tamtejsze miejsca jako marokańskie, ryzykują zniekształcenie prawa międzynarodowego i opinii publicznej – wskazuje, dodając, że rodzi to "poważne pytania o odpowiedzialność korporacyjną i należytą staranność w politycznie wrażliwych i nielegalnie okupowanych terytoriach".