Pogorzelcy z Ząbek nadal nie mogą wrócić do domów. "Nikt się nami nie interesuje"

Minął rok od gigantycznego pożaru bloku w Ząbkach pod Warszawą. Część mieszkańców nadal nie może wrócić do swoich mieszkań. - Dziś jesteśmy bezdomni we własnym mieście. Zostały kredyty, rachunki i trauma - mówi "Faktowi" jeden z lokatorów. Niektórzy płacą po kilka tysięcy złotych miesięcznie - za ratę kredytu i wynajem mieszkania.

Minął rok od pożaru w ZąbkachMinął rok od pożaru w Ząbkach
Źródło zdjęć: © PAP
Aneta Polak

3 lipca 2025 r. straż pożarna otrzymała zgłoszenie o pożarze bloku mieszkalnego przy ulicy Powstańców w Ząbkach. Ogień objął trzy połączone ze sobą budynki. Na miejscu pracowało kilkuset strażaków. Całkowicie zniszczony został dach budynku, a także wszystkie mieszkania na piątym i czwartym piętrze. Straty oszacowano na ponad 27 mln zł. Ponad 200 rodzin straciło wtedy dach nad głową.

Choć minął już rok od tych dramatycznych wydarzeń, niektórzy mieszkańcy nadal nie mogą wrócić do swoich mieszkań.

Wszystko stanęło w martwym punkcie i tak jest od roku. Zrobiono dach i na tym się skończyło. Teraz nikt się już nami nie interesuje - skarżą się lokatorzy bloku w rozmowie z "Faktem".

Mieszkańcy czują się pozostawieni samym sobie. Podkreślają, że po kilku miesiącach zakończyły się dopłaty do wynajmu, a o kolejnych programach wsparcia finansowego nie ma już mowy.

Jednocześnie wielu lokatorów nadal spłaca kredyty hipoteczne za mieszkania, do których nie ma dostępu, opłacając też najem w innym miejscu.

Mieszkam w bloku, mam trójkę dzieci. Co miesiąc płacę 5 tys. zł za wynajem i ratę kredytu. Do tego dochodzi jeszcze codzienne życie i wydatki - wylicza pani Paulina, rozmówczyni "Faktu".

Pani Iwona mieszkała w bloku w Ząbkach od 24 lat. Dziś emerytka płaci prawie 4 tys. za wynajem kawalerki. - To są dla mnie ogromne koszty. Żyję dniem dzisiejszym i zastanawiam się, dokąd to będzie trwało - skarży się kolejna rozmówczyni dziennika.

"Ubezpieczyciele mają nas w nosie"

Pogorzelcy są rozczarowani - zachowaniem polityków, ale i ubezpieczycieli. Podkreślają, że nadzieje okazały się płonne.

Do premiera wysłane zostało oficjalne pismo z prośbą o interwencję. Do dziś nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi - mówi "Faktowi" pan Michał.

Mieszkańcy narzekają też na ubezpieczycieli oraz czasochłonne procedury. - Ubezpieczyciele mają nas w nosie, a urzędnicy wykonują kolejne ekspertyzy, z których nic nie wynika - skarżą się lokatorzy.

Pan Michał po pożarze dostał od ubezpieczyciela 18 tys. zł, a po kolejnej ekspertyzie 27 tys. zł, łącznie 45 tys. zł. Jak wskazuje, za nową kuchnię z podstawowym wyposażeniem trzeba zapłacić blisko 27 tys. zł.

Przypomnijmy - Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga umorzyła śledztwo w sprawie pożaru bloku w Ząbkach. Wykluczono podpalenie. Stwierdzono, że najbardziej prawdopodobną przyczyną było zaprószenie ognia.

Wybrane dla Ciebie