Ważne pytanie po śmierci 11-letniego Nikodema. Policja ujawnia

Ogromne poruszenie wywołała śmierć 11-letniego aktora Nikodema Mareckiego, który wybiegł zza autobusu i został potrącony przez samochód dostawczy. W rozmowie z o2.pl do sprawy odniósł się mł. insp. Wojciech Pasieczny, były policjant. Postawił ważne pytanie o typ autobusu.

Emerytowany policjant zabrał głos po tragicznej śmierci 11-latkaEmerytowany policjant zabrał głos po tragicznej śmierci 11-latka
Źródło zdjęć: © Facebook, PAP | Marcin Koszałka
Mateusz Domański

Do wypadku, w którym zginął 11-letni Nikodem Marecki, doszło 27 listopada w Szczepanowicach. Chłopiec wybiegł zza autobusu i został potrącony przez samochód dostawczy. Na miejscu lądował śmigłowiec LPR. Niestety, młodego aktora nie udało się uratować.

Asp. Kinga Kinda, oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Krakowie, potwierdziła nam, że w miejscu, w którym doszło do tragedii, nie było przejścia dla pieszych. Nie znajdowała się tam również zatoka autobusowa.

Dotychczasowe doniesienia wskazywały na to, że chłopiec jechał autobusem szkolnym. Właśnie na ten wątek natychmiast uwagę zwrócił mł. insp. Wojciech Pasieczny, emerytowany policjant, który przepracował w Wydziale Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji ponad 20 lat.

Pytanie, czy ten autobus był oznaczony jako szkolny. To też jest istotne. Jeśli jest to autobus szkolny i kierowca włączy "stop", to wtedy samochód powinien się w ogóle zatrzymać - zauważył w rozmowie z o2.pl.

Wspomniane doniesienia ws. pojazdu zweryfikowaliśmy w rozmowie z asp. Kingą Kindą z KPP w Krakowie. - To nie był autobus szkolny - był to autobus przystosowany do przewozu dzieci, ale nie autobus szkolny - spostrzegła.

Jak unikać takich tragedii? Ekspert odpowiada

Wojciech Pasieczny w rozmowie z o2.pl wyjaśnił, o czym trzeba pamiętać, by podobnych tragedii unikać w przyszłości. - Zacznijmy od pasażerów. Gdy wysiadają z autobusu, to powinni sobie zdawać sprawę z tego, że są niewidoczni - bez względu na to, z której strony wysiadają. Najlepiej jest poczekać, aż autobus odjedzie i dopiero wtedy przekraczać jezdnię. A jeżeli już ktoś się decyduje na wcześniejsze przekroczenie, to trzeba podejść do krawędzi autobusu - tej lewej ściany - wychylić się i upewnić się, czy rzeczywiście można bezpiecznie przekroczyć jezdnię - zaznaczył.

Ja spotkałem się z różnymi sytuacjami. Bywało tak, że przystanek był tuż za przejściem dla pieszych. Wówczas - nawet, gdy piesi przechodzili po pasach - to byli niewidoczni dla pojazdów jadących z kierunku przeciwnego. Trzeba więc zwracać uwagę na to, by przystanki lokalizować w odpowiedniej odległości od przejść dla pieszych - żeby kierowca jadący z naprzeciwka widział chodnik oraz pobocze - kontynuował.

Następnie spostrzegł, że pasażerowie muszą zachować odpowiednią czujność, ale i odpowiedzialność. - Absolutnie nie przebiegać. W takiej sytuacji szanse na uniknięcie wypadku są praktyczne żadne - zaznaczył mł. insp. Wojciech Pasieczny.

Trauma kierowcy

Kierowca, który potrącił 11-latka, był trzeźwy w momencie zdarzenia i jechał z dozwoloną prędkością. Nie usłyszał zarzutu. Z pewnością trauma - podobnie jak w innych tego przypadkach - towarzyszyć będzie mu być może już do końca życia.

To na pewno. Jest to jednak potężne przeżycie. Mnie kiedyś w szybę uderzył gołąb i już to było pewnego rodzaju traumą - że zginął on w taki sposób. A tutaj chodzi przecież o dziecko. Myślę, że w takich sytuacjach trauma pozostaje na zawsze... - dodał emerytowany policjant.

Przypomniał również, że w kontekście wszystkich autobusów co prawda nie ma obowiązku zachowania szczególnej ostrożności, ale "czujność powinna być jednak wzmożona". - Trzeba obserwować, czy piesi przechodzą, czy nie - podsumował.

11-latek był aktorem - zagrał m.in. syna głównej bohaterki w filmie "Biała odwaga". Reżyser filmu Marcin Koszałka zamieścił w sieci wpis po tragedii.

Nikodem wybiegł z autobusu szkolnego i potrącił go samochód. Straszne, wielkie, strata, był bardzo zdolny i świat się przed nim otwierał. Do zobaczenia - napisał.

Nikodem grał również w serialach "Zołza", "Zakochani po uszy", "Erynie", "Papiery na szczęście" i "Krakowskie potwory".

Mateusz Domański, dziennikarz o2.pl

Wybrane dla Ciebie
13,9 st. C w salonie Black Red White. Firma przeprasza
13,9 st. C w salonie Black Red White. Firma przeprasza
Ukrywał się za granicą. Wpadł po 13 latach
Ukrywał się za granicą. Wpadł po 13 latach
Chciał morderstwa Putina. Skazany na kolonię karną
Chciał morderstwa Putina. Skazany na kolonię karną
29 tys. zł za 1 noc. Luksus na potęgę. Trasa biegnie pustynią
29 tys. zł za 1 noc. Luksus na potęgę. Trasa biegnie pustynią
"Pod śniegiem zapadła cisza". Ostatnie zdjęcie z ich aparatu
"Pod śniegiem zapadła cisza". Ostatnie zdjęcie z ich aparatu
Wjechali prosto pod pociąg. Michalinka ma już nowych opiekunów
Wjechali prosto pod pociąg. Michalinka ma już nowych opiekunów
Dziwne zachowanie na widok policjantów. Oto, co miał przy sobie
Dziwne zachowanie na widok policjantów. Oto, co miał przy sobie
"Tragedia". Niesie się poranne nagranie z Wielkopolski
"Tragedia". Niesie się poranne nagranie z Wielkopolski
Zełenski o dyplomatycznym zakończeniu wojny. Wskazał możliwą datę
Zełenski o dyplomatycznym zakończeniu wojny. Wskazał możliwą datę
Pojawili się z siekierami. Zrobili im zdjęcia. Leśnicy tłumaczą
Pojawili się z siekierami. Zrobili im zdjęcia. Leśnicy tłumaczą
Pijana kobieta ugryzła ratownika. Chciał jej pomóc
Pijana kobieta ugryzła ratownika. Chciał jej pomóc
Kreml gra aktami Epsteina. "Moralna przewaga" Rosji i "zepsuty" Zachód
Kreml gra aktami Epsteina. "Moralna przewaga" Rosji i "zepsuty" Zachód