42-latek ratujący swoje dzieci stracił życie w Międzywodziu. W minioną niedzielę (28 czerwca) śmierć poniósł też 68-latek, który wypoczywał w Darłowie.
Przez miniony weekend interweniowaliśmy 12 razy. W piątek przeprowadziliśmy trzy akcje ratownicze, w sobotę dwie, a w niedzielę siedem. Niedziela była najbardziej tragiczna, ponieważ zabrała życie dwóm osobom - podkreślił w rozmowie z o2.pl Sebastian Kluska.
Tragedie nad Bałtykiem to tylko część dramatów rozgrywających się nad wodą w Polsce. Sezon dopiero wystartował, a już z różnych regionów kraju docierają sygnały m.in. o utonięciach (w czerwcu w Polsce utonęło już 56 osób - informuje policja na swojej stornie internetowej). Jeżeli chodzi o Bałtyk, wnioski są zatrważające. Jasno wskazują na to, że liczne apele na niewiele się zdają.
Problem polega na tym, że przy bardzo słonecznej pogodzie wielu ludzi wyjeżdża na wypoczynek nad polski Bałtyk, a niestety nie we wszystkich miejscowościach obecni są na plaży ratownicy WOPR, którzy są powołani do pilnowania bezpieczeństwa osób będących na plaży. Apele rokrocznie są te same, a liczba utonięć wciąż rośnie, tak jakby ostrzeżenia po prostu nie docierały do ludzi. Kategoria grzechów również pozostaje niezmienna: korzystanie z miejsc niestrzeżonych, pływanie w nieodpowiednich warunkach, brak świadomości, jak niebezpiecznym morzem jest Bałtyk i jak szybko zmieniają się tam warunki pogodowe oraz hydrologiczne - spostrzegł dyrektor Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa.
Zauważył jednocześnie, że wciąż są tacy, którzy wchodzą do wody pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających.
Zapominamy o podstawowych zasadach: jeśli nagrzałeś organizm, opalając się, nie wchodź gwałtownie do wody. Należy unikać dużej różnicy temperatur, bo Bałtyk to morze chłodne. Takie zachowanie może wywołać szok termiczny, skurcz mięśnia sercowego i zawał. Wciąż też nieodpowiedzialnie podchodzimy do bezpieczeństwa własnych dzieci. W niedzielę mieliśmy co najmniej dwie akcje poszukiwania zagubionych maluchów. Pośrednią przyczyną tragedii w Międzywodziu było właśnie to, że dzieci samodzielnie oddaliły się od brzegu. Wywołało to prawidłową reakcję ojca, ale niestety zakończyło się tragicznym skutkiem - dodał.
Czy brak odpowiedniej reakcji na apele oznacza, że do niektórych ludzi po prostu nie można dotrzeć? - Nie chciałbym, żeby ta najgorsza wersja się spełniła. Póki jest możliwość edukacji - choć idzie to jak "orka na ugorze" - warto do ludzi przemawiać - powiedział Kluska.
Jeżeli to zdjęcie z drewnianym pudełkiem wywoła refleksje u jednego czy drugiego, że nie warto w ten sposób wracać z urlopu, to już jest jakiś efekt. Niestety, brakuje nam edukacji na etapie szkoły podstawowej czy średniej. Nie musimy uczyć się hydrologii oceanów czy Grenlandii, wystarczy poznać nasze polskie morze: jak zmienia się ono sezonami, czym są prądy wsteczne, jak działa czynnik chłodzący wiatru - podkreślił.
"Zdrowy rozsądek zostawiamy w domu"
Ekspert nie ukrywa, że są tacy ludzie, którzy rozpoczynając urlop, totalnie zapominają o zdroworozsądkowym myśleniu.
Zaczyna się urlop, jedziemy na plażę, a zdrowy rozsądek zostawiamy w domu. Traktujemy plażę jak obszar eksterytorialny, gdzie logiczne myślenie przestaje funkcjonować. Jak można zgubić własne dziecko? To dla mnie akt najwyższej nieodpowiedzialności. Do tego dochodzi zgubne przeświadczenie o własnych umiejętnościach. Ktoś uważa, że świetnie pływa, bo robi 50 długości na basenie albo radzi sobie na jeziorach. Bałtyk bardzo szybko to weryfikuje. Jeśli komuś wydaje się, że to tylko "większe jezioro", polecam spojrzeć na żołnierzy Formozy. To potężne charaktery, a szanują Bałtyk jak mało kto na świecie - przyznał.
Rokrocznie zdarzają się sytuacje, że plażowicze wchodzą do wody, pomimo ogłaszanych zakazów poprzez wywieszenie czerwonej flagi.
Czerwona flaga oznacza kategoryczny zakaz kąpieli z jakiegoś powodu. Proszę sobie wyobrazić, że stanowisko ratownicze obsadzone jest zazwyczaj przez trzech młodych, świetnie wysportowanych ludzi - na przykład po AWF-ie. Są fantastycznie przygotowani do pracy w ciężkich warunkach. I tych trzech ratowników mówi: "warunki w morzu są niebezpieczne, nie wchodźcie do wody, bo grozi to tragedią". A my, jako naród, myślimy sobie: "co nam ci młodzi chłopcy będą mówić, jak mamy wypoczywać? Chodźmy na niestrzeżoną plażę, tam sobie poradzimy". Kiedy faktycznie nikt im nie dyktuje zasad, kończy się to płaczem i zgrzytaniem zębów. Okazuje się wtedy, że ci młodzi ratownicy, którzy w trójkę stanowią zespół zdolny wyrwać człowieka z objęć Neptuna, mieli rację - kontynuował Kluska.
Kiedy na strzeżonym kąpielisku powiewa czerwona flaga, ratownicy mogą apelować i wzywać do wyjścia z wody. Mogą też poprosić o interwencję policji.
Nie mają innych mocy sprawczych. Zdarzają się sytuacje, w których ratownicy stają się obiektami ataków słownych czy fizycznych ze strony plażowiczów będących pod wpływem alkoholu. Ratownicy nie są od tego, by egzekwować prawo i porządek publiczny, są od ratowania ludzi. Chciałbym, by wczasowicze na to spojrzeli z tej perspektywy i mieli świadomość zagrożenia, gdy młodzi, wysportowani ludzie mówią: "nie płyń tam, bo my nie damy rady po ciebie popłynąć lub będzie to dla nas bardzo trudne i wrócisz do domu w drewnianym pudełku" - podsumował dyrektor Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa.