Wybory na Węgrzech. Tak straszą ludzi
Na Węgrzech zbliżają się wybory parlamentarne. Viktor Orban i jego partia Fidesz chcą utrzymać władzę. W prorządowych mediach jest jeden przekaz. Po dojściu do władzy partia TISZA zlikwiduje obniżki i wprowadzi podatki. To jednak nie koniec, bo media prowadzą również antyukraińską narrację.
Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia 2026 roku. Głównym bohaterem sceny politycznej pozostaje Viktor Orbán, lider partii Fidesz, który rządzi krajem nieprzerwanie od 2010 roku. Najpoważniejszym rywalem premiera jest Péter Magyar, stojący na czele nowego ugrupowania TISZA.
Ostatnie sondaże wskazują na wyraźne prowadzenie opozycji. Wśród zdecydowanych wyborców TISZA osiąga wyniki przekraczające 50 proc., podczas gdy Fidesz utrzymuje się zwykle w okolicach 30 proc.
Fidesz po latach rządów kontroluje m.in. główne węgierskie media. Jak podaje "Fakt", w tamtejszym głównym wydaniu serwisu informacyjnego, partia TISZA jest regularnie atakowana. Zarzuca się jej likwidację obniżek rachunków za media, wprowadzenie nowych podatków i i ścisłą współpracę z Unią Europejską, którą Orban sabotuje.
"Fakt" dodaje, że w mediach pojawia się też atakowanie Ukrainy, która rzekomo chce ograbić Węgrów z pieniędzy. Sugerowane są nawet związki liderów partii z ukraińskimi agentami i werbunkiem przez zagraniczne służby.
Zdaniem pułkownika Grzegorza Małeckiego, Węgrzy są odporni na taki przekaz w mediach, dlatego przewaga opozycji staje się wyraźna. Władze koncentrują się jedynie na przeciwniku, co jego zdaniem niewiele ma wspólnego z demokracją. - Można powiedzieć, że jest to wyraz desperacji rządzącej ekipy - ocenia w rozmowie z "Faktem".