Rosjanie nie mają litości. Na front trafiają nawet niewidomi
Ciężko ranni rosyjscy żołnierze, wcześniej uznani za czasowo niezdolnych do służby przechodzą ponowne komisje lekarskie i znów trafiają na wojnę z Ukrainą.
Jak informuje Radio Svoboda, w Rosji nowi członkowie komisji wojskowo - lekarskiej decydują o zdolności rannych do ponownej służby. Serwis opisuje historię 38-letniego Pawła Podgrusznego z Krasnodaru. Trafił do armii z kolonii karnej. W kwietniu 2024 r. odłamki miny spowodowały obrażenia głowy i klatki piersiowej, stracił lewe oko, a po pęknięciu błon bębenkowych nie odzyskał słuchu.
W 2024 r. miał zostać uznany za niezdolnego do służby. We wrześniu 2025 r. mężczyzna dostał wezwanie do stawienia się w jednostce w Rostowie, a w razie niestawiennictwa grożono mu uznaniem za osobę, która samowolnie opuściła jednostkę. Mężczyzna poruszał się niemal wyłącznie z pomocą rodziny. Teraz prawdopodobnie trafił na front, a rodzina nie ma o nim informacji.
Jego prawnik twierdzi, że zdarzały się przypadki wysyłania na front osób niewidzących. Wskazuje m.in. na historię żołnierza z jednostki w Siergiejewce - podaje Radio Svoboda. Nie otrzymał pomocy w rehabilitacji. Ostatecznie komisja zorganizowana w koszarach miała w kilka minut uznać go za zdolnego do służby.
W materiale opisano również przypadek 26-letniego Andrieja Pieriewałowa. Według relacji, oficerowie 11. pułku czołgów mieli zabrać go na front bezpośrednio z Centralnego Wojskowego Szpitala Klinicznego im. Wiszniewskiego w obwodzie saratowskim.
Andriej miał liczne złamania i odłamki w ciele, uszkodzenie nerwu promieniowego, artrozę oraz niesprawną prawą rękę. Mimo to wysłało go do strefy działań wojennych.