Wypadek 12-latka. Jest w ciężkim stanie. Mamy głos spółdzielni
12-latek, który bawił się na placu zabaw w Toruniu, jest w ciężkim stanie. Lekarze są ostrożni w rokowaniach. Głos ws. wypadku zabrała Spółdzielnia Mieszkaniowa "Na Skarpie". Spółdzielni nie jest znana przyczyna "wdrapywania się" chłopca na sprawne urządzenie - pisze w przesłanym o2.pl oświadczeniu Grażyna Kaczyńska-Koska, kierownik techniczna SM "Na Skarpie".
Do dramatycznego w skutkach wypadku doszło w poniedziałek (2 marca) ok. godz. 15:00 w Toruniu. Z relacji świadków, do których dotarło o2.pl wynika, że grupa dzieci w nastoletnim wieku bawiła się na placu zabaw.
Nastolatkowie zaczęli wspinać się na huśtawkę dla osób niepełnosprawnych, ustawioną na placu zabaw przy ul. Malinowskiego. W pewnym momencie jeden z chłopców miał odczepić linkę zabezpieczającą urządzenie i zaczął się nią bawić. Nastolatek poślizgnął się, a linka przydusiła go.
Jak udało nam się ustalić, doszło do zatrzymania akcji serca 12-letniego chłopca. Konieczna była reanimacja. Natychmiastowa reakcja świadków i działania medyków sprawiły, że nastolatek żyje. - Jest w stanie ciężkim. Rokowania nie są pewne. Zdecydują dni, może godziny - mówią nam nieoficjalnie lekarze ze szpitala, w którym leży chłopiec.
Sprawę bada toruńska policja. Funkcjonariusze dysponują nagraniami ze zdarzenia. Policjanci analizują, czy doszło do nieszczęśliwego wypadku. Z naszych informacji wynika, że skłaniają się ku tej wersji zdarzeń.
Ze wstępnych ustaleń policjantów wynika, że 12-letni chłopiec spadł z huśtawki i zaczepił się o sznur, po czym stracił przytomność — mówi w oficjalnym komunikacie dla o2.pl podkomisarz Dominika Bocian, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Toruniu.
Dlaczego plac zabaw jest zamknięty? SM "Na Skarpie" wyjaśnia
Policjanci przebywali na miejscu zdarzenia ok. 2 godziny. Analizowali ślady i zabezpieczali monitoring. Nie zabezpieczyli jednak placu zabaw, gdyż nie było takiej konieczności. Decyzję o zamknięciu przestrzeni rekreacyjnej podjęła Spółdzielnia Mieszkaniowa "Na Skarpie". To wspólnota zarządza placem zabaw.
Dlaczego obiekt został zamknięty, mimo że - jak wskazują władze spółdzielni - miał być w pełni sprawny i przechodził niezbędne remonty?
Wszystkie przeglądy zostały wykonane przez upoważnione firmy zgodnie z terminami. Urządzenia były sprawne i dopuszczone do użytkowania. Wyjaśnienia spółdzielni oraz dokumenty z okresowych przeglądów oraz kontroli stanu technicznego zostały złożone na policji. Wyłącznie z uwagi na poniedziałkowy wypadek oraz demontaż lin zabezpieczających przez policję (jako dowód) obiekt został wyłączony z użytkowania - informuje w przesłanym o2.pl oświadczeniu Grażyna Kaczyńska-Koska, kierownik techniczna SM "Na Skarpie".
Przedstawicielka SM "Na Skarpie" podkreśla, że "spółdzielnia nie ponosi odpowiedzialności za zaistniałe zdarzenie".
Spółdzielni nie jest znana przyczyna "wdrapywania się" chłopca na sprawne urządzenie, przeznaczone dla dzieci na wózkach inwalidzkich, jeżeli może korzystać ze wszystkich pozostałych urządzeń dla niego przeznaczonych - pisze Grażyna Kaczyńska-Koska.
Poprosiliśmy o wyjaśnienie, jak doszło do tego, że element konstrukcyjny placu zabaw, który powinien być zabezpieczony, stał się zagrożeniem dla zdrowia i życia dziecka. W odpowiedzi możemy przeczytać, że "huśtawka zabezpieczona jest łańcuchem z kłódką", a kluczami do niej dysponują opiekunowie dzieci z niepełnosprawnościami i gospodarz.
Huśtawka jest zamknięta i zabezpieczona łańcuchem z kłódką. Klucze otrzymały wszystkie rodziny, które sprawują opiekę nad dziećmi z niepełnosprawnościami (na wózkach inwalidzkich). Kluczem dysponuje także gospodarz. Na terenie placu jest regulamin korzystania z placu zabaw oraz instrukcja korzystania z huśtawki, która przeznaczona jest dla dzieci na wózkach inwalidzkich - informuje o2.pl Kaczyńska-Koska.
Marcin Lewicki, dziennikarz o2.pl