42-letni instruktor lotniczy Leandro Andrés Bertazzo z Argentyny zginął po skoku z lecącego samolotu szkoleniowego. Do tragedii doszło w okolicach Toledo. Mężczyzna prowadził lot szkoleniowy na pokładzie lekkiego samolotu Cessna C-150.
Kursantka twierdzi, że 42-latek powiedział "wiesz, co masz robić" oraz "leć dalej". Potem zdjął słuchawki, odłożył telefon, odpiął pas bezpieczeństwa i otworzył drzwi kabiny.
Mężczyzna wyskoczył z 250 m. Udało się odnaleźć jego ciało. Kursantka bezpiecznie wylądowała i powiadomiła służby.
Dyrektor szkoły lotniczej Flying Parrot Flight School Eduardo Alvarez rozmawiał z ojcem pilota. Mężczyzna zdradził, że jego syn "przeżywał trudny okres" - informuje "Daily Mail".
Tydzień przed śmiercią Leandro udał się na konsultację w szpitalu psychiatrycznym. Był samotny, nie miał dzieci i mieszkał z rodzicami. Jako instruktor pracował przez cztery lata, wcześniej przez dziesięć lat szkolił się, aby uzyskać licencje i zostać pilotem linii lotniczych.
Był znakomitym profesjonalistą, zawsze pogodnym i bardzo podziwianym przez wszystkich swoich studentów. Jest wspaniałą osobą z pięknym uśmiechem i jasnym spojrzeniem na życie - opisał go szef szkoły lotniczej.