W szpitalu w Wadowicach dla 89 lekarzy przeznaczono 43 mln zł. Jak się okazuje, rekordzistą jest anestezjolog, który w ciągu roku zarobił ponad 1,3 mln złotych. Tymczasem wadowicki szpital jest zadłużony na ok. 12 mln zł.
Dziś to medycy dyktują warunki. Gdybym nie zapłacił tyle, ile żądają, musiałbym zamknąć szpital - mówi Gazecie Wyborczej dr Krzysztof Harpula, zastępca dyrektora Szpitala im. św. Jana Pawła II w Wadowicach.
Dyrektor Harupla zwraca uwagę, że na rynku istnieje problem właśnie z lekarzami wspomnianej specjalizacji. - Jest niewielu na rynku i to oni dyktują warunki. W naszym szpitalu za godzinę pracy dostają 260 złotych, ale są też takie placówki, które płacą im 300, a nawet 400 złotych za godzinę - mówi "Wyborczej".
Według wadowice24.pl, na drugim miejscu listy płac również jest anestezjolog, który zarobił o 40 tys. zł mniej niż rekordzista, a trzeci ok. 100 tys. zł mniej. Lekarz, który zarobił najwięcej, miał pracować 431 godzin miesięcznie, co daje ponad 14 godzin dziennie.
- Lekarzy zatrudnionych na umowach B2B nie obowiązuje kodeks pracy, mogą pracować tyle, ile chcą - twierdzi zastępca dyrektora w rozmowie z dziennikiem.
Dr Anna Tylek, dyrektorka Szpitala im. Narutowicza w Krakowie zdradziła "Wyborczej" ogromne wymagania lekarzy. Jeden ze specjalistów chciał zarabiać 350 zł za godzinę, mieć mieszkanie służbowe i pracować dwa tygodnie w miesiącu.
Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zaproponowała, by wprowadzić maksymalne limity wynagrodzeń pracowników medycznych. Stawka wyjściowa miałaby wynieść do 240 zł brutto za godzinę. W efekcie osoby pracujące na etacie mogłyby zarobić ok. 40 tys. zł miesięcznie.
To pokłosie afery w Szpitalu Południowym, gdy Dawid Kacprzyk, radny KO i lekarz bez specjalizacji, był koordynatorem SOR i w kilku placówkach zarobił łącznie 1,6 mln zł.