Zwłoki zaginionego nastolatka z Florentynowa w gminie Lutomiersk, znajdowały się na terenie opuszczonej fabryki przy ul. Adama Mickiewicza w Konstantynowie Łódzkim. 17-latek był poszukiwany przez kilka dni. W końcu policja i matka Filipa potwierdzili najgorsze przypuszczenia.
Poszukiwania zostały zakończone. Niestety wieści są tragiczne, Filip już do nas nie wróci. Dziękujemy wszystkim za pomoc - napisała pani Karolina.
W poszukiwania włączyli się okoliczni mieszkańcy, a w miejscowości pojawiły się plakaty ze zdjęciem 17-latka i prośbą o pomoc. - Nawet nie wie pani, jak ciężko było zdejmować plakaty z informacją o poszukiwaniach Filipa - mówiła "Faktowi" jedna z osób, które szukały go. - Pamiętam go, jak spacerował z psem. Miły chłopiec – wspominają miejscowi chłopca.
Dziennik relacjonuje, że po śmierci Filipa na terenie fabryki pojawił się metalowy płot oraz tabliczki informujące o zakazie wstępu. Jest też ochroniarz, który patroluje teren.
Prokuratura wszczęła śledztwo w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. Śledczy mają wyjaśnić, co wydarzyło się w czwartkowy wieczór, kiedy Filip zniknął.
Mieszkańcy mówią nam o "przeklętym miejscu", "naznaczonym śmiercią". – To jest miejsce, gdzie ludzie umierają – przyznają. Z ich relacji wynika, że w ciągu ostatnich dwóch miesięcy na terenie fabryki zginęły dwie młode osoby. To obok Filipa 14-letni Tomek - pisze "Fakt". Mieszkańcy łódzkiej miejscowości twierdzą, że opuszczone budynki, a przede wszystkim komin, powinny zostać rozebrane albo lepiej zabezpieczone.