Z mieszkania zabrano 19 kotów i psa. Teraz historia się powtarza

W jednym z warszawskich bloków znów wrócił problem mieszkania, w którym lokatorka gromadzi odpady i przygarnia kolejne koty. Jak wynika z reportażu programu "Uwaga", wcześniejsza interwencja służb i sprawa sądowa nie zakończyły konfliktu. Teraz sąsiedzi ponownie mierzą się z odorem.

Koszmar mieszkańców jednego z warszawskich osiedliKoszmar mieszkańców jednego z warszawskich osiedli
Źródło zdjęć: © Facebook, Getty Images | ZipZapic.com
Anna Wajs-Wiejacka

Najważniejsze informacje

  • W 40-metrowym mieszkaniu w Warszawie wcześniej odebrano 19 kotów i psa.
  • Zwierzęta trafiły do schroniska "Na Paluchu", ale nie można ich jeszcze oddać do adopcji.
  • Ostatnia kontrola weterynaryjna wykazała, że w lokalu znów przebywają koty, a ich liczba wzrosła.

Mieszkańcy jednego z warszawskich bloków od lat skarżą się na fetor wydobywający się z mieszkania sąsiadki. Kobieta gromadzi w lokalu przedmioty przynoszone z okolicznych śmietników i przygarnia bezpańskie zwierzęta. Jak wynika z reportażu programu "Uwaga!", problem nie zniknął nawet po odebraniu jej zwierząt oraz wszczęciu postępowania w sprawie znęcania się nad zwierzętami.

Pierwsze sygnały dotyczące warunków, w jakich przebywały zwierzęta, trafiły do urzędników już dwa lata temu. Rok później, po interwencji zainicjowanej przez Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Zwierząt "Animals" w Warszawie, służby odebrały właścicielce 19 kotów i psa. W mieszkaniu panowały wówczas skrajnie złe warunki sanitarne.


WIDEO
Znaleźli je w śmietniku. Porzuciła aż 13 świnek morskich


Mieszkanie pełne odpadów i wąskich przejść

Osoby, które widziały lokal od środka, opisywały go jako zapełniony gratami i odpadami niemal po sam sufit. – W tym mieszkaniu nie ma warunków do przebywania jakiejkolwiek żywej istoty – mówił w reportażu Antoni Łukasiak ze Stowarzyszenia "Animal Support". Sąsiedzi relacjonowali również, że między nagromadzonymi rzeczami można poruszać się jedynie wąskimi przejściami.

Odebrane zwierzęta trafiły do warszawskiego schroniska "Na Paluchu", gdzie przebywają już ponad rok. Jak przekazała placówka, koty były zaniedbane, miały m.in. zapalenia uszu i oczu oraz znajdowały się w słabej kondycji. – Nadal toczy się postępowanie wobec tej pani. My nie możemy tymi kotami dysponować – mówiła Marta Lapsz ze schroniska, wyjaśniając, dlaczego zwierzęta wciąż nie mogą trafić do adopcji.

Kontrole są, ale problem wraca

Mimo toczącego się postępowania kobieta ponownie zaczęła przygarniać bezpańskie koty. Sąsiedzi znów skarżą się na odór i obawiają się o bezpieczeństwo, wskazując również na brak obowiązkowych przeglądów instalacji w mieszkaniu. Sanepid wyjaśniał, że bez dostępu do lokalu i stwierdzenia przesłanek wskazujących na zagrożenie dla zdrowia innych mieszkańców nie może podjąć dalej idących działań.

Miesiąc temu Powiatowy Inspektor Weterynarii ustalił, że w mieszkaniu znowu są zwierzęta, a liczba kotów wzrosła, dlatego zalecił ich odebranie.

Jest to klasyczny przypadek zbieractwa zwierząt, bardzo niebezpiecznego zaburzenia - mówił Antoni Łukasiak, cytowany w materiale "Uwagi.

Sąd powołał już biegłych do oceny stanu zdrowia kobiety, a mieszkańcy nadal czekają na rozstrzygnięcie.

Wybrane dla Ciebie