Sprawdzamy pogodę dla Ciebie...
Wróć na
Łukasz Maziewski
Łukasz Maziewski
|

Zmiany klimatu to fakt. Prof. Malinowski: Wyginiemy jak dinozaury

1600
Podziel się:

Rok 2021 dobitnie pokazał, jak destrukcyjny może być wpływ zmian klimatycznych na życie na Ziemi. Europa Zachodnia tonęła w katastrofalnych powodziach. Zachód USA trawił pożar wielki jak Los Angeles, a Syberia topiła się pod naporem upałów. Klimat się zmienia i jesteśmy blisko globalnej katastrofy. Naukowcy mówią wprost: jeśli nie zmienimy trendu ocieplenia klimatu, wymrzemy jak dinozaury. Oto #HIT2021. Przypominamy najlepsze materiały mijającego roku.

Zmiany klimatu to fakt. Prof. Malinowski: Wyginiemy jak dinozaury
Powódź w Wenecji w 2020 r. Plac św. Marka pod wodą (Getty Images)

Katastrofalne powodzie w Niemczech i Belgii, które miały miejsce w lipcu, pochłonęły ponad 240 ofiar. W Oregonie na zachodnim wybrzeżu USA szalał olbrzymi pożar. W Kanadzie termometry pokazywały na początku lipca niemal 50 stopni Celsjusza. Klimat się zmienia i nie ma co do tego wątpliwości.

Naukowcy, z którymi rozmawialiśmy, przekonują, że jeśli szybko nie zastopujemy zmian, czeka nas katastrofa. Prof. Szymon Malinowski, dyrektor Instytutu Geofizyki Uniwersytetu Warszawskiego, mówi wprost: zmiany postępują tak szybko, że dochodzimy do tzw. progu planetarnego. Jeśli go przekroczymy - nie będzie odwrotu.

Najpierw jednak wyjaśnijmy, przynajmniej w uproszczeniu, cały skomplikowany proces, który od globalnego ocieplenia prowadzi do zmian klimatu.

Zobacz także: Tornada w Polsce. Zmiany klimatu widać gołym okiem

Krótki przewodnik po globalnym ociepleniu

Bardzo upraszczając cały proces, możemy powiedzieć tak. Więcej dwutlenku węgla w atmosferze powoduje, że większa ilość ciepła jest zatrzymywana w naszej atmosferze, co powoduje, że wzrasta energia zmagazynowana w atmosferze, ale i w oceanach, które również absorbują energię. Stąd wzrost średniej temperatury mierzonej w naszej atmosferze o ok. 1 st. C w porównaniu z czasami pre-industrialnymi - tłumaczył w lipcu w rozmowie z portalem o2.pl prof. Marcin Jakubowski, fizyk z Instytutu Maxa Plancka w Greifswaldzie.

Do wytłumaczenia tego skomplikowanego zjawiska Jakubowski używa analogii do garnka z zupą. Jeśli wyobrazimy sobie, że garnek to Ziemia, a dostarczający ciepło palnik zamienimy na Słońce, to przykrycie garnka pokrywką sprawi, że zagotuje się ona szybciej. Podobnie jest z Ziemią.

Emitowany do atmosfery dwutlenek węgla otacza planetę i "odbija" część emitowanego ciepła ku powierzchni planety. Przez to system atmosfera - oceany nagrzewa się mocniej i szybciej niż bez "pokrywki".

Temperatura na Ziemi rośnie. A to z kolei powoduje topnienie lodowców na biegunach i podnoszenie poziomu oceanów. A większa ilość zimnej wody zmienia m.in. cyrkulację prądów morskich. Co również zmienia rozkład pogody. A w konsekwencji - całego klimatu.

Taki system jak Ziemia, ma ogromną inercję, czyli bezwładność, na dodatek pewnych czynników nie możemy w pełni kontrolować. W wariancie optymistycznym całkowite zatrzymania emisji gazów cieplarnianych dzisiaj, sprawi, że ustali się nowa równowaga i stężenie dwutlenku węgla w atmosferze zacznie spadać, ale bardzo powoli, o ile nie wymyślimy czegoś, by szybciej usuwać duże ilości dwutlenku węgla z atmosfery. Tyle że dwutlenek węgla w atmosferze może przebywać bardzo długo - kilkaset a nawet tysiąc (!) lat, więc powrót do normalności, którą znamy z XX wieku, nie nastąpi szybko - tłumaczy dalej Jakubowski.

I dodaje, że jeśli lodowce się stopią i uwolnią do atmosfery metan, który jest w nich zawarty, to sytuacja ze złej stanie się tragiczna.

Możemy tak wzmocnić efekt cieplarniany, że będzie pozamiatane, bo nowa temperatura równowagowa będzie np. o 10 stopni wyższa. Tego już nie będziemy w stanie kontrolować i zmieciemy siebie, a pewnie i 99% żywych organizmów z powierzchni Ziemi - przekonuje fizyk.

Jako alternatywę podaje niskoemisyjne źródła energii i zwiększenie nakładów na energię odnawialną. Jeśli jednak za bardzo oddalimy się od punktu równowagi, to powrotu nie będzie.

W jego ocenie Ziemia ma kilka takich punktów krytycznych, a jednym z nich wydaje się być bariera wzrostu średniej temperatury o 2 stopnie Celsjusza. Teraz jesteśmy w połowie tej drogi. Powyżej tej temperatury zmiany na Ziemi będą tak drastyczne, np. całkowity zanik lodu na powierzchni Grenlandii, co podniesie poziom oceanów o kilka metrów, lub takie zwiększenie częstotliwości susz, że znikną lasy Amazonii, a przez to do atmosfery dostatnie się więcej CO2.

Wtedy ustali się nowa równowaga, ale nie będzie to dla nas nic przyjemnego - kończy Jakubowski.

"Wyginiemy jak dinozaury"

Wróćmy jednak do tragicznych powodzi i pożarów, które miały miejsce w tym roku. Czy da się wytłumaczyć je globalnym ociepleniem? Ci, którzy spodziewają się jednoznacznej odpowiedzi, mogą poczuć się zawiedzeni.

Potrafimy wykazać wprost, że niektóre zdarzenia są efektem globalnego ocieplenia: to np. tegoroczne fale upałów na Syberii i te w Ameryce. Trudniej udowodnić bezpośredni związek tego, co się działo w Europie, z ociepleniem klimatu, bo to zjawiska podobne do dawniejszych. Ale… mieliśmy już chyba trzecią "powódź stulecia” w Niemczech w ciągu ostatnich 20 lat. To pokazuje, jak prawdopodobne były takie zjawiska w starszym klimacie. Jednak żeby wykazać wprost, że jest to efekt zmiany klimatu, trzeba to poddać dogłębnej analizie, a żeby wyciągnąć wnioski, potrzeba czasu - tłumaczy w rozmowie z portalem o2.pl prof. Szymon Malinowski, dyrektor Instytutu Geofizyki Uniwersytetu Warszawskiego.

Przepis na apokalipsę

Malinowski przekonuje, że destabilizacja klimatu nie ulega wątpliwości. Bardzo szybki wzrost temperatur obserwowany jest od połowy lat 80. XX w. Dodaje, że zjawiska, z którymi mamy do czynienia dzisiaj, nie są tylko pojedynczymi anomaliami dookoła stanu stałego.

Zmiany narastają, obserwujemy silny trend zmian. A im dłużej będziemy emitować gazy cieplarniane, tym dłużej ten trend będzie obecny. Aż dojdziemy do pewnego punktu, przekroczymy tzw. próg planetarny i za nim cała planeta zmieni się nie do poznania. W kilkadziesiąt lat dokonamy odwrócenia 50 mln lat historii klimatu, który w tym czasie powoli się ochładzał. To może się skończyć największym wymieraniem w historii planety. Nieporównywalnym z żadnym innym w historii geologicznej. Tempo obecnych zmian jest tak duże, że po przekroczeniu progu planetarnego żaden system ekologiczny nie będzie w stanie się do tego dostosować. Zmiany będą tak dynamiczne, że my też nie będziemy w stanie się do nich dostosować. Każde działanie, jakie podejmiemy, okaże się niewystarczające zanim je skończymy. Nie chciałbym używać wielkich słów ale jeśli tak się stanie, to po prostu wymrzemy – jak dinozaury. I nie tylko my, ludzie, ale duża część życia wokół nas - puentuje geofizyk.

To, co się dzieje na świecie w sprawach klimatu, ocenia jako skrajnie niepokojące. Przekonuje, że zjawiska ekstremalne już się potęgują. I opisuje scenariusz iście apokaliptyczny: w pewnym momencie fale upałów i susze osiągną taki poziom, że np. w znacznej części Europy zabraknie wody. Obumrą lasy, nie nawodnimy pól.

Zmiana klimatu to nie proste przesuwanie stref klimatycznych. Dopływ energii słonecznej nie przesunie się, nie zmieni się orbita Ziemi, noce nagle nie staną się krótsze. Pory roku zostaną w sensie astronomicznym, ale w sensie meteorologicznym dostaniemy coś innego niż to, co znamy. Zjawiska pogodowe będą coraz dziwniejsze. Może nie będzie w Polsce - czy szerzej: w naszej części Europy - cyklonów tropikalnych, ale największe wiatry zimą będą coraz silniejsze. Pomiędzy orkanami możemy, jak opisuje naukowiec, doświadczyć na wiele większą skalę, niż teraz, brzydkich zim. Bez śniegu, bez wiatru, za to z chmurami i mżawką, bez słońca. To z kolei będzie sprzyjać obniżeniu jakości powietrza. Opady będą na tyle małe, że nie odnowią zapasów wody, więc latem będą warunki dla katastrofalnych susz. Będą rozwijały się gatunki inwazyjne roślin i zwierząt.

Tę listę można ciągnąć. A do tego dochodzi jeszcze topnienie lądolodów. Stopienie wszystkich, to podniesienie poziomu mórz i oceanów o 70 (!) metrów. Ile miast znalazłoby się wtedy pod wodą? Na razie prognozy mówią o wzroście poziomu oceanów o jeden metr do końca stulecia. To i tak potężny wzrost - opowiada Malinowski.

A na koniec dodaje, że politycy i opinia publiczna byli o tym wszystkim informowani od pół wieku. Ale nie zrobiono prawie nic, by zmienić nasze nawyki i przyzwyczajenia, inaczej zorganizować gospodarkę i nasze życie.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
o2pl
KOMENTARZE
(1600)
Widzę tak
7 miesięcy temu
Powodzie w Niemczech, Belgii, Holandii. Nie tylko te wiosenne. Jest to skutek regulacji rzek takich jak Łaba, Ren, Moza. W Holandii wieczne podnoszenie poziomu depresji. A Belgii oberwało się przy okazji. Dodatkowo dochodzi bezmyślna urbanizacja. Zabetonowanie wszystkiego w głąb, tak aby woda opadająca jako deszcz nie miała ujścia do przeniesionego koryta rzeki o 2 km. Holandia, Westfalia Niemiecka to regiony gdzie ciągle pada. Ren w okolicach Worms cały czas wylewa, na starym korycie rzeki, w okolicach Eich uprawiana jest ziemia. Tak zagospodarowana przyroda chce wrócić do stanu pierwotnego i tyle. Nie straszcie eko sreko, emisjami co2 i innymi natarczywymi rewelacjami. Od momentu kiedy to Angole wpadli na pomysł wydobywania węgla, Amerykanie ropy w szkołąch zamiast lekcji religii powinna być nauka o ziemi. O procesach zachodzących na ziemi, cyklach, grawitacji. Rozumiem, że w tamtych czasach nie posiadano znaczącej wiedzy na ten temat. Ponadto liczył się zysk. Tak jak i teraz. Nie my, zwykli obywatele powinniśmy odpowiadać za syf na ziemi, za drenaż naszej planety, wyjałowienie gleby. To wszystko jest zasługą nielicznych, pazernych skur...nów. Uważam, że jeśli to nie ściema o czym ciągle media kwiczą, to właśnie takim firmom jak Statoil, Exxon Mobile, Ford, GM, Nestle powinno narzucić się limit co do wytwarzania, wydobycia, drenażu planety. Najpierw człowiek, później patologia kapitalistyczna. Dodatkowo narzucić im przymus badań równoważących skutki ich działalności, za łapówkę z miejsca kula w łeb. Skoro oni na nas robią doświadczenia i zabijają, to my ich też możemy. Otwarcie, bez zabawy. Cel uświęca środki - to działa w dwie strony. Gdy już ogarnięty zostanie temat ludzkiej pazerności, wtedy możemy mówić o życiu zgodnym z naszą planetą i naturą. Wszystkie obecne zasady, reguły do kosza. Od nowa ustalić zasady eksploatacji ziemi. Od dobrych 200 lat przepisy były tworzone tylko przez najbogatszych, którzy żerowali na biednych, na przyrodzie, na ziemi. Syf, kiła i mogiłą to ich zasługa. Nie nasza. Niechaj oni to naprawiają, nie my wszyscy.
Hajer Ewald
7 miesięcy temu
Saniami na Bornholm i dalej tak w średniowieczu przeprawiano się Saniami po zamarzniętym Bałtyku.Nikt nie spalał wtedy Węgla a jednak to się zmieniło co się stało panie Jakubowski?
LeMi
7 miesięcy temu
Kolejny sposób na wyciągnięcie kasy od ludzi - w latach 80-tych i 90-tych było globalne "oziębienie"...
Mer
7 miesięcy temu
Komu ten kit?? Sprzedaliście swoją wiarygodność na covidzie. Teraz następny etap planu będzie wdrożyć trudniej...
Moim zdaniem
7 miesięcy temu
Moim zdaniem te procesy zawsze trwały na Ziemi tylko informacji o nich mieliśmy mniej bo nie było internetu. A że media lubią złe informacje, to wciąż nas nimi bombardują.
Kosmita
7 miesięcy temu
Ujmę to tak to Rosja specjalnie podwyższa temperatury bo nie ma dostępu do oceanu chyba że tego skutego lodem dlatego im takie państwa jak nasze w tym Ukraina następnie to wszystko przyniesienie katastrofalne skutki.. kazde globalne ocieplenie niesie ze sobą globalne ochłodzenie świąt po za takim krajem jak Rosja nie są wstanie się temu przeciw stawić wyobraźcie sobie 20 letnią zimę ludzie się będą zabijać żeby coś zjeść a temperatura będzie sięgać nawet -60 stopni Celsjusza 😇 będzie pięknie
Ala
7 miesięcy temu
A poprzednie okresy lodowcowe i ocieplenia to z jakiego powodu były? W kredzie tez jeździły samochody? Podczas ostatniego ocieplenia - jakieś kilkaset tysięcy lat temu to tez człowiek i kopalnie węgle przyczyniły się do ocieplenia klimatu?/
Panta rhei
7 miesięcy temu
WSzystkie gatunki kiedysw wygineły, więc i nam sie to należy.
Mama
7 miesięcy temu
Tylko ze dinosaury nie mieli zmian klimatu a lewaki po noc maja dobrze robia kase
Mycek
7 miesięcy temu
Od dawna jest za późno na ratunek.
gyz
7 miesięcy temu
Pitu pitu, ci wszyscy "zieloni" to koniunkturalisci, ktorzy nic nie pomagaja naturze a za to napychaja sobie kieszenie.
taka prawda
7 miesięcy temu
NIC NIE JEST WIECZNE OPRÓCZ WIECZNEGO PIÓRA I ARMI CZERWONEJ KTÓRA BYŁA JEST I BĘDZIE WIĘC HA HA PO CO TA PANIKA ??!! A TO Z TYM DWUTLENKIEM WĘGLA TO LIPA ABY WYCIĄGAĆ OD RZĄDÓW I PANSTW PIENIĄDZE , GDYŻ EFEKT CIEPLARNIANY POWODUJE METAN I JEGO POCHODNE NIE DWUTLENEK WĘGLA!! DWUTLENEK WĘGLA POWODUJE OCHŁODZENIE KLIMATU!!NIEUKI I KŁAMCY POWINNY O TYM WIEDZIEĆ NO CHYBA ŻE DWUTLENEK WĘGLA NAGLE ZMIENIŁ SWOJE PREFERENCJE I PRZYZWYCZAJENIA HA HA
Oczy
7 miesięcy temu
95% tutejszych komentarzy, to zywcem te same BZDETY, ktore prezentowano w satyrycznym filmie Netflixa "Don't look up" (nie patrz w gore), ktory jest wspomniany aktualnie na WP. Dokladnie to samo: zamykanie oczu na problem, negacja, ignorancja, glupota! Wiekszosc patafianow po prostu NIE CHCE o problemach sluchac, a tym bardziej sie nimi zajac, wiec uprawia mentalne wsadzanie glowy w piasek i udaje, ze ich to nie dotyczy! Schowana glowa, to jednak kiepskie wyjscie, bo tylek i cala reszta na widoku! A juz najlepsi, to ci od udowadniania, ze Grenlandia byla niedawno zielona, bo "green land" sie nazywa i podobne cukierki :-))
Okrakiem
7 miesięcy temu
Jesteście tacy nowocześni i postępowi, a straszycie te baranki boże, niczym klechy w Średniowieczu. Jak nie pandemia, to kryzys klimatyczny. Oni mają jeździć rowerami i autobusami, a kapłani nowej religii folgują sobie w tym czasie latając samolotami na konferencje na których omawia się jak mocniej przykręcić pospólstwu śrubę. Na szczęście, od czasu do czasu na świecie wybuchają rewolucje i kapłani są rozliczani z czynów, nie ze słów.
...
Następna strona
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić