Katar, świąd oczu oraz wysypka po kontakcie z pyłkiem lub orzeszkiem ziemnym to codzienność milionów osób w Europie. Skąd biorą się takie reakcje na substancje tak naprawdę nieszkodliwe i jak można nad nimi zapanować? Odpowiedź kryje się w splocie genów, nadgorliwym układzie odpornościowym oraz warunkach środowiska. Warto poznać metody diagnozy oraz sposoby łagodzenia uciążliwych objawów.
Nadgorliwy układ odpornościowy
Alergia to pomyłka układu odpornościowego, który uznaje nieszkodliwą substancję za groźnego wroga. W przypadku alergii IgE-zależnej podczas uczulania organizm produkuje przeciwciała klasy IgE, czyli białka rozpoznające konkretny alergen. Osadzają się one na komórkach tucznych, które są magazynem histaminy. Przy kolejnym spotkaniu z alergenem te komórki "pękają" i wyrzucają histaminę do tkanek. Histamina rozszerza naczynia krwionośne oraz drażni zakończenia nerwowe, więc pojawia się katar, świąd, łzawienie oraz obrzęk. Nietolerancja pokarmowa działa inaczej i nie jest reakcją alergiczną. Wynika między innymi z niedoboru enzymu, na przykład laktazy potrzebnej do trawienia cukru mlecznego. Objawy dotyczą wtedy głównie jelit, a nie skóry oraz dróg oddechowych.
Geny w tle
Skłonność do alergii często przechodzi z rodziców na dzieci. Lekarze nazywają ją atopią, czyli wrodzoną tendencją do nadprodukcji przeciwciał IgE wobec pospolitych alergenów. Gdy żadne z rodziców nie ma alergii, ryzyko u dziecka wynosi około 10 do 15 procent. Przy jednym uczulonym rodzicu rośnie do mniej więcej 30 procent, a przy obojgu dochodzi nawet do 70 procent. Same geny jednak nie przesądzają o chorobie. Dziecko dziedziczy tylko podatność, a nie gotową alergię. To kontakt ze środowiskiem rozstrzyga, na co konkretnie organizm się uczuli. Dobrym dowodem są bliźnięta jednojajowe, które mimo identycznego kodu genetycznego reagują na zupełnie różne substancje.
Hipoteza higieniczna
Liczba osób uczulonych rośnie głównie w krajach rozwiniętych z wysokim standardem czystości. Brytyjski badacz David Strachan zauważył w 1989 r., że katar sienny rzadziej dotyka dzieci z licznym rodzeństwem. Stąd wzięła się hipoteza higieniczna. Według tej hipotezy układ odpornościowy dziecka, który ma zbyt mało kontaktu z drobnoustrojami, może później mylnie uznawać nieszkodliwe pyłki i pokarmy za zagrożenie. Nieoceniona w tym aspekcie jest mikrobiota jelitowa, czyli bilionowa społeczność bakterii w jelitach. Antybiotyki we wczesnym dzieciństwie, poród przez cesarskie cięcie oraz krótkie karmienie piersią zubażają ten ekosystem. Dzieci z tradycyjnych gospodarstw, które mają stały kontakt ze zwierzętami, chorują na alergie rzadziej. Warto pamiętać, że to wciąż hipoteza, a nie w pełni udowodniona teoria.
Od pyłków po orzeszki ziemne
Alergeny dzielą się na kilka grup zależnie od drogi kontaktu z organizmem. Wziewne trafiają do dróg oddechowych i są to pyłki roślin, roztocza kurzu domowego, "sierść" zwierząt oraz zarodniki pleśni. Pyłki mają swój kalendarz. Brzoza pyli od kwietnia do maja, trawy od maja do lipca, a bylica pod koniec lata. Alergeny pokarmowe to głównie mleko krowie, jaja, orzeszki ziemne, orzechy, ryby, skorupiaki oraz pszenica. Ciekawostka dotyczy orzeszków ziemnych, bo botanicznie należą do roślin strączkowych, a nie do orzechów. Osobną grupę tworzą alergeny kontaktowe, na przykład nikiel w biżuterii oraz lateks. Jad pszczół lub os wywołuje gwałtowną reakcję u osób szczególnie wrażliwych.
Histamina i mechanizm uczulenia
Uczulenie przebiega w dwóch etapach oddalonych w czasie. Pierwszy to faza utajona, czyli sensytyzacja. Organizm poznaje wtedy alergen i przygotowuje przeciwciała, ale człowiek nie odczuwa żadnych dolegliwości. Objawy ruszają dopiero przy następnym zetknięciu. Reakcja natychmiastowa pojawia się w ciągu 5 do 30 minut, a po kilku godzinach nadchodzi faza późna z nasilonym stanem zapalnym oraz zatkanym nosem. Najgroźniejsza postać to wstrząs anafilaktyczny. Obejmuje cały organizm, gwałtownie obniża ciśnienie krwi, kurczy oskrzela oraz powoduje obrzęk krtani. Bez pomocy zagraża życiu w ciągu kilku minut. Ratunkiem jest zastrzyk z adrenaliny oraz natychmiastowe wezwanie pogotowia.
Testy skórne oraz badania krwi
Rozpoznanie alergii zaczyna się od wywiadu i prostych testów skórnych. W próbie punktowej alergolog nakłada na przedramię krople wyciągów alergenów i delikatnie nakłuwa skórę lancetem. Po mniej więcej 20 minutach mierzy powstałe bąble. Bąbel powyżej 3 milimetrów oznacza wynik dodatni. Przed badaniem trzeba odstawić leki przeciwhistaminowe na kilka dni, inaczej zafałszują odczyt. Gdy skóra jest chora lub leków nie można przerwać, pomaga oznaczenie swoistych IgE z próbki krwi. Najpewniejsza, ale i najbardziej ryzykowna, jest próba prowokacyjna w szpitalu. Domowe testy na nietolerancje badają przeciwciała IgG i nie wykrywają prawdziwej alergii, więc alergolodzy je odradzają.
Odczulanie kontra leki
Leczenie opiera się na dwóch podejściach. Leki przeciwhistaminowe blokują receptory histaminy i szybko uśmierzają katar oraz świąd, a preparaty nowszych generacji znacznie rzadziej powodują senność w ciągu dnia. Sterydy donosowe wygaszają stan zapalny błony śluzowej nosa i działają najmocniej przy uporczywym nieżycie, choć poprawa przychodzi dopiero po kilku dniach. Te preparaty łagodzą objawy, ale nie usuwają przyczyny. Jedyną metodą zmieniającą przebieg niektórych alergii jest immunoterapia swoista, czyli odczulanie. Polega na podawaniu rosnących dawek alergenu w zastrzykach lub kroplach podjęzykowych przez 3 do 5 lat. Rezultatem często jest trwałe złagodzenie, choć pełne wyleczenie zdarza się rzadko.
Alergia rodzi się ze splotu odziedziczonych genów oraz warunków otoczenia, więc nie ma jednej winnej przyczyny. Wiele jej form nie da się całkowicie wyleczyć, ale współczesne metody mocno łagodzą objawy i poprawiają codzienny komfort. Zamiast zgadywać na własną rękę, lepiej powierzyć rozpoznanie alergologowi.