Trzy kradzieże w pół roku. "W tym czasie można było uratować życie"

W Koszalinie, w odstępie kilku miesięcy, po raz trzeci skradziono defibrylator. Dwóch kradzieży dokonał jeden mężczyzna, który teraz przebywa w areszcie. - To ludzka głupota, na szczęście świadomość w Polsce wciąż rośnie - mówi w rozmowie z o2, Grzegorz Dokurno, prezes firmy AED Max, oferującej m.in. ratujące życie defibrylatory oraz apteczki i zestawy ratownicze.

Defibrylator ratuje życie.Defibrylator ratuje życie. Jego obsługa jest bardzo prosta
Źródło zdjęć: © Agencja Wyborcza | Fot. Kamila Kotusz / Agencja Wyborcza.pl
Mateusz Kaluga

W Koszalinie za ponad 760 tysięcy złotych zrealizowano projekt w ramach budżetu obywatelskiego. W mieście, w miejscach publicznych, stanęło 40 defibrylatorów AED. System działa od marca ubiegłego roku, a pomysłodawcą jest społeczność "Budka Życia". Defibrylatory stoją w miejscach publicznych. Wszystkie są monitorowane, po wyjęciu z kapsuły załącza się sygnał. Koszt takiego urządzenia to ok. 7 tys. zł.

Defibrylatora należy użyć w przypadku poważnych zaburzeń pracy serca. Urządzenie jest intuicyjne, wystarczy uruchomić AED i wykonywać jego polecenia. Sprzęt potrafi monitorować stan serca osoby poszkodowanej i poinformuje nas, czy doszło do zaburzenia, które może zagrażać życiu oraz zdrowiu.

Niestety, w sierpniu ubiegłego roku i styczniu obecnego doszło do kradzieży. Dokonał ich ten sam 45-letni mężczyzna, najpierw na ulicy Morskiej, potem na Franciszkańskiej. - Sprawca został zatrzymany i tymczasowo aresztowany. Podczas pierwszego rabunku był pod wpływem alkoholu - mówi o2 asp. Izabela Sreberska z komendy miejskiej policji w Koszalinie.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zakulisowe negocjacje ws. KRS? Kancelaria Prezydenta komentuje

Defibrylator z ulicy Morskiej odzyskano, ten z Franciszkańskiej sprawca wyrzucił do śmietnika, a potem trafił do sortowni, gdzie został zutylizowany. W ten sposób miasto straciło cenny i dość drogi sprzęt, który kupili sami mieszkańcy.

Do trzeciej kradzieży doszło w ostatnią niedzielę na ulicy Rejtana. Na miejsce pojechała policja z psem przewodnikiem. Zebrano dowody, zabezpieczono monitoring. Trwają działania w celu ustalenia sprawcy. Obu sprawcom za kradzież z włamaniem grozi nawet 10 lat pozbawienia wolności.

Kradzież AED. "Należy to piętnować i głośno mówić"

Grzegorz Dokurno z firmy AED Max mówi, że w ciągu 12 lat swojej działalności, nie odnotował zbyt wielu kradzieży tych urządzeń w Polsce. Znacznie częściej zdarzały się akty wandalizmu.

To ludzka głupota. Były 2-3 przypadki, gdy skradzione urządzenia pojawiały się na portalach ogłoszeniowych, czy nawet w komisach. Wtedy szybko je lokalizujemy, sami ludzie nas też informują. Mamy dane fabryczne i udaje się takie defibrylatory odzyskać - mówi w rozmowie z o2 Dokurno.

Prezes AED Max podkreśla, że świadomość w Polsce wciąż rośnie. - W Gdańsku jest ponad 100 defibrylatorów i zanotowano tylko jeden akt wandalizmu. Ten Koszalin jest wyjątkowy. Nadal trzeba edukować ludzi, ale widzimy dużą różnicę. Ludzie mniej się boją używać - zaznacza Grzegorz Dokurno.

Nie wiemy, dlaczego defibrylator znowu został skradziony. W tym czasie może coś się wydarzyć, można by uratować życie. A tak nie jest dostępny i nie wiadomo, czy będzie. Takie zachowania należy piętnować i głośno o nich mówić - grzmi ratownik.

Defibrylator (AED - Automated External Defibrillator) to urządzenie, które pomaga przywrócić u osoby poszkodowanej prawidłową pracę serca. Kupowane i umieszczane są na całym świecie w miejscach publicznych, czyli tam, gdzie jednocześnie może przebywać wielu ludzi. I gdzie jest spore ryzyko, że dojdzie u kogoś do zaburzenia pracy serca.

W Polsce tych urządzeń są tysiące, a znajdziecie je w sklepach, galeriach handlowych, na stacjach benzynowych czy w muzeach, kinach oraz teatrach. Swoje AED na wyposażeniu mają m.in. Stadion Narodowy w Warszawie, wrocławska Hala Stulecia, Zamek Królewski na Wawelu czy pociągi pendolino. Z urządzenia korzystają też załogi karetek pogotowia, gdzie stanowi niezbędne wyposażenie. Dlaczego? Bo pomaga ratować życie.

Mateusz Kaluga, dziennikarz o2.pl

Wybrane dla Ciebie
Skóra jak magazyn energii? Laser zmienia kurtki w źródło zasilania
Skóra jak magazyn energii? Laser zmienia kurtki w źródło zasilania
Tajemnicze zaginięcie. Sąsiedzi zabrali głos
Tajemnicze zaginięcie. Sąsiedzi zabrali głos
Nowy priorytet Rosji. Biorą do wojska dłużników
Nowy priorytet Rosji. Biorą do wojska dłużników
Wyniki Lotto 10.04.2026 – losowania Euro Jackpot, Multi Multi, Ekstra Pensja, Ekstra Premia, Mini Lotto, Kaskada
Wyniki Lotto 10.04.2026 – losowania Euro Jackpot, Multi Multi, Ekstra Pensja, Ekstra Premia, Mini Lotto, Kaskada
Jest bratem Jacka Magiery. Wykonuje pracę, którą cenią kibice
Jest bratem Jacka Magiery. Wykonuje pracę, którą cenią kibice
Wybory na Węgrzech. Orban mobilizuje wyborców. "Przyprowadźcie wszystkich"
Wybory na Węgrzech. Orban mobilizuje wyborców. "Przyprowadźcie wszystkich"
Leśnicy zaniemówili. Leżała zakopana w liściach. "Niezwykle rzadki okaz"
Leśnicy zaniemówili. Leżała zakopana w liściach. "Niezwykle rzadki okaz"
Oddali swoje ciała nauce. Znany profesor wśród donatorów. Wyjątkowe kadry
Oddali swoje ciała nauce. Znany profesor wśród donatorów. Wyjątkowe kadry
Wybory na Węgrzech. Policja ostrzega. Pojawią się już 11 kwietnia
Wybory na Węgrzech. Policja ostrzega. Pojawią się już 11 kwietnia
Biblia zamiast kodeksu? Anna Maria Wesołowska uderza w Nawrockiego
Biblia zamiast kodeksu? Anna Maria Wesołowska uderza w Nawrockiego
Wybory na Węgrzech przejdą do historii? Prognozują frekwencję. Może paść rekord
Wybory na Węgrzech przejdą do historii? Prognozują frekwencję. Może paść rekord
Norweska narciarka zginęła w lawinie. Miała 29 lat
Norweska narciarka zginęła w lawinie. Miała 29 lat