Pjongjang chce powrotu kobiet, które znalazły się na Południu dwa lata temu. Trafiły tam z Chin, gdzie pracowały w restauracji prowadzonej przez firmę należącą do komunistycznego reżimu (Korea Północna w ten sposób zarabia walutę wymienialną, która jest dla komunistów na wagę złota). Północ oskarża Seul o potajemne uprowadzenie 12 kelnerek i szefa lokalu, podczas gdy sąsiad z Południa twardo obstaje przy tym, że była to ucieczka.
Władze Korei Południowej powinny bezzwłocznie odesłać nasze kobiety do ich rodzin i w ten sposób okazać chęć poprawy stosunków między naszymi krajami - głosi komunikat opublikowany przez państwową agencję KCNA.
Oświadczenie sygnowane jest przez Północnokoreański Czerwony Krzyż. Zawiera groźbę, że spór o kelnerki "może wystarczyć do zerwania rozmów pokojowych między Pjongjangiem a Seulem" - podaje agencja Yonhap. Korea Północna powołuje się na niedawny reportaż w jednej z telewizji na Południu, w którym padły podejrzenia, że kelnerki zostały zmanipulowane przez agentów południowokoreańskiego wywiadu.
Komuniści uważają, że operację zaplanowała poprzednia ekipa u władzy w Seulu. Rzucają oskarżenia pod adresem obalonej prezydent Korei Południowej Park Geun-hye. Domagają się jednak przeprosin już od administracji obecnego prezydenta Moon Jae-in
Władze Korei Południowej powinny przyznać się do okrucieństwa reżimu Park Geun-hye i surowo ukarać osoby zaangażowane w tę sprawę - można przeczytać w komunikacie Północnokoreańskiego Czerwonego Krzyża.
WIDEOZobacz także: Kim Dzong Un i jego 12 ochroniarzy
Społeczność międzynarodowa wyczekuje spotkania Kim Dzong Un-Trump. Szczyt ma się odbyć 12 czerwca w Singapurze. Ostatnio jednak Kim Dzong Un rozzłoszczony manewrami wojsk USA i Korei Południowej ostrzegł, że Korea Północna musi jeszcze raz przemyśleć swoją zgodę na historyczne rozmowy.
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.