o2-logo
Sprawdzamy pogodę dla Ciebie...
  • Quizy
Wróć na

To była sala tortur. Trening spadochroniarzy Sosabowskiego

20
Podziel się

Stanowili elitę polskiej armii w trakcie II wojny światowej. Ich umiejętności były wynikiem bezlitosnego szkolenia. Niewielu było w stanie je przetrwać. Najtwardsi, którym się to udało, stali się prawdziwymi maszynami do zabijania Niemców.

W okresie treningu każdy żołnierz musiał przebiegać dziennie co najmniej 10 kilometrów. Fotografia z Largo House, 1942-1942. Materiały Ministerstwa Informacji i Dokumentacji rządu RP na emigracji
W okresie treningu każdy żołnierz musiał przebiegać dziennie co najmniej 10 kilometrów. Fotografia z Largo House, 1942-1942. Materiały Ministerstwa Informacji i Dokumentacji rządu RP na emigracji (Domena publiczna)
bDfKxnHF

Kiedy przystępowano do formowania Samodzielnej Brygady Spadochronowej, w jej szeregach znaleźli się zarówno nieopierzeni 18-latkowie, jak i doświadczeni przez życie weterani po pięćdziesiątce. Jak łatwo się domyślić ich sprawność fizyczna stała na diametralnie różnym poziomie.

Nic zatem dziwnego, że kadra szkoleniowa brygady kładła tak duży nacisk na zwiększenie tężyzny fizycznej kandydatów na spadochroniarzy. Właśnie w tym celu powstał – owiany złą sławą – specjalny tor przeszkód nazwany „małpim gajem”.

Szukasz śmierci, wstąp na chwilę

Został on wybudowany na terenie szkockiej posiadłości Largo House, znajdującej się w rejonie stacjonowania jednostki. Sam pomysł jego stworzenia zrodził się w głowach oficerów polskiej formacji, oni również w dużej mierze sfinansowali z własnych środków tę istną salę tortur na świeżym powietrzu.

bDfKxnHH

Zobacz też: "Klatka po klatce" (on tour): Okniński ostro o Joczu i nietypowym problemie. Zgromadzeni wybuchli śmiechem!

O wyzwaniu, jakie czekało na nowo przybyłych śmiałków świadczył już sam napis umieszczony nad bramą: „Szukasz śmierci, wstąp na chwilę”. Jak zatem prezentował się „małpi gaj”? O tym możemy się przekonać czytając relację chorążego Władysława Gołębiowskiego.

„Wszystko co potrzebne do niechybnego kalectwa”

Kiedy przyrządzono wszystko, co potrzebne było człowiekowi do niechybnego kalectwa, wypuszczono pierwszą grupę straceńców. […]

bDfKxnHN

Rozpoczynano od skoku z przewalonego przez burzę drzewa z wysokości 50–80 cm. A że drzewo było okrągłe i nie wszystkie pięćdziesięcioletnie Ikary mogły utrzymać równowagę w postaci stojącej, przybito płaską deszczułkę, a dla bezpieczeństwa zmiękczono ziemię na skok.

Po skoku odważni maszerowali na tak zwany trapez. Była to huśtawka, zawieszona na gałęzi rozłożystego, leciwego dębu, przyrząd niechybnego stłuczenia „miękkiej części ciała”. Tych którzy panicznie bali się huśtania – kosztowało to czasem złamanie jakieś kostki.

Następnie – chodzenie po żerdziach […]. Cóż za ruchy ekwilibrystyczne musiał adept wyczyniać, chwytając się niekiedy oburącz powietrza, by na tej żerdzi się na chwilę zatrzymać, a co dopiero przejść jej całą długość.

Z kolei, proszę Państwa, płotek! Na trzy metry wysoki. „Raz, dwa i na drugiej stronie” rozkazywali instruktorzy. Piękne to było, ale dla adepta staruszka – to istna ściana płaczu. […]

bDfKxnHO

Dla dalszego udręczenia adepta wybudowano z drzewa ścianę z oknem, przez które musiano dawać nura, szybko, jeden po drugim. A potem na poprzeczkę, nad rzeczką i tu dopiero potrzebne były wyćwiczone ręce, bowiem przez połowę poprzeczki – ślizganie na brzuszku, a przez drugą połowę, zwisając na rękach i nogach – marsz do celu. Niewyćwiczone ręce dawały pewną gwarancję – kąpieli w rzeczce.

Poskromić instynkt samozachowawczy

Rzecz jasna nie samym „małpim gajem” żyli przyszli spadochroniarze. Codziennie musieli oni przebiec minimum 10 kilometrów, ponadto trenowali m.in. walkę wręcz oraz czołganie się pod zasiekami.

Na tych, którzy przetrwali tę morderczą zaprawę czekał kolejny etap szkolenia – tzw. „dziura”. Pod tym pojęciem kryło się wycięcie w suficie dawnej stajni, imitujące otwór w podłodze bombowców Whitley, wykorzystywanych przez Brytyjczyków do transportu wojsk powietrznodesantowych.

bDfKxnHP

Jak zaznacza Krzysztof Jan Drozdowski w książce Sosabowcy trening „w dziurze” miał decydujące znaczenie. Właśnie tam „wpajano żołnierzom wiedzę i umiejętności potrzebne do wykonania skoku ze spadochronem”. Również w trakcie tej fazy szkolenia było wiele przypadków stłuczeń i złamań, ale „nie brakowało też śmiechu”.

Gdy zostały opanowane podstawy, następny punkt jazdy obowiązkowej stanowiła 25-metrowa wieża spadochronowa. Dawała ona przedsmak tego, co czekało na żołnierzy podczas prawdziwego skoku ze spadochronem. Pozwalała przyzwyczaić się do „rzucania się w przepaść, do poskromienia instynktu samozachowawczego, który powstrzymuje człowieka przed tego rodzaju posunięciami”.

Osiem skoków dla każdego

Na tym kończyła się pierwsza runda szkolenia. Ci, którzy pomyślnie ją zaliczyli, trafiali do brytyjskiej szkoły spadochronowej nr 1 w Ringway. Na mniej sprawnych czekał ponownie „małpi gaj”.

Podczas tygodniowego, a później dwutygodniowego kursu w Ringway nasi żołnierze oddawali po osiem skoków: dwa dzienne z balonu, pięć dziennych z samolotu i jeden nocny z balonu.

bDfKxnHQ

W 1943 roku zmieniono nieco metody szkolenia z uwagi na wprowadzenie do służby nowych bombowców, z których wyskakiwało się już nie przez dziurę w podłodze, lecz boczne drzwi. Po pomyślnym odbyciu regulaminowej liczby skoków polscy spadochroniarze wracali do macierzystej jednostki, gdzie rozpoczynali ostatni – a zarazem najdłuższy – etap swojego treningu.

Najważniejsza jest kondycja

Jego wytyczne wyznaczał sam Stanisław Sosabowski, którego – jak podkreśla Antony Beevor w książce Arnhem – „podwładni darzyli szacunkiem. Bali się go, ale też mu ufali, ponieważ sam potrafił robić wszystko, czego żądał od nich”.

Układaniem szczegółowych programów zajmowali się z kolei dowódcy batalionów i kompanii specjalnych. Jak możemy przeczytać w książce Krzysztofa Jan Drozdowoskiego:

W programie szkolenia największy nacisk kładziono na wyrobienie i utrzymanie możliwie najlepszej kondycji fizycznej, na wyrobienie koniecznych do działania w odosobnieniu wartości duchowych, na opanowanie sprzętu, jaki był na wyposażeniu brygady spadochronowej i w posiadaniu nieprzyjaciela. Bardzo duży nacisk kładło się na zgranie i zżycie się.

Trening przetrwania w dziczy

Znaczną uwagę przywiązywano również do wyrobienia w żołnierzach brygady samodzielności w terenie, który miał się stać ich sprzymierzeńcem, a nie wrogiem.

Aby to osiągnąć dowódca brygady przygotował specjalny kurs korzonkowy. Był to trening zdobywania „darów natury takich jak jagody, grzyby, ptactwo itp., które w specjalnych warunkach miały umożliwić im przetrwanie”.

Na miejsce ćwiczeń wybrano Dunkeld nad rzeką Tay, kilkadziesiąt kilometrów od Edynburga. Panowały tam właściwie idealne warunki do tego typu szkolenia. Poza skałami do wspinaczki, wodą oraz – rzadko spotykanym w Szkocji – lasem, okolica sprawiała bardzo swojskie wrażenie, przypominając np. przełom Dunajca w Pieninach.

Właśnie w takich okolicznościach przyrody żołnierze całymi tygodniami ćwiczyli techniki:
– poruszania się w nieznanym terenie bez pomocy miejscowej ludności cywilnej;
– kroczenia na przełaj z pominięciem dróg i osiedl, tak w dzień jak i w nocy;
– przekraczania zamieszkałych miejscowości bez zwracania na siebie uwagi;
– życia z terenu bez uciekania się do kradzieży i rabunku, gdy się nie ma możliwości kupna;
– spania bezpiecznie w możliwie najwygodniejszych warunkach;
– przekraczania głębokich rzek bez umiejętności pływania i wyszukiwania brodów;
– budowania tratw;
– używania łodzi płynąc z prądem i pod prąd.

Ponad 5000 adeptów

Szkolenie żołnierzy brygady trwało właściwie non stop z uwagi na nieustannie docierające uzupełnienia. Większość nowoprzybyłych nie miała pojęcia co ich czeka, szybko jednak się o tym przekonywali w „małpim gaju”. Przez kursy spadochronowe przewinęło się aż 5470 ludzi!

Wszyscy oni mieli nadzieję, że wezmą udział w oswobodzeniu Polski, zamiast tego ich krew została przelana w stanowczo zbyt ambitnej i tragicznie zaplanowanej operacji „Market Garden”.

Rafał Kuzak – historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.

bDfKxnIi
KOMENTARZE
(20)
Kmicic
10 miesięcy temu
i po co to było angole załatwili ich w Holandii
58
10 miesięcy temu
Brygada walczyla tylko raz w Holandi pod Arnhem.Niemcy ja zdziesiatkowali.Straty 23% stanu osobowego
Toni
10 miesięcy temu
Jedyny, ktory wytknal bledy Market Garden na poziomie planowania to byl wlasnie Sosabowski, bardzo go za to krytykowano. Jak operacja sie rozsypala dokladnie tak jak przewidywal to Jego brygada zoastala uzyta zeby choc troche Angoli uratowac. O Aglikach mowilo sie, ze sa gotowi walczyc do ostatniego..... amerykanskiego zolnierza, tym razem, polskiego.
bDfKxnIj
kaczorek
10 miesięcy temu
Antek też chciał zostać sławny tak jak Sosabowski . Jego wojsko nadaje się do ochrony kolonii dla dzieci i obozowisk dla zuchów. Harcerze swoimi umiejętnościami wyżej stoją od tych niedzielnych żołnierzy.
Górnik
10 miesięcy temu
Przechodzili szkolenie w jednostce specjalnej ,jak w każdej armii na całym świecie nic w tym nadzwyczajnego.Ponieśli porażkę dzięki ''genialnej''strategi generałów alianckich.
Najnowsze komentarze (20)
Marian
10 miesięcy temu
I po co to. Anglicy wykorzystali nas jako mięso armatnie w Holandii
Polak
10 miesięcy temu
"Jego wytyczne wyznaczał sam Stanisław Sosabowski, którego – jak podkreśla Antony Beevor w książce Arnhem – „podwładni darzyli szacunkiem. Bali się go, ale też mu ufali, ponieważ sam potrafił robić wszystko, czego żądał od nich”. Wielki szacunek dla Sosabowskiego! Dzisiaj juz nie ma takich ludzi. Ludzi honoru, umiejetnosci i prawdziwych profesjonalistow. Sa tylko wypierdki i kler.
df
10 miesięcy temu
no i po co nam to było ? jeszcze sie nic nie zaczeło a już sie skonczyło mam na myśli bitwe pod Arnhem tyle szkolenia na darmo prosze jechac tam jest cmentarz ci wszyscy Polscy i nie tylko spadochroniarze tam spoczywają
axe
10 miesięcy temu
tyle potu łez pieniedzy I PO CO? które z polskich miast wyzwolili?
.JA_JO
10 miesięcy temu
Elita na miare armii kanapy londyńskiej
ja
10 miesięcy temu
A później najsławniejszy angielski "wóc", który wygrywał bitwy gdy miał minimum 5-ciokrotną przewagę monty, obarczył ich winą za przegraną pod Arnhem, bo nie potrafił zaplanować prawidłowo operacji
abc
10 miesięcy temu
Niestety Montgomery to była jedna wielka porażka
Górnik
10 miesięcy temu
Przechodzili szkolenie w jednostce specjalnej ,jak w każdej armii na całym świecie nic w tym nadzwyczajnego.Ponieśli porażkę dzięki ''genialnej''strategi generałów alianckich.
bDfKxnIb
pl
10 miesięcy temu
walic niemca na wieki wiekow amen
Precz z angli...
10 miesięcy temu
Dzisiaj jakby trafili do Wrocławia to mieliby sprawę z ABW-erą za te ćwiczenia. Gdyż u ich podłoża leży mowa nienawiści.
Donpol
10 miesięcy temu
Takie ćwiczenia to miałem w 16 BDSZ prawie codziennie. Anglicy nas zdradzili i nie krew została przelana zbyt wcześnie tylko użyto Polaków jak mięsa armatniego.
Histol
10 miesięcy temu
A gdzież to ta "elita polskiej armii" była wykorzystana? Jakieś sukcesy? Czyżby to oni zdobywali Berlin, a wcześniej forsowali Wisłę, Odrę, zdobyli Wał Pomorski...
Sekret Bogaty...
10 miesięcy temu
Wyszło na jaw w jaki sposób celebryci budowali swoje majątki! Ty też możesz być bogaty. To nie żart! Wejdź i dowiedz się więcej na www.bit.ly/FameSecret
Toni
10 miesięcy temu
Jedyny, ktory wytknal bledy Market Garden na poziomie planowania to byl wlasnie Sosabowski, bardzo go za to krytykowano. Jak operacja sie rozsypala dokladnie tak jak przewidywal to Jego brygada zoastala uzyta zeby choc troche Angoli uratowac. O Aglikach mowilo sie, ze sa gotowi walczyc do ostatniego..... amerykanskiego zolnierza, tym razem, polskiego.
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić