Talibowie nie płacą rachunków. Eksperci: cofną kraj do średniowiecza

Talibowie nie płacą rachunków za energię, którą dostarczają do Afganistanu dostawcy z Azji Środkowej - pisze dziennik "Businness Standard". Krajowi grozi katastrofa, bo właśnie zaczyna się zima.

KABUL, AFGHANISTAN -- AUGUST 17, 2021: Zabihullah Mujahid, the Taliban spokesman for nearly 2 decades who worked in the shadows, makes his first-ever public appearance to address concerns about the Taliban' reputation with women's education, appearance and rights, television music and executions, during a press conference in Kabul, Afghanistan, Tuesday, Aug. 17, 2021. (MARCUS YAM / LOS ANGELES TIMES)Afganistanowi grozi blackout. Talibowie nie płacą za prąd.
Źródło zdjęć: © GETTY | Marcus Yam

Lokalna produkcja energii w Afganistanie ucierpiała podczas tegorocznej suszy. Brakuje krajowej sieci energetycznej, a Kabul niemal całkowicie polega na imporcie prądu od państw sąsiednich.

Jak podaje "Business Standard", energia elektryczna w Afganistanie jest importowana m.in. z Uzbekistanu, Tadżykistanu i Turkmenistanu i odpowiada za połowę zużywanego prądu w tym kraju

W stolicy Afganistanu prąd jeszcze jest, ponieważ talibowie nie atakują linii przesyłowych z krajów Azji Środkowej, ale to może się zmienić jeśli dostawcy zdecydują się go odciąć z powodu braku płatności. Ponadto kraje te nie mają dobrych stosunków z obecnym rządem Afganistanu.

Ceny prądu w Polsce. Gdyby nie regulacje, byłoby jeszcze drożej

Daud Noorzai, były dyrektor firmy Breshna Sherkat, dostarczającej importowany prąd do Afganistanu, ostrzegł w "Wall Street Journal", że odcięcie stolicy od energii elektrycznej może spowodować katastrofę humanitarną. Noorzai zrezygnował z posady pod koniec sierpnia, gdy talibowie przejęli władzę w kraju.

Konsekwencje będzie można odczuć w całym kraju, ale szczególnie w Kabulu. Jeśli prąd zostanie odłączony, Afganistan cofnie się do ciemnych wieków, kiedy nie było energii i telekomunikacji. Ta sytuacja może być bardzo niebezpieczna - podkreśla Daud Noorzai.

Problem jest poważny, bo w Afganistanie właśnie zaczyna się zima, która zwykle jest długa i surowa. Szef dyplomacji UE Josep Borrell powiedział w niedzielę, że Afganistan stoi w obliczu "poważnego kryzysu humanitarnego" i że zbliża się "załamanie społeczno-gospodarcze", co może okazać się niebezpieczne dla regionu.

Afganistan to jeden z najbiedniejszych krajów świata, gdzie ponad jedna trzecia ludności żyje za mniej niż 2 dolary dziennie. Od lat jest uzależniony mocno od pomocy gospodarczej. W 2020 r. pomoc międzynarodowa stanowiła 43 proc. PKB kraju a 75 proc. wynagrodzeń w służbie cywilnej pochodziło z pomocy zagranicznej - powiedział Joseph Borell.
Wybrane dla Ciebie