#retro Oto tradycja, której PRL nie zagroził
Kolorowa zabawa
Choć większość zdjęć w tej galerii jest czarno-białych, to polskie karnawałowe tradycje są czymś niezwykle barwnym. I PRL wcale tego nie zmienił. Wesołe obyczaje każdego z regionów kraju pozwalały oderwać się od codziennej szarości.
W najbliższych dniach kaszubskie domy nawiedzać będą głośni Gwiżdże. Z dala od zgiełku miast Psoty i Gwiazdor z korbaczem będą zachęcać do wspólnego kolędowania. Wciągać do zabawy będą też przebierańcy z Żywca, najpierw w sylwestra i Nowy Rok w czasie Jukaców, potem w czasie Żywieckich Godów. Ludzie bawią się nie tylko tam. Na całym Śląsku mają swoje Święta Godowe. Z kolei we wsiach i miastach Mazowsza miłośnicy lokalnego folkloru bawią się w czasie zapustów. Najbardziej niezwykła jest chyba tradycja z Jedlińska, gdzie od 150 lat ścinają śmierci głowę. Uczestników wszystkich tych tradycji łączy radość z przeżywania początku nowego roku.
Kolędowanie
Chrześcijaństwo trochę namieszało w słowiańskich tradycjach. Kiedyś kolędowanie związane było z naturalnym cyklem przyrody a samo śpiewanie miało zapewniać urodzaj w nadchodzącym roku. Zanim Polacy zaczęli obchodzić Boże Narodzenie i Nowy Rok według kalendarza liturgii chrześcijańskiej, obrzędy kolędnicze odbywały się na wiosnę - bo wtedy przedchrześcijańscy Słowianie obchodzili początek roku.
Wpływ Kościoła sprawił, że obrzędy kolędnicze zaczęto odprawiać przede wszystkim w czasie tzw. Godów (okres od wigilii Bożego Narodzenia do Trzech Króli) w okolicach Ostatków oraz Wielkanocy.
Nie tylko we wsi
Jak widać po tym zdjęciu z 1988 roku, kolędnicy potrafili nawiedzać też ludzi w blokach. W tym przypadku chodzi o budynek przy ulicy Gorlickiej 15 na warszawskim Rakowcu.
Żywieckie Gody
Kolędnicy i przebierańcy z Żywca na zdjęciu z 1978 roku.
Na Mazowszu
Zapusty mazowieckie w Koziebrodach koło Ciechanowa w 1986 roku.
Gody Żywieckie
Na zdjęciu z 1979 roku widać kolędników, uczestników przeglądu zespołów kultywujących ludowe obrzędy związane z Bożym Narodzeniem i Nowym Rokiem.
Jedlińsk
Ścinanie śmierci w Jedlińsku, czyli tzw. kusaki jedlińskie. Zdjęcie z lutego 1989 roku.
W ostatni wtorek przed wielkim postem mieszkańcy Jedlińska łapią pijaną śmierć, robią jej proces na rynku miasta i publicznie obcinają głowę. Potem zwłoki kładzie się na sanie i obwozi od domu do domu. Na końcu burmistrz wystawia akt zgonu śmierci a ludzie bawią się w knajpach do późnej nocy. Zwyczaj funkcjonuje w Jedlińsku przynajmniej od 1860 roku. Tak jak topienie Marzanny, tak i ten obrzęd kończy karnawał i zimę.