Zajmą się trzema nastolatkami. Mateusz z Suszu był nękany. Nie żyje
Prokuratura bada, czy 14-letni Mateusz z Suszu odebrał sobie życie po dłuższym nękaniu przez rówieśników. Jak podaje "Fakt", śledczy wyłączyli do osobnego postępowania wątek dotyczący trzech nieletnich, a ich sprawą ma zająć się sąd rodzinny w Iławie.
16 kwietnia pod Suszem (woj. warmińsko-mazurskie) zginął 14-letni Mateusz, uczeń miejscowej szkoły podstawowej. Chłopiec znalazł się na torach przed pociągiem Pendolino. Zginął na miejscu. Śledczy od początku przyjęli, że było to odebranie sobie życia. Postępowanie w tej sprawie wszczęła Prokuratura Rejonowa w Iławie.
Jak podaje "Fakt" Mateusz miał doświadczać przykrości ze strony rówieśników już od dłuższego czasu. Według tych informacji dzień przed śmiercią doszło też do zdarzenia w szkolnej szatni, w którym chłopiec miał zostać pobity. Nieoficjalnie również wiadomo, że chłopiec był wyzywany, przerabiano jego zdjęcia, obrażano nawet innych za to, że był lubiany przez osoby postronne.
Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Elblągu prok. Ewa Ziębka przekazała "Faktowi", że sprawa pozostaje w toku, a prokuratura nadal zbiera materiał dowodowy. Jak wyjaśniła, postępowanie prowadzone jest pod kątem art. 151 Kodeksu karnego, czyli doprowadzenia do targnięcia się na własne życie.
Postępowanie kontynuowane jest pod kątem przestępstwa z art. 151 Kodeksu karnego, to jest doprowadzenia Mateusza S. do targnięcia się na swoje życie. Prowadzone jest ono w sprawie, nikomu nie przedstawiono zarzutów - powiedziała "Faktowi" prok. Ewa Ziębka.
Prokuratura, opierając się na już zgromadzonych dowodach, zdecydowała o wyłączeniu do osobnego postępowania materiałów dotyczących podejrzenia popełnienia przez nieletnich czynu karalnego. Chodzi o wątek z art. 190a par. 3 Kodeksu karnego, polegający na nękaniu Mateusza S., czego następstwem było targnięcie się przez pokrzywdzonego na życie.
Materiały zostały przekazane do rozpoznania III Wydziałowi Rodzinnemu i Nieletnich Sądu Rejonowego w Iławie. Dotyczą one trzech osób nieletnich, rówieśników chłopca - mówi "Faktowi" prok. Ewa Ziębka.