100 lat od urodzin Tadeusza Konwickiego. Córka ujawnia, jaki był naprawdę

W 100. rocznicę urodzin Tadeusza Konwickiego jego córka podzieliła się wspomnieniami o pisarzu. W rozmowie z PAP Maria Konwicka mówi, że po 1989 r. autor "Małej apokalipsy" ponownie poczuł rozczarowanie.

Tadeusz KonwickiTadeusz Konwicki
Źródło zdjęć: © AKPA | AKPA
Anna Wajs-Wiejacka

Najważniejsze informacje

  • Maria Konwicka opowiada, że rozczarowanie było stałym doświadczeniem Tadeusza Konwickiego.
  • Pisarz nie zachwycił się przemianami po 1989 r. i nie chciał wchodzić w świat nowych technologii.
  • Na 100. rocznicę urodzin zaplanowano spotkania, pokazy filmów i publikację rodzinnych wspomnień w internecie.

W rozmowie z PAP Maria Konwicka opisała dom, w którym Tadeusz Konwicki bywał jednocześnie serdeczny i nieobecny. Nie znosił nudy, potrafił ożywić towarzystwo, ale na co dzień nie należał do szczególnie rozmownych.

W domu na co dzień był raczej milkliwy. Leżał i czytał, pisał w nocy. W dzieciństwie chodził ze mną na spacery, uczył pływać w jeziorze, pływaliśmy łódką, kiedy spędzaliśmy wakacje w Augustowie. Jeździliśmy też do Kazimierza Dolnego do SARP-u. Ale potem był coraz bardziej zajęty – pisał, reżyserował, był kierownikiem literackim Zespołu Filmowego Kadr. Więcej siedział w domu po 1968 r., kiedy zespół rozwiązano, a ojciec dostał zakaz druku. Wtedy jeszcze więcej leżał na kanapie i jeszcze więcej czytał - zdradziła.

"Pokolenie pryszczatych". O tym wątku na lekcjach języka polskiego się nie wspomina

Córka pisarza podkreśla, że rozczarowanie wracało u niego przez całe życie. - Ojciec ciągle przechodził drogę od idealizmu do rozczarowania. Najpierw się rozczarował partyzantką, okrucieństwem zabijania, potem socjalizmem i opozycją, co widać w "Małej apokalipsie". Po transformacji znów się rozczarował - wspominała Maria Konwicka w rozmowie z PAP.

Tadeusz Konwicki po 1989 r.

Maria Konwicka mówi, że jej ojciec nie zachwycił się przemianami z lat 90. Sama obserwowała wtedy ze Stanów Zjednoczonych Polskę pełną afer i kultu pieniądza, co szczególnie raziło kogoś, kto nie znosił oszustwa i chciwości. Jak relacjonuje, Tadeusz Konwicki podsumowywał tamten czas krótko: "Chcieliście wolność, to ją macie".

Równie wyraźnie odcinał się od technologicznej zmiany. Nie chciał komputera, internetu ani telefonu komórkowego, bo uważał, że to już nie jego świat. Po śmierci żony ułożył sobie dzień niemal co do minuty: kiosk na Ordynackiej, Blikle, lunch w Czytelniku, spacer do Ogrodu Saskiego, "Teleexpress" i jeszcze jeden spacer, tym razem na Skarpę.

- To były rytuały, wszystko było zorganizowane co do minuty z zegarkiem w ręku - zdradziła Maria Konwicka, dodając, że "jakoś tak się stało, że jak ojciec odszedł, zamknął się Krokiecik, gdzie jadał w weekendy, Czytelnik po remoncie już jest inny, kiosk na Ordynackiej przestał istnieć, Blikle zmienił właściciela. Jego świat odszedł razem z nim".

Maria Konwicka o rodzinnym domu

Z rozmowy wyłania się też obraz bardzo powściągliwego domu. Danuta Lenica cierpliwie znosiła nieobecność męża, a w mieszkaniu nie było miejsca na krzyk i ostentacyjne okazywanie uczuć. Sama Maria Konwicka wspomina, że była dumna z ojca zajętego pisaniem i filmem, choć jej młodsza siostra dużo mocniej odczuwała jego zamknięcie w pracy.

U nas w domu nikt na nikogo nie krzyczał, więcej, dla rodziców samo okazywanie nadmiaru uczuć było trudne. Taki mieli styl, pewnej powściągliwości i dyskrecji. Mama była jak królowa, ojciec z dumą podkreślał, że ożenił się z prawdziwą damą. Moi rodzice dobrali się w uczciwości, delikatności. Może dlatego po 1989 r. mieli poczucie, że nie nadają się do tego nowego świata, do tej ciągłej rywalizacji, afer finansowych, dzikiego kapitalizmu - wspomina Konwicka.

Na jubileusz córka pisarza przygotowała serię facebookowych wpisów ze zdjęciami i anegdotami. Duże zainteresowanie wywołały opowieści o herbatnikach, "butach Gucia" i kocie Iwanie. W planie są też spotkania rocznicowe m.in. w Gdańsku i Bydgoszczy, pokazy filmów w kinach studyjnych oraz wydarzenia w Wilnie i Nowej Wilejce.

Wybrane dla Ciebie