12 cm różnicy. Walczą o nogę Filipka. Dramat chłopca z Białegostoku

Jest po czterech operacjach, a w sierpniu przejdzie piątą. Jedna z nóg 3-letniego Filipka jest dłuższa od drugiej o 12 centymetrów. - Wada jest bardzo skomplikowana - mówi pani Urszula Martyniuk, mama chłopca w rozmowie z o2.pl. Jeśli problem nie zostanie rozwiązany, różnica może wzrosnąć do 30 cm.

Filipek zmaga się z ogromnym bólemFilipek zmaga się z ogromnym bólem
Źródło zdjęć: © siepomaga.pl | archiwum prywatne
Rafał Strzelec

Gdy w lipcu, prawie cztery lata temu Filipek przyszedł na świat, różnica w długości jego nóżek już wówczas wynosiła 4 cm. Chłopiec urodził się z wadą CFD, czyli niedorozwojem kości udowej. Z tego powodu prawa kończyna nie rozwija się tak, jak powinna.

Dziecko trafiło pod opiekę lekarzy z kliniki Paley European Institute w Warszawie. To oni przeprowadzili 6-godzinną rekonstrukcję prawego stawu biodrowego. Dzięki niej można było zastosować implant, który sprawił, że malutki chłopiec stanął na nogi. To był jednak dopiero początek. Filipek przeszedł już cztery zabiegi. Ostatni miał miejsce 27 kwietnia.

Operacje to jednak nie wszystko. W przypadku chłopca konieczna jest długotrwała, mozolna rehabilitacja. Każdy kolejny etap leczenia to dla 3-latka ogromny ból, z którym musi się zmagać sam. Rodzice Filipka walczą, by jego prawa nóżka była sprawna. Konieczne będą kolejne zabiegi, które polegają na wydłużeniu kończyny.

- W sierpniu czeka go piąta operacja, polegająca na wydłużaniu nóżki. Filipkowi zostanie założony specjalny aparat wydłużający. Podadzą mu również ponownie białko, żeby nóżka szybciej rosła i się wzmocniła. Dodatkowo czeka go osteoplastyka - mówi w rozmowie z o2.pl pani Urszula Martyniuk, mama chłopca.

Rodzina zbiera środki na przeprowadzenie zabiegu. W sieci powstała w tym celu specjalna zbiórka. Zabieg zostanie przeprowadzony przez medyka ze Stanów Zjednoczonych, ponieważ w Polsce takich operacji nikt nie przeprowadza.

Rodzice walczą o zdrowie Filipka

Życie pani Urszuli jest podporządkowane walce o zdrowie synka. Jak mówi w rozmowie z o2.pl, przez 14 lat pracowała w gastronomii, ale musiała zrezygnować z zatrudnienia dla Filipka.

- Wolne mamy tylko poniedziałki. We wtorki chodzimy na basen, a w środy, czwartki i piątki na rehabilitację. Non stop coś się dzieje. Filipek nie ma beztroskiego dzieciństwa, bo ciągle musimy jeździć po lekarzach i ćwiczyć. Nasz świat wygląda zupełnie inaczej niż świat zdrowego dziecka - przyznaje kobieta.

Choć pani Urszula jest z Białegostoku, będzie musiała przenieść się z synkiem do Warszawy na czas zabiegu. Jej mąż Radosław zostanie w rodzinnym mieście ze starszym synem, Michałem. Nie wiadomo, jak długo Filipek pozostanie z mamą w stolicy. Wszystko zależy od tego, jak organizm zareaguje na kolejny zabieg.

Póki co niespełna 4-letni chłopiec chodzi do przedszkola. Rodzice starają się dać mu namiastkę normalnego życia. - Synek chodzi normalnie do państwowego przedszkola i bardzo to lubi. Dzieci go wspaniale przyjęły. Na początku 3-latki i 4-latki były zaciekawione tym, co ma na nóżce, ponieważ nosi ortoprotezę. Teraz jednak, gdy tylko wchodzi do sali, dzieci od razu biegną się z nim przywitać. Starają się mu pomagać, na przykład trzymają go za rączkę podczas wyjść na podwórko. Zawsze stawiają go w pierwszej parze, co dla dziecka jest ogromnym prestiżem - mówi pani Urszula.

Jak Filip radzi sobie z bólem? - Jest naprawdę mądrym chłopczykiem, choć w lipcu skończy dopiero cztery lata. Wie, że musimy naprawić tę nóżkę. Kiedy mówię: "Filip, jedziemy do Warszawy", on spokojnie odpowiada: "Okej" i dopytuje tylko, czy pan doktor znów będzie oglądał jego nogę i robił zdjęcie RTG. Bardzo dobrze to znosi, ale strasznie boi się gipsu. Po pierwszej operacji biodra miał założony gips aż na dwanaście tygodni, podczas gdy zazwyczaj nosi się go przez miesiąc lub półtora. Bardzo to przeżył, to była dla niego katorga i strasznie się męczył. Został mu po tym uraz. Teraz za każdym razem, gdy jedziemy do kliniki, pyta, czy znowu będzie gips - opowiada pani Urszula.

Lekarze twierdzą, że wada Filipka jest niezwykle trudna do leczenia. Przez to nie są w stanie określić dokładnego planu działania. Jedno jest pewne - jeśli chłopiec nie będzie leczony, problem się pogłębi.

- Lekarze powiedzieli nam wprost - jeśli nic z tym nie zrobimy, różnica między nóżkami wyniesie 30 centymetrów. Alternatywą byłaby rotoplastyka (plastyka rotacyjna przyp red.), czyli operacja wykonywana raz w życiu. Polega na odcięciu nóżki w kolanie i odwróceniu jej tak, by palce u stopy znajdowały się z tyłu. Dla mnie to brzmi strasznie. Dlatego zdecydowaliśmy się ratować nóżkę, by synek miał ją zdrową i równą. Niestety, są to szalenie kosztowne operacje - przyznaje pani Urszula.

Jak podawała TVP Białystok, dla Filipka organizowane są także wydarzenia sportowe, podczas których zbierane są środki, a także licytacje. Walka o to, by stanął na równe nogi, będzie trwała najprawdopodobniej latami.

Wybrane dla Ciebie