17-latek wpadł pod pociąg, gdy pomagał kobiecie. Są zarzuty w sprawie
Prokuratura postawiła zarzuty w związku z wypadkiem 17-latka na stacji Wola Bierwiecka. Usłyszał je kierownik pociągu, pod który wpadł nastolatek. - Marcin W. usłyszał m.in. zarzut spowodowania wypadku w ruchu lądowym za co grozi mu kara do 8 lat pozbawienia wolności - powiedziała o2.pl prok. Aneta Góźdź, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Radomiu. Mężczyzna w trakcie czynności poczuł się źle. Trafił na SOR.
14 lutego br. doszło do wstrząsającego wypadku na stacji Wola Bierwiecka (pow. radomski). 17-letni Dominik Hołuj pomagał wysiąść z pociągu kobiecie z wózkiem dziecięcym. Gdy nastolatek próbował wrócić do wagonu, drzwi zamknęły się i przytrzasnęły jego rękę.
17-latek wpadł pod pociąg, a skład ruszył. Hamulec bezpieczeństwa zaciągnął jeden z pasażerów, gdy zorientował się, że doszło do nieszczęścia. Maszyna zatrzymała się po kilku metrach. Na skutek dramatycznego zdarzenia nastolatek trafił do szpitala w krytycznym stanie. Lekarze kilka tygodni walczyli o jego życie. W wyniku wypadku 17-letni Dominik stracił obydwie nogi i rękę.
Śledztwo w sprawie wypadku prowadzi Prokuratura Okręgowa w Radomiu. Śledczy od czterech miesięcy badali, jak doszło do zdarzenia i ustalali, kto jest za nie odpowiedzialny. Prokuratura analizowała m.in. nagrania z monitoringu stacji Wola Bierwiecka, dokumentację powypadkową oraz opinie biegłych.
W wyniku śledztwa zarzuty postawiono kierownikowi pociągu, pod który wpadł 17-letni Dominik. Mężczyzna nadzorował działania załogi i odpowiadał za bezpieczeństwo podróżnych. W opinii prokuratury, robił to niedokładnie, czym doprowadził pośrednio do wypadku.
Marcin W. nie dokonał należytej obserwacji ruchu pasażerów na peronie po zatrzymaniu się pociągu. Chodzi o wsiadanie i wysiadanie tych osób. W ocenie prokuratora zbyt szybko dał sygnał do odjazdu pociągu. Sygnał został nadany w trakcie wysiadania pasażerów - powiedziała o2.pl Aneta Góźdź, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Radomiu.
Zbyt szybka zdaniem śledczych decyzja o nadaniu sygnału do odjazdu pociągu sprawiła, że 17-letni chłopak wpadł pod skład. Co więcej, zachowanie 49-letniego kierownika mogło narazić na niebezpieczeństwo także innych pasażerów pociągu.
W związku z zachowaniem na peronie, Marcin W. usłyszał m.in. zarzut spowodowania wypadku w ruchu lądowym za co grozi mu kara do 8 lat pozbawienia wolności, a także zarzut narażenia pozostałych podróżnych -głównie kobiety i jej kilkumiesięcznego dziecka w wózku, którym pomagał 17-latek - na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia w związku z niebezpieczeństwem upadku przy odjeżdżającym pociągu na peronie. Ten czyn zagrożony jest karą pozbawienia wolności do lat 5 - dodała prok. Góźdź w rozmowie z o2.pl.
Czynności z podejrzanym nie zostały jednak dokończone. W trakcie działań prokuratorów, kierownik pociągu poczuł się źle. Zostały wezwane służby medyczne, które zabrały 49-latka do szpitala. Z tego względu m.in. śledczy nie mają informacji, czy mężczyzna przyznaje się do zarzucanych mu czynów. Nie ma też decyzji o środku zapobiegawczym wobec podejrzanego.
Podczas przedstawiania zarzutów mężczyzna nie był w stanie odnieść się do nich. Stwierdził, że widzi mnie zamazanego. Na miejsce wezwaliśmy pogotowie i zdecydowano, że podejrzany zostanie przewieziony do szpitala na SOR. To oznacza, że nasze czynności będzie trzeba w późniejszym terminie uzupełnić - ujawnił z kolei w rozmowie z "Faktem"prok. Robert Bińczak z Prokuratury Okręgowej w Radomiu.
Czynności z mężczyzną mają zostać dokończone w innym dniu, gdy 49-latek wróci do zdrowia.
Z informacji o2.pl wynika, że 49-letni Marcin W. pracuje na kolei od kilkunastu lat. Ma kilkuletnie doświadczenie w pracy kierownika pociągu. Prokuratura ujawnia, że mężczyzna nie wykonuje już jednak swoich obowiązków.
Nie mamy na ten moment wiedzy, czy doszło do przeniesienia czy przesunięcia. Informacją tą dysponuje pracodawca mężczyzny, czyli Koleje Mazowieckie - dodała prok. Góźdź w rozmowie z o2.pl.
Postępowanie wobec przewoźnika. Wykryto nieprawidłowości
Swoje postępowanie w sprawie wypadku prowadzi również Urząd Transportu Kolejowego. Radio ESKA podało, że UTK wykrył 24 nieprawidłowości w działalności Kolei Mazowieckich. Pociąg tej spółki uczestniczył w tragicznym zdarzeniu na stacji Wola Bierwiecka.
Z medialnych doniesień wynika, że urząd rozpoczął procedurę administracyjną wobec przewoźnika. Wiadomo, że Koleje Mazowieckie zakwestionowały część z ustaleń UTK, ale argumentacja przewoźnika nie została uwzględniona przez kontrolerów.