46 godzin na SOR. Zaraz po tym zmarła. Wymowna reakcja szpitala

Chora onkologicznie kobieta trafiła na SOR w Poznaniu z objawami odwodnienia i zakażenia układu pokarmowego. Na pomoc medyczną miała czekać ponad 46 godzin. Sprawą zajmuje się poznańska prokuratura. Do rodziny kobiety dotarli dziennikarze "Uwagi!" TVN.

Syn zmarłej kobiety obwinia szpital o śmierć matkiSyn zmarłej kobiety obwinia szpital o śmierć matki
Źródło zdjęć: © Facebook, Uwaga! TVN
Marcin Lewicki

W rozmowie z "Uwagą!" TVN dramatyczną sytuację opisał syn zmarłej kobiety. Trafiła ona na poznański SOR z objawami zatrucia, zakażenia układu pokarmowego oraz odwodnienia. Syn zmarłej wskazuje, że była ona chora onkologicznie, ale jej objawy nie były związane z nowotworem.

Mężczyzna wskazuje, że stan jego matki był zły w momencie, gdy jechała do szpitala. Mimo to zaznacza, że była przytomna. Rozmawiała z lekarzami.

Fizycznie była zdrowa, kontaktowała. W sobotę miała urodziny, w niedzielę byli goście, rozmawiała z nimi, wypiła kawę. Stan mamy cały czas się pogarszał. Czuła się coraz gorzej. Mama czekała dokładnie 46 godzin i 22 minuty - mówi syn kobiety w rozmowie z "Uwagą!" TVN.

Kobieta ostatecznie zmarła w szpitalu. Po 46 godzinach i 22 minutach zabrano ją na oddział wewnętrzny, a następnie na OIOM. Lekarze nie byli w stanie uratować jej życia. Oficjalną przyczyną śmierci kobiety był wstrząs septyczno-hipowolemiczny.

Syn zmarłej przeanalizował sytuację. Zaznacza, że wielokrotnie alarmował lekarzy o pogarszającym się stanie jego matki. Wskazuje, że został zbywany koniecznością oczekiwania na interwencję medyczną.

Pytałem mamę: "Czy tak ci się poprawiło, że personel zdecydował odłączyć monitor?". A wyglądało na to, że się nie poprawiło. Mama odpowiedziała: "Wiesz co, ten monitor całą noc piszczał". Czyli w domyśle zgłaszał jakieś stany alarmowe. "A pielęgniarka w nocy go odłączyła" - mówi "Uwadze!" TVN mężczyzna.

Syn kobiety dodaje, że przebywała ona w ciasnym i dusznym pomieszczeniu. W sali nie było okien, wentylacji, ani przycisku do wezwania pomocy. Mężczyzna uważa, że było to przerobione pomiszczenie do trzymania sprzętu. Dodaje, że na miejscu nie było czym oddychać. Takie same przemyślenia ma opiekunka zmarłej.

Szpital przekazał mężczyźnie, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Placówka odmówiła natomiast komentowania sprawy w rozmowie z "Uwagą!" TVN. Dyrekcja zasłoniła się toczącym się postępowaniem prokuratorskim. Sprawą zajmuje się również Rzecznik Praw Pacjenta.

Ze względu na toczące się postępowanie w Prokuraturze Rejonowej Poznań-Grunwald szpital wojewódzki nie może zajmować żadnego stanowiska w przedmiotowej sprawie – odczytała Aneta Jałowiecka, zastępczyni dyrektora ds. administracyjnych Szpitala Wojewódzkiego w Poznaniu.
Wybrane dla Ciebie