46-latka wypuścili ze szpitala. Nie żyje. Siostra: "Nie pomogli mu"

Robert Grygiel zgłosił się do Specjalistycznego Szpitala im. Alfreda Sokołowskiego w Wałbrzychu z bólem w klatce piersiowej. W nocy opuścił placówkę, a następnego dnia zmarł na klatce schodowej swojego budynku. Prokuratura bada, czy pacjent otrzymał właściwą pomoc. O sprawie poinformował serwis walbrzych.naszemiasto.pl.

szpital46-latka wypuścili ze szpitala. Nie żyje. Siostra: "nie pomogli mu" (zdj. ilustracyjne)
Źródło zdjęć: © Adobe Stock | DAREK11
Agnieszka Potoczny-Łagowska

46-letni Robert Grygiel mieszkał w Wałbrzychu i pracował zdalnie jako informatyk. Jego siostra Monika, która jest pielęgniarką we Włoszech, twierdzi w rozmowie z walbrzych.naszemiasto.pl, że mężczyzna wcześniej poważnie nie chorował. Prowadził aktywny tryb życia, ćwiczył i przygotowywał się do maratonu.

46-latka wypuścili ze szpitala. Nie żyje. Siostra: "Nie pomogli mu"

23 lipca – jak relacjonuje siostra dla lokalnego portalu – poczuł pieczenie w klatce piersiowej. Wcześniej zasłabł w toalecie i uderzył twarzą o ścianę, wskutek czego na jego głowie pojawił się duży guz. Początkowo zamierzał skonsultować się z kardiologiem, jednak wieczorem jego stan się pogorszył i pojechał do szpitala im. Alfreda Sokołowskiego w Wałbrzychu.

Jak opisuje siostra, w placówce wykonano mu EKG. Miał także ciśnienie na poziomie 170/120. Otrzymał lek pod język, a następnie długo czekał na dalszą ocenę. Po badaniu głowy miał pozostać w szpitalu do rana na obserwacji. Monika Grygiel twierdzi jednak, że około godz. 2.30 obudzono jej brata i polecono mu wrócić do domu, ponieważ wyniki uznano za prawidłowe.

Kobieta uważa, że diagnostyka powinna być kontynuowana, szczególnie z uwagi na utrzymujący się ból w klatce piersiowej. Jej zdaniem należało powtórzyć EKG i badania krwi oraz sprawdzić serce.

Ja tego nie odpuszczę, będę walczyć o prawdę. A prawda jest taka, że nie pomogli mu, a on zmarł – mówi dla walbrzych.naszemiasto.pl.

Następnego dnia znaleziono go przy windzie

Po powrocie do mieszkania Robert Grygiel wysłał siostrze wiadomość głosową. Mówił, że czuje się źle i nadal doskwiera mu pieczenie w klatce piersiowej. Następnego dnia, 24 lipca, skontaktował się z kilkoma kardiologami. Na wizytę miał zostać przyjęty dopiero... w poniedziałek.

W rozmowie z koleżanką wspomniał też, że musi wyjść na świeże powietrze, ponieważ ma duszności. Opuścił mieszkanie, lecz upadł na korytarzu, w pobliżu windy. Znalazła go krewna, która zobaczyła także prowadzoną reanimację. Mężczyzny nie udało się uratować.

Monika Grygiel zawiadomiła Prokuraturę Rejonową w Wałbrzychu za pośrednictwem adwokata Jacka Jankowskiego. Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożono 27 lipca 2026 r. Rodzina chce ustalić, czy sposób postępowania wobec pacjenta mógł mieć związek z jego śmiercią.

Adwokat Jacek Jankowski wskazał w zawiadomieniu do prokuratury możliwość zbadania sprawy pod kątem narażenia pacjenta na niebezpieczeństwo utraty życia, o którym mowa w art. 160 § 2 k.k., oraz nieumyślnego spowodowania śmierci z art. 155 k.k.

Jednocześnie Jankowski podaje w rozmowie z redakcją, że o ewentualnej winie mogą rozstrzygnąć wyłącznie prokuratura i biegli.

Prokuratura powoła biegłych

Postępowanie, jak informuje lokalny serwis, prowadzi prokurator Tomasz Bujwid. Sekcja zwłok nie pozwoliła na wskazanie konkretnej przyczyny zgonu mężczyzny, dlatego śledczy zabezpieczyli dokumentację medyczną i planują zasięgnąć opinii kolejnych specjalistów. W sprawie mają wypowiedzieć się biegli z zakresu kardiologii oraz procedur medycznych.

Prokurator Bujwid podkreśla w rozmowie z walbrzych.naszemiasto.pl, że na obecnym etapie nie można przesądzić, czy doszło do błędów po stronie personelu. Odpowiedzialność konkretnych osób ma zostać oceniona dopiero po analizie dokumentacji i opiniach ekspertów.

Szpital nie komentuje leczenia pacjenta

Specjalistyczny Szpital im. Alfreda Sokołowskiego w Wałbrzychu nie odpowiedział na pytania serwisu walbrzych.naszemiasto.pl (ws. badań i decyzji podjętych podczas wizyty Roberta Grygiela). Dyrekcja powołała się na przepisy dotyczące tajemnicy medycznej i ochrony informacji o udzielanych świadczeniach.

Placówka zaznaczyła, że takie dane mogą zostać ujawnione na zasadach określonych w przepisach, tj. między innymi po uzyskaniu zgody osoby bliskiej. Monika Grygiel zapowiada przekazanie szpitalowi odpowiedniego pisma, gdzie wyrazi zgodę na ujawnienie informacji dotyczących leczenia jej brata.

Szpital poinformował również redakcję, że rodzina nie złożyła dotąd skargi dotyczącej śmierci 46-latka. Z tego powodu pełnomocnik do spraw pacjenta nie prowadził odrębnego postępowania wyjaśniającego w trybie rozpatrywania skarg i wniosków.

Wybrane dla Ciebie