Najważniejsze informacje
- AfD zdobyła w Saksonii-Anhalt ponad 40 proc. głosów, a "Le Soir" wiąże to z niezadowoleniem społecznym w byłej NRD.
- Belgijska gazeta opisuje kampanię AfD jako opartą na krytyce powojennego dziedzictwa polityczno-kulturowego Niemiec.
- "De Standaard" podkreśla, że sukces AfD wynika też z braku przekonującej odpowiedzi partii centrum na problemy gospodarcze i społeczne.
AfD wygrała wybory regionalne w Saksonii-Anhalt, zdobywając ponad 40 proc. głosów. Jak podaje PAP, belgijski dziennik "Le Soir" uznał ten wynik za coś więcej niż sukces samej partii. Zdaniem gazety to przede wszystkim poważny sygnał ostrzegawczy dla pozostałych ugrupowań demokratycznych, które nie potrafiły przekonać do siebie wyborców.
Skąd tak mocne poparcie dla AfD? "Le Soir" zwraca uwagę na frustrację części mieszkańców dawnej NRD. Wciąż odczuwają oni skutki transformacji gospodarczej i społeczne konsekwencje zjednoczenia Niemiec. Do tego dochodzi coraz większa nieufność wobec tradycyjnych partii. AfD miała skutecznie wykorzystać te nastroje podczas kampanii.
WIDEOAwantura w szpitalu. 33-latek zaatakował medyków, potem ruszył na policjantów
Ważną rolę odegrała również polityka pamięci. Kampania AfD w Saksonii-Anhalt odwoływała się do wspomnień związanych z NRD, tradycyjnego modelu społeczeństwa, a także krytyki powojennego dziedzictwa politycznego i kulturowego Niemiec. To właśnie te hasła miały trafiać do części wyborców rozczarowanych kierunkiem, w którym zmierza ich kraj.
"Le Soir" przypomina przy tym kontrowersyjne wypowiedzi czołowych polityków AfD dotyczące niemieckiej historii. Alexander Gauland w 2018 r. określił nazizm mianem "ptasiego odchodu" w historii Niemiec.
Bjorn Hocke mówił o berlińskim Pomniku Pomordowanych Żydów Europy jako o "pomniku hańby" i wzywał do zwrotu o 180 stopni w niemieckiej polityce pamięci. Z kolei Maximilian Krah w 2024 r. stwierdził: "Nie uznaję, że każdy członek SS był automatycznie przestępcą".
Gazeta zestawia te przykłady ze stosunkiem AfD do nazizmu, który określa jako historyczny rewizjonizm i unikanie jasnego potępienia narodowego socjalizmu oraz negowania Holokaustu. "Le Soir" przypomina też spotkanie w Poczdamie w 2024 r., podczas którego omawiano plany deportacji osób pochodzenia migracyjnego. Wśród uczestników miał być m.in. Ulrich Siegmund, jeden z najważniejszych polityków AfD w Saksonii-Anhalt.
"De Standaard". To nie tylko kwestia migracji
Swoją analizę przedstawił również flamandzki dziennik "De Standaard". Z jego ustaleń wynika, że wyborców nie interesowała wyłącznie kwestia migracji.
To nie tak, że koniecznie chcę głosować na AfD, ale nie mam już innego wyboru – miał powiedzieć jeden z wyborców. Jak tłumaczył, nie zgadza się z wieloma poglądami AfD, ale traktuje partię jako sposób na wymuszenie zmian.
"Le Soir" i "De Standaard" zwracają też uwagę na problemy, z którymi nie poradziły sobie tradycyjne partie. Chodzi m.in. o gospodarkę, deindustrializację, starzenie się społeczeństwa i rosnącą nieufność wobec polityków. Zdaniem belgijskiego dziennika partie głównego nurtu koncentrowały się jednocześnie na sporach dotyczących migracji i dyscypliny budżetowej.
Wynik wyborów w Saksonii-Anhalt może mieć znaczenie znacznie wykraczające poza jeden niemiecki land. "Le Soir" wskazuje, że doświadczenia z tego regionu mogą być ważną lekcją dla innych europejskich państw, w których w najbliższych miesiącach również odbędą się wybory.