O sprawie pisze również Fakt.pl. Niecodzienne zdarzenie rozegrało się 27 czerwca br. przy ul. Rzgowskiej w Łodzi. Wtedy to 40-letnia kobieta wracała z pracy, gdy podszedł do niej nieznajomy, nachalny, 48-latek. Mężczyzna szybko naruszył jej nietykalność cielesną, chwytając ją za pierś, a kiedy zaatakowana domagała się przeprosin, agresor jak gdyby nigdy nic wyciągnął wiatrówkę i zaczął strzelać.
Pokrzywdzona uciekła, ale część zajścia nagrała telefonem. Następnie zgłosiła się na policję. Jak podaje Fakt.pl, powołując się na ustalenia śledczych, 48-latek oddał aż sześć strzałów, a dwa z nich raniły kobietę, powodując u niej obrażenia dłoni.
Szok na ulicy w Łodzi. Najpierw złapał ją za pierś, potem wyciągnął broń
Po zgłoszeniu bulwersującej sprawy policja od razu rozpoczęła poszukiwania, publikując wizerunek podejrzewanego mężczyzny. Funkcjonariusze zatrzymali 48-latka. Następnie, 14 lipca, usłyszał trzy zarzuty.
Jak poinformowała prokuratura w rozmowie z Fakt.pl, śledczy przypisują mu m.in. naruszenie nietykalności cielesnej, groźby, narażenie na niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz strzelanie z broni pneumatycznej i spowodowanie obrażeń. Prokurator skierował też do sądu wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania.
Groźby nożem wobec drugiej kobiety
Z ustaleń prokuratury, na jakie powołuje się Fakt.pl, wynika że tego samego dnia 48-latek zaczepił inną kobietę i przyłożył jej nóż do brzucha. Druga pokrzywdzona także zdołała zbiec i zaalarmować odpowiednie służby.
Jak informuje tabloid, podejrzany nie przyznał się do winy, ale złożył wyjaśnienia. "48-latek był uprzednio wielokrotnie karany: za rozboje oraz za zgwałcenie. W związku z tym spędził w zakładach karnych 17 lat" - mówił "Faktowi" prokurator Paweł Jasiak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi. Teraz mężczyzna może zostać skazany nawet na siedem lat więzienia.