Brylanty z wysypiska na moment odmieniły ich życie. Spór o skarb trwa

Przez lata próbowano ustalić, do kogo należą. Miały zostać sprzedane, ale mogą trafić do muzeum. Na razie brylanty z wysypiska w Wodzisławiu Śląskim nadal tkwią w państwowym sejfie, a urzędnicy wciąż nie mogą dojść do porozumienia w sprawie ich przyszłości. W 2015 r. na kosztowności natrafili dwaj zbieracze złomu. Brylanty na chwilę odmieniły ich życie. O sprawie pisze "Fakt".

Brylanty znaleźli na wysypisku. Urzędnicy wciąż nie zdecydowaliBrylanty znaleźli na wysypisku. Urzędnicy wciąż nie zdecydowali (zdj. po lewej ilustracyjne)
Źródło zdjęć: © Gov.pl, PAP
Kacper Kulpicki

Na gruzowisku przy ul. Dąbrowskiej w Wodzisławiu Śląskim miał miejsce nietypowy incydent. W 2015 r. dwaj mężczyźni zbierający złom – 32-letni Wojciech S. i 52-letni Andrzej W. – natknęli się na zardzewiałą skrzynkę. W środku znajdowały się brylanty, złote monety oraz biżuteria.

Obaj byli wówczas podopiecznymi MOPS-u, jednak po odkryciu skarbu ich sytuacja finansowa nagle się poprawiła. Zaczęli korzystać z taksówek, zrezygnowali z pobierania zasiłków, a część kosztowności sprzedali lub przetopili u złotnika. Nagła zmiana stylu życia wzbudziła zainteresowanie pracowników opieki społecznej.

Gdy zaczęto sprawdzać, skąd pochodzą pieniądze, na jaw wyszła historia niezwykłego znaleziska. Sprawą zajęła się policja, a śledztwo ciągnęło się przez lata. Śledczy próbowali ustalić, kto był właścicielem skrzynki z kosztownościami. Nie postawiono zarzutów samym znalazcom. Uznano, że mogli natrafić na porzucone przedmioty, których pochodzenia nie znali.

W toku postępowania odzyskano część klejnotów, które trafiły do depozytu. Z czasem o prawa do skarbu upomniały się dwie kobiety. Pierwsza z nich, właścicielka terenu, na który trafiał gruz, przypuszczała, że kosztowności mogły należeć do jej zamożnego dziadka.

Mój dziadek był bardzo zamożny. Skupował złote pieniądze, mógł te monety i biżuterię zakopać w ziemi, którą wywieźliśmy na nasze gruzowisko - mówi w "Fakcie".

Druga, Jolanta Szczotok z Radlina, twierdziła natomiast, że brylanty należały do jej dziadka Franciszka Malika. Rodzina od lat miała wiedzieć, że ukrył kosztowności, jednak nigdy nie odkryto miejsca schowka.

Cała rodzina wiedziała, że dziadek schował głęboko brylanty, tylko nikt nie wiedział, gdzie było to miejsce. Gruzy trafiły również na wysypisko przy Dąbrowskiej - powiedział dziennikarzom "Faktu".

Brylanty z wysypiska miały trafić na aukcję. Odezwało się muzeum

Żadnej z kobiet nie udało się udowodnić, że to jej rodzina była właścicielem kosztowności. Ostatecznie skarb przeszedł na własność Skarbu Państwa, a w marcu zapadła decyzja o jego sprzedaży. Na licytację miały trafić m.in. pierścień z dawnym brylantowym szlifem wyceniony na 95 tys. zł, zawieszka warta 4 tys. zł oraz pięć mniejszych brylantów o wartości od 430 do 1850 zł za sztukę.

Brylanty znalezione na wysypisku w Wodzisławiu Śląskim
Brylanty znalezione na wysypisku w Wodzisławiu Śląskim © Gov.pl

Aukcję zaplanowaną na 27 marca odwołano jednak tydzień wcześniej o klejnoty upomniało się wodzisławskie muzeum, argumentując, że mają one wartość historyczną. Od tamtej pory sprawa stoi w miejscu.

Izba Administracji Skarbowej czeka na decyzję konserwatora zabytków, podczas gdy urząd konserwatora twierdzi, że ekspertyza potwierdzająca historyczną wartość brylantów została już wykonana. Tymczasem kosztowności wciąż pozostają zamknięte w urzędowym sejfie.

Biegły już dokonał swojej oceny tych brylantów i stwierdził, że te przedmioty mają wartość historyczną — poinformował w "Fakcie" rzecznik Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, Mirosław Rymer.
Wybrane dla Ciebie