Przypomnijmy, że tragedia miała miejsce w czwartek (9 lipca) w Jędrzejowie. Około godz. 23.00 w zaroślach znaleziono ciało młodej kobiety. Wszystko wskazywało na to, że doszło do zabójstwa. Mundurowi ruszyli z obławą za sprawcą. Szukało go 200 policjantów. Około godz. 3.00 w nocy zatrzymano podejrzanego.
Mężczyzna usłyszał zarzut usiłowania zgwałcenia oraz zabójstwa. Podejrzany nie przyznał się do popełnienia czynów. Nie składał też wyjaśnień. Grozi mu dożywocie. Zgodnie z decyzją sądu trafił na trzy miesiące do aresztu.
Zabójstwo w Jędrzejowie. Rodzina ofiary zabrała głos
Ofiarą zabójstwa była 29-letnia Aleksandra B. Feralnego wieczora kobieta wyszła na chwilę do sklepu. Nie wiedziała, że jest obserwowana przez 19-letniego Mateusza B. Kiedy opuściła budynek, nastolatek poszedł za nią. Zaatakował kobietę, gdy wracała do domu. Chciał ją zgwałcić, ale jak podawał "Fakt", spłoszyli go świadkowie. Na miejsce przyjechały służby. - Długo o nią walczyli, bardzo chcieli żeby przeżyła - mówią świadkowie w rozmowie z "Super Expressem". Niestety, młodej kobiety nie udało się uratować. Jak wykazała sekcja zwłok, zmarła z powodu uduszenia.
Głos po zabójstwie 29-letniej Oli zabrali jej rodzice. - Straciliśmy ukochaną córkę. To było nasze jedyne dziecko. Ola była domatorką. Często chodziła na spacery po osiedlu, może nawet co drugi dzień. Lubiła to, dbała o kondycję fizyczną. Gdy długo nie wracała i nie odbierała telefonu postanowiliśmy jechać na policję. Jednak właśnie w tym momencie pod nasz dom przyjechał radiowóz - powiedzieli w rozmowie z "Super Expressem".
Kim jest Mateusz S.?
Podejrzany Mateusz S. pochodzi z trudnej rodziny. W jego życiu doszło do tragedii. Matka mężczyzny zginęła po upadku z okna. Jak pisaliśmy wcześniej, znajomi nazywali go "kryształowym", bowiem miał ponoć do czynienia z narkotykami. Jednak prokuratura wykluczyła, aby w momencie zdarzenia był pod wpływem czy to substancji odurzających czy też alkoholu.