Chiny zaczną mieszać na Bliskim Wschodzie? Oto scenariusze
- Chiny między wierszami będą próbowały wpływać na państwa regionu i na Iran, żeby dążyć do stabilizacji - mówi w rozmowie z o2.pl dr Marcin Przychodniak. Analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych wskazuje, że "to Iran potrzebuje Chin, a nie odwrotnie". Wyjaśnia też, czy chaos na Bliskim Wschodzie może zachęcić Pekin do ataku na Tajwan.
Chiny naciskają na Iran, aby ten nie blokował Cieśniny Ormuz w związku z atakami koalicji izraelsko-amerykańskiej. Pekin sprowadza znaczną ilość ropy naftowej, a przede wszystkim gazu z Zatoki Perskiej. Agencja Bloomberg informuje, że chińscy urzędnicy zaapelowali do Teheranu, aby nie atakował szlaków energetycznych o kluczowym znaczeniu dla rynków światowych i chińskich, po tym, jak zakłócony został ruch tankowców, a Katar wstrzymał dostawy gazu LNG.
W opinii doktora Marcina Przychodniaka z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych sytuacja nie zmieni podejścia Chin do konfliktu. Pekin ma grać wyłącznie rolę obserwatora, a żadna ze stron nie otrzyma pomocy od "Państwa Środka". - Bliski Wschód nie jest dla Chin strategicznym obszarem - mówi ekspert w rozmowie z o2.pl.
Marcin Lewicki, dziennikarz o2.pl: Jak Chiny postrzegają konflikt na Bliskim Wschodzie? Pekin będzie brał aktywny udział w wojnie np. w roli negocjatora?
Dr Marcin Przychodniak, analityk ds. Chin, były dyplomata, analityk PISM: Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musiałbym mieć szklaną kulę. Tego nie wiedzą na ten moment chyba sami Chińczycy, nawet myślę, że sam Xi Jinping tego nie wie.
A jakie scenariusze są na stole?
Nie spodziewam się deklaratywnego zaangażowania Chin w konflikt. Raczej ograniczy się to do retoryki politycznej i dyplomacji. Pewne jest, że minister Wang Yi jest w stałym kontakcie z krajami regionu Bliskiego Wschodu, rozmawiał z Omanem i z przywódcami Izraela. Znamienne jest, że zaraz po ataku amerykańsko-izraelskim na Iran mieliśmy chińsko-rosyjskie rozmowy ministrów. To będą główne narzędzia.
To oficjalne działania. Czy kuluarowo Chińczycy będą wywierać presję na Iran albo kraje Bliskiego Wschodu, aby zakończyły wojnę?
Spodziewam się działań zakulisowych, których Chińczycy publicznie nie będą potwierdzać. Między wierszami będą próbowali wpływać na państwa regionu i na Iran, żeby dążyć do stabilizacji. To jest ich główny cel retoryczny. Chodzi im głównie o swobodny przepływ surowców, od których Azja jest zależna. Dla Chin ważny jest pokój i stabilizacja w regionie.
Co w takim razie musiałoby się stać, żeby Pekin podjął mocne, konkretne kroki np. związane z dostarczeniem Iranowi broni? Istnieje taki "punkt zapalny"?
Nie sądzę, aby Chiny weszły do tego konfliktu militarnie, niezależnie od okoliczności. Przede wszystkim, nie ma powodu, aby miały to robić. Po drugie: nie mają wystarczających instrumentów. Wielokrotnie, gdy na Bliskim Wschodzie dochodziło do przewrotów, Chiny stały z boku, obserwowały sytuację. Spójrzmy na Syrię. Baszar al-Asad podpisywał partnerstwo strategiczne z Chinami, a potem Chińczycy mieli z nowym rządem syryjskim całkiem normalne relacje. Może nie skaczą z tego powodu z radości, ale kontakty z Syrią są regularne.
Ta elastyczność jest charakterystyczna dla polityki chińskiej i wynika ze zrozumienia ich roli. Ich głównym instrumentem jest gospodarka. W ich nowej optyce to nie Iran jest najważniejszym partnerem, tylko Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Katar. To te państwa są bogatsze, mają surowce i są zainteresowane chińskimi technologiami. Chińczycy wiedzą, że nie zastąpią Amerykanów jako gwaranta bezpieczeństwa, ale mogą równoważyć ich wpływy.
W 2023 roku Iran i Arabia Saudyjska podpisały porozumienie pokojowe za pośrednictwem Chin. Dziś wiemy, że porozumienie nie przetrwało. Czy to oznacza, że rola Pekinu jako negocjatora nie ma sensu?
Ta rola to trochę mit, nadużycie. Przypomnijmy, że Chińczycy pojawili się przy porozumieniu irańsko-saudyjskim na samym końcu. To był element sprzyjający, a nie siła sprawcza. Kraje regionu wiedzą, że mogą od Chin zyskać to, czym mogą szachować Amerykanów. Pekin chce uniezależniać się od paliw kopalnych, co widzimy po ich ekspansji aut elektrycznych, OZE, ale póki co ropa jest dla nich kluczowa.
Oczywiście, np. Saudowie też są świadomi chińskich niedostatków, ale mogą je równoważyć wpływami USA. Oni są świadomi tego, że ropa kiedyś się skończy, więc łakną chińskich technologii. Dla Chin ewentualna zmiana reżimu na bardziej liberalny rząd nie byłaby bardzo negatywnym scenariuszem.
Wydaje się, że Iran stoi za Chinami dość twardo.
Iran jest dla Chin wygodny z punktu widzenia retoryki antyamerykańskiej, ale nie ma instrumentów oddziaływania. Chińczycy narzekają, że wpływy Iranu w regionie są iluzoryczne, że nie są w stanie powstrzymać czy nakłonić Huti do zaniechania ataków na chińskie statki. Iran też wielokrotnie wskazywał, że niektóre porozumienia czy ustalenia pozostają wyłącznie na papierze i nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości. Potwierdzeniem tego była ubiegłoroczna wojna dwunastodniowa między Iranem i Izraelem. Oświadczenia Chin były w tym zakresie bardzo stonowane. To zresztą też był efekt zimnej kalkulacji Pekinu.
Co w takim razie z Iranem? Z Pana analizy wynika, że nie jest on dla Chin kluczowy. Raczej odwrotnie.
Tak, dla Iranu Chiny są kluczowe i to Iran będzie potrzebował Pekinu, niezależnie od sytuacji politycznej. To jest państwo biedniejsze, gdzie społeczeństwo dopiero się rozwija. Statystyki sprzedaży ropy, choć nieoficjalne, bo ropa jest objęta sankcjami, pokazują, że trafia ona głównie do Chin przez Malezję i inne kanały. Jednak dla Pekinu to nie jest problem nie do zastąpienia. Chiny mają ogromne rezerwy ropy i mogą przetrwać ewentualną blokadę Cieśniny Ormuz, o ile nie będzie ona trwała latami. Blokada uderzyłaby też w Tajwan czy Japonię, więc to nie jest tylko problem Chin.
Nawet przy tym czarnym scenariuszu, długiej blokadzie Cieśniny Ormuz, chińska gospodarka nie ucierpi tak, jak mogłoby się to wydawać?
Na pewno w jakimś stopniu taka blokada uderzyłaby w Chiny. Nie jestem jednak przekonany, że Iran ma długofalową możliwość takiej blokady. Teheran mógłby korzystać z gróźb, które ograniczyłyby ruch w Cieśninie Ormuz, ale nie na dłuższą metę.
Pamiętajmy, że zaledwie kilkanaście procent ropy dociera do Chin z regionu Bliskiego Wschodu. Oczywiście, inaczej byłoby z gazem, który Pekin sprowadza, ale jak wspomniałem, Chiny robią wszystko, aby zakończyć eksploatację paliw kopalnych. Widzimy to zresztą na polskich ulicach, gdzie zaczyna jeździć coraz więcej aut elektrycznych z Chin.
To trochę wygląda tak, jakby…
…Chiny były jedynym wygranym tego konfliktu. Jednak ostatecznie nie postawiłbym takiej tezy. Z kilku powodów. Chiny mają mało do stracenia, bo ich zaangażowanie ma charakter polityczny i dyplomatyczny. Jednak Pekin może utracić wpływy gospodarcze, np. rynek sprzedaży swoich technologii. I nie chodzi tu o Iran, a kraje Zatoki Perskiej. Nie jest to strategiczne z punktu widzenia Pekinu, ale dość istotne. Dlaczego? Chińczycy szukają alternatywy dla rynku amerykańskiego i europejskiego. Jeżeli szukamy konsumentów, którzy mają pieniądze i nie pochodzą z USA czy Europy, to od razu nasuwa się Bliski Wschód.
Poza tym jest w tych krajach spora diaspora chińska, która inwestuje i lokuje tam swoje środki. Zdestabilizowanie regionu na dłuższy okres niż miesiąc jest dla nich sporym zagrożeniem. Jednak na koniec marca planowane jest wydarzenie, które – ze strategicznego punktu widzenia – jest ważniejsze zarówno dla Pekinu, jak i nawet dla Stanów Zjednoczonych. To wizyta Donalda Trumpa w Chinach. Trump może rozpocząć, a następnie "zakończyć" w swoim mniemaniu kolejną wojnę, ale sukces gospodarczy w rozmowie z Chinami (np. jakaś umowa) byłby dla niego największym paliwem politycznym. Chiny zdają sobie z tego sprawę i na tym się skupiają.
Na koniec chciałem zapytać o Tajwan. Czy Chiny mogą wykorzystać zamieszanie i wojnę na Bliskim Wschodzie, aby zaatakować wyspę?
Raczej nie. Chińska ofensywa związana jest z kalkulacją, na ile USA będzie w stanie na nią zareagować. Działania Trumpa wobec Wenezueli i Iranu czy plany wobec Grenlandii wprowadzają zamieszanie w tych kalkulacjach. Pekin jest jednak przekonany, że nadal potrafi odczytać zamiary Trumpa, a nawet nim zarządzać. Póki tak jest, będą rozmawiać, używać dyplomacji i spróbują dojść do porozumienia. W mojej ocenie przed spotkaniem z Trumpem nie dojdzie do żadnych znaczących zmian. Bliski Wschód nic tu nie zmienia.
Chiny będą próbowały zwiększać wpływy na Tajwanie, podsycać niepewność, ale póki mają możliwości dyplomatyczne, nie przesuną granicy do działań militarnych. Co ciekawe, od ataku USA i Izraela na Iran Tajwańczycy obserwują znaczny spadek aktywności chińskiej w Cieśninie Tajwańskiej, co dotychczas było normą. Tu jednak przyczyn może być wiele, nie tylko wojna na Bliskim Wschodzie.
Marcin Lewicki, dziennikarz o2.pl