Cios Trumpa jak cięcie skalpelem. "Operacja wysokiego ryzyka"

Stany Zjednoczone zaatakowały Wenezuelę. Jak poinformował Donald Trump, prezydent Nicolas Maduro został schwytany. - Stany Zjednoczone mają długą historię interwencji i realizowania swoich interesów w regionie. Nierzadko zdarzało się tak, że te nierozważne kroki miały swoje konsekwencje przez dziesięciolecia - mówi w rozmowie z o2 prof. Małgorzata Zachara-Szymańska z UJ.

Wybuchy w Caracas. Nagrania po ataku USA obiegły siećWybuchy w Caracas. Nagrania po ataku USA obiegły sieć
Źródło zdjęć: © Getty Images, X
Rafał Strzelec

Stany Zjednoczone przeprowadziły w sobotę (3 stycznia) nad ranem operację przeciwko Wenezueli. Caracas, stolicą kraju, wstrząsnęły wybuchy. Władze Wenezueli wprowadziły stan wyjątkowy. Według informacji Infobae celem ataków były Fort Tiuna (siedziba resortu obrony), baza lotnicza La Carlota oraz szkoła wojskowa w mieście La Guaira.

"Stany Zjednoczone przeprowadziły z powodzeniem zakrojony na szeroką skalę atak na Wenezuelę i jej lidera, prezydenta Nicolasa Maduro, który wraz z żoną został pojmany i wywieziony z kraju. Operacja ta została przeprowadzona we współpracy z amerykańskimi organami ścigania - przekazał triumfalnie na portalu Truth Social prezydent USA Donald Trump.

To, z czym mieliśmy do czynienia, to właściwie punktowe ataki. Natomiast jest to operacja bardzo wysokiego ryzyka - Stany Zjednoczone przystąpiły do procesu zmiany reżimu z otwartą przyłbicą. Po zatrzymaniu Nicolasa Maduro powstaje pytanie – co dalej? Jaki jest plan na dalszy rozwój wypadków? Czy administracja Donalda Trumpa ma taki plan? - zastanawia się w rozmowie z o2.pl prof. dr hab. Małgorzata Zachara-Szymańska z Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Eksperci wojskowi, tacy jak Jarosław Wolski zauważają, że akcja została przeprowadzona bardzo sprawnie. - Amerykanie zrobili w ciągu godzin z sukcesem to co chcieli zrobić Rosjanie w Kijowie. Dekapitacja państwa i schwytanie przywódcy żeby wymusić zmianę władzy na posłuszną i potulna i realizującą interesy mocarstwa. Ruscy - klasyczna nieudolność, Amerykanie - jak widać sukces - napisał Wolski. Również generał Roman Polko stwierdził w rozmowie z PAP, że "Rosja patrzy z zazdrością, bo to była prawdziwa specjalna operacja wojskowa". - Naprawdę przeprowadzono specjalną operację wojskową. Takie chirurgiczne działanie, które skończyło się sukcesem - stwierdził wojskowy.

Maduro został schwytany przez żołnierzy z elitarnej jednostki sił specjalnych armii USA, Delta Force. Sam Trump napisał, że była to "genialna operacja". Nasza rozmówczyni wskazuje jednak, że wciąż nie znamy skutków uderzenia USA i dalszych planów administracja Trumpa wobec Wenezueli.

Stany Zjednoczone mają długą historię interwencji i realizowania swoich interesów w regionie. Nierzadko zdarzało się tak, że te nierozważne kroki miały swoje konsekwencje przez dziesięciolecia. Skutki nie były odczuwane przez Amerykanów, ale przez społeczeństwa lokalne. Pytanie, czy tym razem mamy do czynienia z jakimś planem, który jest planem zgodnym z interesami Wenezuelczyków i czy jest to plan przemyślany? - wskazuje ekspertka.

Trump uderzył w Wenezuelę. Złamał prawo?

Prof. Zachara-Szymańska zwraca uwagę, że "Amerykanie są stroną agresywną". Jak dodaje, atak ten "jest złamaniem prawa międzynarodowego". Ekspertka wskazuje również, iż operacja odbyła się prawdopodobnie bez przyzwolenia Kongresu, czyli "jest nielegalna również na gruncie prawa amerykańskiego".

Stany Zjednoczone dopuszczają się pogwałcenia suwerenności państwa, które owszem, rządzone jest przez niedemokratyczny i nielegalny reżim Nicolasa Maduro - wszystko na to wskazuje, że zdecydowana większość Wenezuelczyków, o ile nam wiadomo, nie uważa, by miał on legitymizację do rządzenia. Natomiast Wenezuela wciąż jest państwem niezależnym. To jest jedna sprawa. Do tego atak został potępiony przez sojuszników reżimu, czyli Iran i Rosję. Reszta świata wstrzymuje oddech. Zobaczymy, jak te reakcje się rozłożą - mówi ekspertka Uniwersytetu Jagiellońskiego w rozmowie z o2.pl.

Prof. Zachara-Szymańska dostrzega tylko jeden scenariusz, w którym można legitymizować akcję administracji Donalda Trumpa.

Legitymizować ten atak w pewien sposób czy go uzasadniać - może tylko w moim przekonaniu taki rozwój sytuacji, który doprowadzi do poprawy sytuacji wewnętrznej w Wenezueli. To znaczy, że ten rząd czy ten prezydent, którego Wenezuelczycy wybrali, uzyska władzę, albo też zostaną przeprowadzone ponowne wybory. Dotychczas zasoby, przede wszystkim surowce, były kierowane dla zaspokojenia potrzeb Maduro i jego dworu. Pytanie, czy teraz zostaną wykorzystane do uzyskania przez obywateli Wenezueli rozwoju i stabilności, jakiej oczekują - mówi nasza rozmówczyni.

Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas stwierdziła, że Nicolas Maduro nie ma legitymacji do rządzenia, a Unia Europejska broniła pokojowej transformacji. - W każdych okolicznościach należy przestrzegać zasad prawa międzynarodowego i Karty Narodów Zjednoczonych. Apelujemy o powściągliwość - stwierdziła Kallas.

Po sobotnim ataku Wenezuela złożyła wniosek o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ. Szef MSZ w Caracas Yvan Gil określił atak mianem "kryminalnej agresji".

Co dalej po operacji w Wenezueli?

Prof. Małgorzata Zachara-Szymańska nie chce na razie formułować scenariuszy na przyszłość. Ocenia, że nie ma historycznych analogii dla działań USA wobec reżimu w Caracas.

Mamy do czynienia z wyraźną, otwartą i jawną interwencją, która uruchomiła efekt domina. Nie wiemy, ilu tak naprawdę jest graczy na tej planszy ani jak zareaguje wojsko w Wenezueli czy członkowie reżimu - mówi badaczka stosunków międzynarodowych.

Jak dodaje, "usunięcie Maduro nie oznacza jeszcze, że doszło do realnej zmiany władzy".

Pojawia się też pytanie, czy demokratyczna opozycja, w tym m.in. Maria Corina Machado, uhonorowana w tym roku Pokojową Nagrodą Nobla, będzie skłonna ulegać presji administracji Trumpa. Czy jest tam przestrzeń do współpracy? Można odnieść wrażenie, że pewien wspólny interes rzeczywiście istnieje, ale jednocześnie trudno zakładać, że gotowość do ingerowania w wewnętrzne sprawy Wenezueli zakończy się w momencie, gdy strona demokratyczna ewentualnie przejmie władzę. Kluczowe pytanie brzmi więc: czy wydarzenia potoczą się w kierunku zgodnym z wolą i interesem samych Wenezuelczyków? Na tym etapie jest zdecydowanie za wcześnie, by w tej sprawie ferować wyroki - ocenia prof. Zachara-Szymańska.

Rozmawiał Rafał Strzelec, dziennikarz o2.pl

Wybrane dla Ciebie
Leśniczka stała przy drzewie. Zrobili jej zdjęcie. Ważne działania
Leśniczka stała przy drzewie. Zrobili jej zdjęcie. Ważne działania
Skandal z udziałem 22-latka. Znęcał się nad matką
Skandal z udziałem 22-latka. Znęcał się nad matką
Masz stare nasiona? Tak sprawdzisz, czy wykiełkują
Masz stare nasiona? Tak sprawdzisz, czy wykiełkują
Tragiczny finał rozgrzewki. Mężczyzna nie żyje
Tragiczny finał rozgrzewki. Mężczyzna nie żyje
Napad na Polaka w Niemczech. Wiadomo, co ze sprawcami
Napad na Polaka w Niemczech. Wiadomo, co ze sprawcami
Historia pisana na nowo. Czaszki z Chin podważają dotychczasowe teorie
Historia pisana na nowo. Czaszki z Chin podważają dotychczasowe teorie
30-latek zaginął w Zakopanem. Ważna wskazówka ws. Andrzeja
30-latek zaginął w Zakopanem. Ważna wskazówka ws. Andrzeja
Ponad 50 kotów w 41-metrowym mieszkaniu. Szokujące znalezisko w Legnicy
Ponad 50 kotów w 41-metrowym mieszkaniu. Szokujące znalezisko w Legnicy
Droga niczym rwący potok. Niesie się nagranie z Wrocławia
Droga niczym rwący potok. Niesie się nagranie z Wrocławia
Matka i dzieci zaczadziły się w domu. Prokuratura ujawnia, co dalej
Matka i dzieci zaczadziły się w domu. Prokuratura ujawnia, co dalej
11-latek dostał pączka. Skończył w szpitalu. Okropny wybryk
11-latek dostał pączka. Skończył w szpitalu. Okropny wybryk
3,5 promila za kierownicą. Mimo zakazu ruszył w trasę
3,5 promila za kierownicą. Mimo zakazu ruszył w trasę