Ponad 50 kotów w 41-metrowym mieszkaniu. Szokujące znalezisko w Legnicy
Ponad 50 kotów perskich w 41-metrowym mieszkaniu w centrum Legnicy. Interwencję w komunalnej kamienicy podjęli wolontariusze, policja i inspekcja weterynaryjna. — Jak wyszłam stamtąd, oczy miałam pełne łez — relacjonuje pani Marzena z organizacji prozwierzęcej. Służby nie stwierdziły jednak zaniedbań.
Najważniejsze informacje
- W mieszkaniu w Legnicy przebywa 55 kotów perskich na 41 mkw; na miejscu była policja i inspekcja weterynaryjna.
- Lekarz weterynarii nie stwierdził zaniedbań; brak podstaw do interwencyjnego odebrania zwierząt.
- Właścicielka zapowiedziała współpracę z fundacją i ograniczenie liczby kotów poprzez kastracje.
W centrum Legnicy wolontariusze natrafili na 55 kotów perskich stłoczonych w 41-metrowym lokalu komunalnym. Sprawa szybko trafiła do służb, które przeprowadziły kontrolę. Jak serwis tulegnica.pl, w mieszkaniu pojawili się policjanci i lekarz z Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej w Legnicy. Interwencja wywołała silne emocje wśród osób zaangażowanych w ochronę zwierząt.
Ponad 50 kotów w 41-metrowym mieszkaniu w Legnicy. Interwencja policji i inspekcji weterynaryjnej
Według relacji wolontariuszki mieszkanie było zawalone kartonami i workami przesiąkniętymi moczem, a fetor czuć było już od parteru. Koty przebywały w klatkach, na drapakach i workach. Inspekcja przebiegła jednak spokojnie. - Lekarz weterynarii zbadał koty. Nie stwierdził zaniedbań, więc nie było podstaw do interwencyjnego odebrania zwierząt - mówi portalowi tulegnica.pl asp. Anna Tersa z zespołu prasowego legnickiej Komendy Miejskiej Policji.
Właścicielka sprzedaje koty przez internet, powołując się na rejestrację w stowarzyszeniu "Rodowodowy Pupil". Powiatowa lekarz weterynarii zwraca jednak uwagę, że sama przynależność do organizacji bez międzynarodowego nadzoru nie daje gwarancji przestrzegania standardów. - Pół setki kotów w niewielkiej przestrzeni to szokujący fakt, ale w przepisach nigdzie nie ma określonej normy powierzchni, jaką należałoby im zapewnić - tłumaczy portalowi doktor Barbara Małecka-Salwach. Podkreśla też, że przypadek wygląda raczej na pseudohodowlę niż profesjonalną hodowlę rasową.
Warunki w mieszkaniu i zdrowie zwierząt
Lekarz weterynarii ocenił, że koty miały karmę, wodę i były zdrowe. Brak formalnych podstaw do ich odebrania zderzył się jednak z relacjami wolontariuszy o trudnych warunkach bytowych i zagrożeniach. Wskazują oni na ryzyko chorób, chowu wsobnego i wad genetycznych przy takiej liczbie zwierząt na małej powierzchni. - Jak wyszłam stamtąd, oczy miałam pełne łez. Dramat. Dramat kotów i w tym dramacie człowiek - mówi portalowi tulegnica.pl pani Marzena, wolontariuszka ratująca bezdomne koty w Legnicy.
Choć policja nie prowadzi już działań, inspektorat zapowiada dalszy nadzór nad miejscem. W sprawę włączyła się lokalna radna. - Cała historia niestety pokazuje niedostatki systemu ochrony zwierząt. W tle jest też prawdopodobna pseudo hodowla i interes w dręczeniu zwierząt, duże emocje z tym związane - mówi portalowi tulegnica.pl radna Katarzyna Odrowska. Deklaruje kontynuację działań: - Zrobię wszystko, by nie doszło w Legnicy do patologii jak w Sobolewie czy Bytomiu - zapowiada.
Właścicielka kotów, pani Agnieszka, podjęła współpracę z fundacją prozwierzęcą, z którą związana jest wolontariuszka. Zadeklarowała ograniczenie liczby zwierząt poprzez kastracje. Część kotów już poddano zabiegom, a kolejne mają przejść je wkrótce. Inspektorat i aktywiści zapowiadają monitorowanie postępów, by poprawić warunki bytowe i bezpieczeństwo zwierząt w legnickim mieszkaniu.