Czejarek o katastrofie hali w Chorzowie: Na Śląsku zabrakło karawanów
20 lat temu podczas targów gołębi pocztowych zawalił się dach hali Międzynarodowych Targów Katowickich w Chorzowie. Zginęło wówczas 65 osób, a 140 zostało rannych. Jednym z pierwszych dziennikarzy, którzy relacjonowali przebieg tragedii był Roman Czejarek z Programu 1 Polskiego Radia.
Do zawalenia się dachu hali pod naporem śniegu doszło o godz. 17:15 28 stycznia 2006 roku. Wśród tragicznie zmarłych była m.in. 22-letnia Kamila Bartkiewicz, utalentowana piłkarka ręczna. Najmłodsze ofiary miały 7, 9 i 11 lat (Tomek, Daria i Bartek).
Wiele redakcji na miejsce tragedii przyjechało dopiero po kilku godzinach, gdyż w tym samym czasie odbywał się Puchar Świata w skokach narciarskich w Zakopanem. Wśród tych dziennikarzy był m.in. Roman Czejarek.
W pewnym momencie hala zaczęła parować od ciał ofiar. Para była coraz mniejsza. Nad parą unosiły się gołębie, a pod, w bardzo długiej kolejce, ustawiały karawany. Na Śląsku zabrakło karawanów, które mogłyby zabrać ciała ofiar. Ściągano je z innych miejscowości - mówi radiowiec w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.
Z kolei Marek Sygacz z Polsatu przyznał, że dziennikarze na początku akcji ratunkowej byli bardzo blisko miejsca tragedii.
Pogodowa katastrofa nad morzem. Turyści nie dotrą na sylwestra
Asystowaliśmy ratownikom, oświetlając im wnętrza hali światłami z kamery. Na początku akcji reporterzy i operatorzy mogli podejść bardzo blisko. Dopiero później zdystansowano nas - powiedział dziennikarz.
Przypomnijmy, że komisja badająca przyczynę katastrofy budowlanej stwierdziła, że bezpośrednią przyczyną tragedii była utrata nośności kluczowych elementów konstrukcyjnych hali, spowodowana przeciążeniem śniegiem. Eksperci wskazali także na błędy w projekcie hali oraz wady konstrukcyjne i niestaranność montażu.