Pani Barbara ma 44 lata i samotnie wychowuje 12-letniego syna. Przez ponad 20 lat pracowała przy szyciu sukien ślubnych, a po zakupie domu liczyła, że szybko go wykończy i stworzy dziecku stałe miejsce do życia. Zamiast tego od początku mierzyła się z problemami z mediami, co – jak podkreśla w reportażu "Interwencji" – generowało kolejne koszty i opóźnienia.
Kobieta opisuje w materiale Polsat News, że deweloper pokazywał elementy infrastruktury i zapewniał o dostępie do wszystkich mediów. W jej przypadku przyłącze wody i kanalizacji okazało się jednak oddalone od posesji o ok. 45 metrów. Sama budowa przyłącza i prace ziemne kosztowały 44-latkę ponad 20 tys. zł, co – jak relacjonuje – mocno obciążyło domowy budżet.
Dom wybudowany, mieszkać się nie da. Powód? "Taka zwykła rzecz"
Jak informuje "Interwencja", gdy udało się doprowadzić wodę i kanalizację, pojawiła się kolejna bariera: energia elektryczna. Pani Barbara usłyszała, że na prąd trzeba będzie poczekać kilkanaście miesięcy, ponieważ konieczne jest postawienie nowego słupa energetycznego.
W tym czasie doszły problemy zdrowotne. Kobieta przeszła operację tętniaka, a później udar, po którym przez wiele miesięcy walczyła o powrót do sprawności. Dziś jest na rencie i razem z synem mieszka tymczasowo u rodziny, bo domu nadal nie da się normalnie użytkować bez zasilania.
Pani Barbara wskazuje w reportażu, że w trakcie oczekiwania słyszała zapewnienia o rychłym zakończeniu prac, m.in. w perspektywie majówki 2026. Według jej relacji nic jednak się wtedy nie wydarzyło, a później – już w czerwcu – otrzymała aneks wydłużający termin finalizacji prac. Jak mówi, nową datę wyznaczono na... 10 czerwca 2026 r., a w Tauronie miała usłyszeć, że o aneks wystąpił podwykonawca.
Spór o dokumenty i podobny problem u sąsiada
Kobieta opisuje też w "Interwencji" sytuację z marca tego roku, kiedy założono jej skrzynkę. Była przekonana, że to oznacza finał sprawy, bo – jak podkreśla – miała złożone dokumenty i licznik. Podczas wizyty w Tauronie dowiedziała się jednak, że sama skrzynka nie oznacza jeszcze dostępu do energii, a brakuje faktur oraz karty danych technicznych. Pani Barbara relacjonuje, że gdy próbowała wyjaśnić, kto ma wystawić te dokumenty, usłyszała sprzeczne informacje od Tauronu i podwykonawcy, co doprowadziło do przeciągających się ustaleń.
W podobnej sytuacji znalazł się sąsiad pani Barbary. Mężczyzna mówi w materiale Polsat News, że jego przyłącze miało być wykonane do września poprzedniego roku, ale dopiero po ponagleniach dostał aneks do umowy. Podkreśla też, że nie uzyskał jasnej odpowiedzi, skąd wzięły się opóźnienia, a kolejne kontakty kończyły się przekierowywaniem między różnymi podmiotami.
Znajoma pani Barbary, pani Julia, zwraca uwagę, że czas jest kluczowy, bo kobieta znajduje się w trudnej sytuacji życiowej i nie ma możliwości wyboru innego dostawcy energii niż Tauron.
- Taka zwykła rzecz jak prąd, chyba sto lat już korzystamy z tego. I się okazało, że to jest coś niesamowitego, żeby to dostać. Nikogo nie obchodzi, jaką ona ma sytuację życiową - mówi w "Interwencji" pani Julia.
Stanowisko Tauron Dystrybucja i interwencja URE
Tauron Dystrybucja w przekazanym stanowisku dla "Interwencji" wskazał, że prace przy przyłączeniach do sieci niskiego napięcia realizują firmy zewnętrzne.
"Pragniemy wyjaśnić, że w przypadku przyłączeń nieruchomości do sieci niskiego napięcia, prace realizowane są przez lokalne firmy zewnętrzne" - poinformował dziennikarzy Polsat News Jakub Jaremko, kierownik Biura Komunikacji Tauron Dystrybucja SA.
Po interwencji reporterów u podwykonawcy pracownicy firmy mieli zapewniać, że przyłącze pani Barbary czeka już na odbiór techniczny, choć – jak relacjonuje kobieta – podobne informacje słyszała już od kilku miesięcy.
W sprawę włączył się również Urząd Regulacji Energetyki. Tomasz Kulas z URE wyjaśniał dla "Interwencji", że urząd podjął szybkie działania i kontaktował się w tej sprawie telefonicznie, a finalnie wysyłanie pisma okazało się zbędne, bo Tauron szybko zareagował i temat zaczął przyspieszać.