Dzieci zbierały zwrotne butelki. Mogły zginąć w śmieciarce

Niewiele brakowało, a w Tychach doszłoby do wstrząsającej tragedii. Dwóch chłopców weszło do pojemnika na plastikowe odpady, poszukując butelek kaucyjnych. Tylko dzięki przytomności pracowników firmy obsługującej odpady, dzieci nie trafiły do zgniatarki.

Blisko dramatu w TychachBlisko dramatu w Tychach
Źródło zdjęć: © Facebook, Pixabay
Marcin Lewicki

Sprawę opisali przedstawiciele komunalnej spółki Master na Facebooku. Dwóch chłopców zabrało się za poszukiwania butelek kaucyjnych. W tym celu weszli do pojemników na odpady przy ul. Uczniowskiej w Tychach.

Gdy dzieci przeszukiwały pojemnik, po plastikowe śmieci podjechali pracownicy spółki Master, która zajmuje się w Tychach odbiorem selektywnych odpadów. Chłopcy nie zareagowali na podjeżdżającą śmieciarkę i przyciąganie pojemnika przez jednego z pracowników firmy komunalnej.

Odpady miały trafić do zgniatarki, co wiązałoby się ze śmiertelnym zagrożeniem dla maluchów. Dzieci zawdzięczają życie przytomności pracowników. Ci zauważyli, że pojemnik na odpady jest cięższy niż zwykle. Gdy otworzyli kontener, zobaczyli dwóch kilkuletnich chłopców. Maluchy przestraszyły się i uciekły.

Dzięki odpowiedzialnej postawie naszej załogi udało się uniknąć sytuacji, która mogła zakończyć się tragedią. To właśnie doświadczenie, rozwaga i uważność naszych pracowników każdego dnia wpływają na bezpieczeństwo – nie tylko ich samych, ale także mieszkańców - napisali na Facebooku przedstawiciele spółki Master.

Jednocześnie pracownicy spółki apelują do rodziców, aby porozmawiali z dziećmi i uświadomili ich, że "pojemniki na odpady nie są miejscem do zabawy ani poszukiwania butelek czy puszek", które można sprzedać w systemie kaucyjnym.

Wybrane dla Ciebie