Ekspert wskazał cel operacji Kremla. "Zrobić z Rosji ofiarę Zachodu"

Rosyjskie serwisy pseudofactcheckingowe są elementem szerszego systemu operacji informacyjnych Kremla – powiedział w rozmowie z Polską Agencją Prasową dr Michał Marek.

Władimir PutinWładimir Putin
Źródło zdjęć: © PAP | ALEXANDER KAZAKOV/KREMLIN / POOL
Anna Wajs-Wiejacka

Najważniejsze informacje

  • Według PAP dr Michał Marek z NASK wskazuje, że rosyjski pseudofact-checking tworzy obraz Rosji jako ofiary i legitymizuje przekaz Kremla.
  • Kluczową rolę odgrywa portal War on Fakes oraz projekty powiązane z ANO Dialog; wykorzystywane są m.in. "odwrócone screeny".
  • Ekspert ostrzega, że groźniejsze od oczywistych fałszywek są subtelne, podprogowe narracje propagandowe.

Rosyjskie projekty podszywające się pod serwisy weryfikujące fakty stały się narzędziem szerszych operacji Kremla. Jak podaje PAP, dr Michał Marek z NASK tłumaczy, że ich główna funkcja to budowanie narracji o rzekomej krzywdzie Rosji, jakiej doznaje ze strony Zachodu. Inicjatywy te działają w kilku językach i są wpięte w ekosystem państwowych mediów oraz kanałów w mediach społecznościowych.

Najbardziej znanym projektem jest War on Fakes, uruchomiony wraz z pełnoskalową inwazją na Ukrainę w lutym 2022 r. Według ustaleń firmy Logically serwis w tydzień zdobył 20 mln wyświetleń i ok. 0,5 mln subskrybentów. Dziennikarskie analizy łączyły go z Timofiejem Wasiliewem i państwową strukturą ANO Dialog, która – jak pisały redakcje śledcze – nadzoruje sieć takich projektów oraz operacje wpływu w internecie.

Rosja ruszy dalej? "Ekspansja na pewno się nie zakończy"

Głównym celem tych działań jest kreowanie Rosji na ofiarę zachodnich ataków informacyjnych. Narracja ta ma przekonywać, że to Zachód rzekomo zasypuje Rosję fake newsami. Mechanizm ten z jednej strony służy budowaniu wizerunku Rosji jako państwa poszkodowanego, z drugiej natomiast wybiela jej działania na użytek zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego rynku informacyjnego – wyjaśnił ekspert.

"Odwrócony screen" i fabrykowane wyjaśnienia

Metody opisał NewsGuard: wykorzystywane są autentyczne zdjęcia lub nagrania, które oznacza się pieczątką "FAKE", po czym dołącza fabrykowane "sprostowania". Materiały krążą dalej przez Telegram, RT i Sputnika. Digital Forensic Research Lab przypomniał przypadek po zbrodniach w Buczy, gdy War on Fakes "udowadniał", że ofiary to rzekomi statyści – co niezależne analizy szybko obaliły jako złudzenie spowodowane kroplami deszczu na szybie.

Groźniejsze niż oczywiste fałszywki

Ekspert z NASK podkreśla w PAP, że większe szkody przynoszą dziś przekazy podprogowe: krótkie, ideologiczne "wrzutki", trudne do jednoznacznego zweryfikowania i budzące emocje. Jako przykłady wskazuje narracje o rzekomej "ukrainizacji Polski" czy "popychaniu Polski do wojny z Rosją". Zauważa, że łatwiej obalić zero-jedynkowe materiały, jak wygenerowane przez AI fotografie, niż rozbroić manipulacyjne sugestie rozmywające fakty.

W raportach cytowanych przez PAP badacze z King’s College London i Uniwersytetu w Helsinkach opisują, że celem reżimu jest wytworzenie poczucia, iż "prawda jest nieuchwytna". To ma zdejmować odpowiedzialność z władz i wzmacniać postawy proreżimowe, zwłaszcza w kwestiach wojennych, gdzie odbiorcy nie mają własnych punktów odniesienia. Europejska Służba Działań Zewnętrznych sygnalizowała też rosnące użycie AI do tworzenia "dowodów" prezentowanych jako weryfikacje.

Wybrane dla Ciebie