Elżbieta i Lech Ledeccy nie żyją. 60 godzin. "Tragiczna koincydencja"

Danuta Pałęga
Elżbieta i Lech Ledeccy nie żyjąElżbieta i Lech Ledeccy nie żyją
Źródło zdjęć: © Facebook

Elżbieta i Lech Ledeccy, cenieni artyści z Częstochowy (woj. śląskie), zmarli w odstępie około 60 godzin. Małżeństwo spędziło razem ponad sześć dekad, a ostatnie dni życia przypadły na pobyt w sanatorium w Wieńcu-Zdroju.

Najważniejsze informacje

  • Elżbieta Ledecka zmarła 23 października, a jej mąż Lech odszedł 20 października.
  • Para poznała się w liceum plastycznym i przez lata działała w częstochowskim środowisku artystycznym.
  • Małżonkowie tworzyli m.in. malarstwo, ceramikę, rzeźbę oraz grafikę użytkową.

Lech Ledecki zmarł po zapaleniu płuc, gdy jego żona przebywała już w szpitalu. Elżbieta nie wiedziała o śmierci męża. Odeszła około 60 godzin później z powodu choroby nerek. Jak informuje "Fakt", do ostatniego spotkania małżonków doszło krótko przed śmiercią kobiety.

Ponad 60 lat wspólnego życia

Elżbieta i Lech Ledeccy poznali się w liceum plastycznym w Częstochowie. Później oboje studiowali w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu. W tym okresie urodził się ich syn. Po studiach wrócili do Częstochowy, gdzie przez kolejne lata rozwijali działalność artystyczną i społeczną.

Małżonkowie należeli do Związku Polskich Artystów Plastyków. Współtworzyli także kawiarnię artystyczną Bon Art, organizowali plenery i prezentowali swoje prace w Polsce oraz za granicą. Ich dzieła trafiały m.in. do Cepelii i Desy. Podróże zagraniczne dostarczały im inspiracji oraz pomagały budować kontakty w środowisku artystycznym.

– Jak się wspominało o Eli, to pytano o Leszka i na odwrót. Byli jednością, wspierali siebie. Kojarzono ich jako tandem artystyczny w Polsce i za granicą – powiedział "Faktowi" Krzysztof Kamil Malewicz, prezes zarządu Związku Polskich Artystów Plastyków Okręgu Częstochowskiego.

Artyści wspierali hospicjum

Lech Ledecki pracował w wojewódzkim domu kultury, a jego żona uczyła w liceach. Oboje angażowali się w pomoc charytatywną. Przekazywali swoje prace na aukcje, szczególnie te organizowane na rzecz częstochowskiego hospicjum, i namawiali innych do podobnego wsparcia.

W chwili śmierci przebywali w sanatorium w Wieńcu-Zdroju w województwie kujawsko-pomorskim. Bliscy czekali na ich powrót do Częstochowy. Przed wyjazdem małżonkowie oddali do składu książkę poświęconą ich życiu i twórczości. Jak relacjonował Tadeusz Piersiak, żartowali, że publikacja będzie ich pożegnaniem i prezentem dla wnuka.

– To była tragiczna koincydencja. Ich śmierć jest symboliczna. Dzieli ją około 60 godzin – powiedział Piersiak, społecznik i dziennikarz. Częstochowski oddział ZPAP pożegnał artystów, podkreślając, że ich prace pozostaną ważną częścią lokalnego środowiska twórczego. Data pogrzebu nie została jeszcze ustalona. Uroczystość ma odbyć się po 1 listopada.

Wybrane dla Ciebie