Erupcja Etny. Polacy uwięzieni. Chaos i bezradność na lotnisku

Erupcja wulkanu Etna kompletnie sparaliżowała lotnisko we włoskiej Katanii. Polscy turyści opowiadają o braku informacji i fatalnych warunkach oczekiwania na powrót do kraju. "To jest chore po prostu" - żali się na łamach Eski jeden z Polaków.

Polacy uwięzieni na SycyliiPolacy uwięzieni na Sycylii
Źródło zdjęć: © x
Danuta Pałęga

Najważniejsze informacje

  • Wybuch Etny doprowadził do zamknięcia lotniska w Katanii i odcięcia tysięcy turystów.
  • Polacy relacjonują brak wsparcia od przewoźników oraz polskiego konsulatu.
  • Sytuację pogarsza chaos informacyjny i wysokie koszty transportu na Sycylii.

Zamknięcie lotniska i chaos informacyjny

W niedzielę, 9 sierpnia, na Sycylii rozpoczął się kryzys po erupcji wulkanu Etna, która skutkowała zamknięciem lotniska w Katanii. Według doniesień Eski, na miejscu uwięzieni są tysiące turystów, w tym wielu Polaków, którzy napotykają ogromne trudności z uzyskaniem pomocy oraz rzetelnych informacji na temat powrotu do kraju.

Jak relacjonują, linie lotnicze komunikują jedynie lakoniczne wiadomości o opóźnieniach, które nagle przeradzają się w przekierowania na inne lotniska. Zgodnie z opinią jednego z poszkodowanych podróżnych, lot do Wrocławia został w ostatniej chwili przerzucony do Palermo, oddalonego o dwie godziny jazdy samochodem, bez zapewnienia żadnego transportu dla pasażerów.

Fatalne warunki dla czekających na lotnisku

Tłok na lotnisku w Katanii oraz zamknięcie większości punktów usługowych sprawiają, że wiele osób zmuszonych jest do nocowania na podłodze lub na wózkach bagażowych. Pan Jakub, jeden z Polaków utkwionych na Sycylii, opisuje Esce sytuację następująco: "Ludzie śpią tak naprawdę na wszystkim – na wózkach, na ziemi, na takich rampach do przewozu bagaży, które się oddaje. My na tym spaliśmy. Ale długo tak się nie da".

Rodziny z dziećmi muszą radzić sobie w warunkach dalekich od akceptowalnych standardów, a dostęp do wody i jedzenia jest mocno ograniczony, zwłaszcza w godzinach nocnych.

Wysokie koszty i brak wsparcia

Jednym z najpoważniejszych problemów stały się ogromne koszty alternatywnych form transportu. Polacy mówią, że ceny taksówek do Palermo dochodzą nawet do tysiąca euro. "Taksówki są po sześćset, czy tysiąc euro. To jest chore po prostu" – przyznaje Jakub. Próby uzyskania wsparcia od konsulatu czy przewoźnika kończą się fiaskiem, gdyż obie strony odsyłają podróżnych do kontaktu ze sobą nawzajem, nie oferując realnego rozwiązania.

Brak koordynacji i poczucie bezradności wśród Polaków

Sytuacja jest wyjątkowo trudna z powodu dezorganizacji i opóźnień w przekazywaniu jakichkolwiek informacji.

Nie chodzi o to, że z Katanii nie możemy wylecieć, tylko w ogóle nie możemy się wydostać z wyspy, bo jest straszne opóźnienie w przekazywaniu informacji. Stoimy po prostu i czekamy tylko na jakiegoś maila albo SMS-a, co mamy ze sobą zrobić - jedna z pasażerek wyjaśnia Esce.

Z relacji wynika również, że pracownicy punktów informacyjnych na lotnisku w pewnym momencie całkowicie opuścili swoje stanowiska, pozostawiając setki osób bez wsparcia.

Komunikaty lotniska i niepewna przyszłość turystów

W oficjalnych komunikatach lotnisko w Katanii przedłużyło zamknięcie portu lotniczego do czwartku, 13 sierpnia do godz. 16:00, zalecając pasażerom śledzenie statusu swoich lotów u przewoźników. Dla wielu oczekujących to jednak niewielka pomoc w realnej walce o powrót do domu. Polacy utkwieni na Sycylii przyznają, że czują się jak "siedzący na bombie" i nie wiedzą, kiedy będą mogli wrócić do kraju, ani jakie poniosą koszty kolejnych dni na wyspie.

Wybrane dla Ciebie