Francuzi piszą o Miszalskim. "Prawdziwe trzęsienie ziemi"
Aleksander Miszalski, prezydent drugiego co do wielkości (pod względem liczby ludności) miasta w Polsce, został odsunięty od władzy po referendum, które odbyło się 24 maja - pisze francuski "Le Monde". Jak podkreśla, to poważny cios dla premiera Donalda Tuska, reprezentującego tę samą partię polityczną.
- To prawdziwe "trzęsienie ziemi" w Krakowie, drugim co do wielkości (pod względem liczby ludności - red.) mieście Polski. Aleksander Miszalski, liberalny prezydent tej 800-tysięcznej metropolii na południu kraju, został odsunięty od władzy w referendum, które odbyło się w niedzielę 24 maja - podkreśla "Le Monde".
Jak przypomina francuski dziennik, wniosek o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta musiało poprzeć co najmniej 10 proc. uprawnionych do głosowania mieszkańców. By referendum było ważne, udział w głosowaniu musiało wziąć co najmniej 158,555 mieszkańców Krakowa (to 3/5 liczby osób biorących udział w wyborze prezydenta miasta w drugiej turze w wyborach samorządowych z 2024 r.).
Ostatecznie za odwołaniem Aleksandra Miszalskiego z urzędu prezydenta Krakowa zagłosowało 171 581 osób. - Aleksander Miszalski zapłacił polityczną cenę za rząd, którego osiągnięcia, po dwóch i pół roku sprawowania władzy, rozczarowują liberalnych i postępowych wyborców - skomentował francuski dziennik.
Wynik jest ciosem dla Koalicji Obywatelskiej (KO), partii, z której wywodzi się Aleksander Miszalski, a której przewodniczącym jest centroprawicowy premier Donald Tusk, sprawujący władzę w Polsce od grudnia 2023 r. – wskazuje "Le Monde", przytaczając komentarze polskich polityków, m.in. Jarosława Kaczyńskiego, odnoszące się do referendum.
"Le Monde" o Łukaszu Gibale
Korespondentka dziennika rozmawiała z panem Andrzejem, 73-letnim mieszkańcem Krakowa. Podczas wyborów w 2024. emeryt głosował na Miszalskiego. Tym razem - jak podkreśla "Le Monde" - "chciał ukarać prezydenta miasta".
Jednak kolejna rozmówczyni dziennika, czterdziestoletnia kobieta, odmówiła wzięcia udziału w referendum, ponieważ uważała, że Aleksander Miszalski zasługuje na "dokończenie swojej pięcioletniej kadencji ".
Bardzo negatywna kampania, skupiona na prezydencie, nie oferowała żadnej alternatywy – wyjaśniła mieszkanka Krakowa w rozmowie z "Le Monde".
Jednym z głównych wątków referendum były finanse miasta. - Choć Kraków jest rzeczywiście najbardziej zadłużonym miastem w kraju (pod względem nominalnej kwoty długu - red.), sytuacja ta jest po części spuścizną po poprzednim prezydencie, również liberale, który sprawował urząd nieprzerwanie od 2002 do 2024 r. - wskazuje "Le Monde", podkreślając także, że władze Krakowa znalazły się w ogniu krytyki za podwyżki cen biletów i wprowadzenie strefy czystego transportu.
Prawdziwe frustracje krakowian zostały umiejętnie wykorzystane przez przeciwników politycznych prezydenta, począwszy od polityków Prawa i Sprawiedliwości (PiS) i skrajnej prawicy, a skończywszy na Łukaszu Gibale. Ten bogaty biznesmen sfinansował imponującą kampanię referendalną, w której zwolennicy obu stron toczyli zaciętą walkę, chętnie uciekając się do sztucznej inteligencji i manipulacji – komentuje "Le Monde".