Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście uznał, że Łukasz Żak ponosi winę za zarzucane mu czyny i wymierzył mu karę łączną 20 lat pozbawienia wolności. To maksymalny wymiar kary, którego domagała się prokuratura.
Sąd nie miał wątpliwości, że Łukasz Żak dopuścił się zarzucanych mu czynów. Skazany na 20 lat więzienia mężczyzna będzie mógł ubiegać się o wyjście na wolność po odbyciu 15 lat kary. Dodatkowo sąd nałożył na skazanego 29-latka dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. Łukasz Żak ma również obowiązek zapłacić po 300 tys. zł zadośćuczynienia ofiarom wypadku.
Maksymalny wymiar kary. Sąd bezlitosny dla Łukasza Żaka
Naruszenie reguł ruchu drogowego było w przypadku Łukasza Żaka umyślne. Codziennie przemierzam Trasę Łazienkowską i codziennie zastanawiam się, co trzeba mieć w głowie, aby rozpędzić tam Volkswagena Arteona do ponad 200 km/h. Przecież to mały czołg. To groziło katastrofą. Na tę karę pracował pan cały proces. Obserwowałem pana podczas tego procesu. Interesowało pana wszystko, tylko nie skrucha - powiedział w uzasadnieniu słownym wyroku sędzia Maciej Mitera.
Łukasz Żak w ciszy słuchał wyroku sądu. Miał pochyloną głowę, ale nie odezwał się słowem.
Wyrok nie jest prawomocny. Stronom przysługuje odwołanie. Sąd przedłużył areszt dla Łukasza Żaka do września 2026 roku.
Łukasz Żak i wypadek na Trasie Łazienkowskiej
Łukasz Żak we wrześniu 2024 r. spowodował śmiertelny wypadek na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. Mężczyzna poruszał się z prędkością 226 km/h (mając ponad promil alkoholu we krwi), gdy jego Volkswagen Arteon uderzył w jadącego prawidłowo Forda Focusa. W wyniku zderzenia śmierć na miejscu poniósł 37-letni mężczyzna. Ciężko ranne zostały żona i dzieci ofiary, a także pasażerka Żaka, jego ówczesna partnerka.
Śledczy ustalili, że Żak nie udzielił pomocy poszkodowanym. Swoim współpasażerom kazał zostawić wszystkie ofiary wypadku. Uciekł do Niemiec, gdzie został zatrzymany w wyniku wydania Europejskiego Nakazu Aresztowania.
Prokuratura zarzucała mu spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym pod wpływem alkoholu, nieudzielenie pomocy poszkodowanym, złamanie zakazu prowadzenia pojazdu i kilka innych przestępstw.
W trakcie procesu Łukasz Żak zachowywał się skandalicznie. Mężczyzna obrażał sąd, śmiał się, krzyczał i żartował z pozostałymi oskarżonymi (współpasażerami, którzy odpowiadali za utrudnianie śledztwa i nieudzielenie pomocy ofiarom wypadku). W trakcie wygłaszania mów końcowych mężczyzna przeprosił wdowę po 37-latku, ale kobieta nie przyjęła przeprosin. Przypomniała, że "Żak i jego towarzysze traktowali proces jak zabawę".