Najważniejsze informacje
- Naukowcy sprawdzili, gdzie na Marsie mogłyby pojawić się warunki dla pierwszego drzewa.
- Model wskazał krater Hellas na południowej półkuli Czerwonej Planety.
- Do wzrostu potrzebny byłby sezon wegetacyjny trwający co najmniej 110 dób.
Badanie opisane w "PLOS One" ma charakter koncepcyjny i odpowiada na pytanie, gdzie na Czerwonej Planecie najwcześniej pojawiłyby się warunki dla bardziej złożonych organizmów. Zespół z Politechniki Warszawskiej, NASA Ames Research Center oraz uczelni w Bazylei i San Jose przyjął jako model odporną na chłód sosnę syberyjską.
Z wyliczeń wynika, że takie drzewo potrzebowałoby co najmniej 110 dób sezonu wegetacyjnego. Średnia temperatura dobowa musiałaby przekraczać 6 st. C, minimum nie mogłoby spaść poniżej -6 st. C, a długotrwałe upały nie powinny wzrosnąć ponad 40 st. C. Te wartości badacze oparli na obserwacjach ziemskich lasów wysokogórskich.
"Mars miał lepsze warunki do rozwoju życia". Ekspert o wodzie na czerwonej planecie
Jeśli dostatecznie "ocieplimy", Marsa to prędzej czy później gdzieś na Czerwonej Planecie pojawią się warunki sprzyjające podtrzymywaniu ziemskiego życia. Większość badaczy sądziła jednak, że to gdzieś to będzie strefa równikowa Marsa, gdzie promieniowanie słoneczne jest największe. Nasz model pokazuje jednak, że tym miejscem byłby ogromny krater Hellas na południowej półkuli Marsa - powiedział PAP jeden z autorów publikacji prof. Robert Olszewski z Wydziału Geodezji i Kartografii Politechniki Warszawskiej.
Dlaczego krater Hellas wygrał z równikiem?
Krater uderzeniowy Hellas, należący do największych w całym Układzie Słonecznym, znajduje się kilka kilometrów poniżej średniego poziomu powierzchni planety. Dzięki temu ciśnienie atmosferyczne jest tam wyższe niż na otaczających wyżynach, co sprzyja utrzymaniu korzystniejszych warunków środowiskowych do rozwoju roślin.
Znaczenie ma również położenie na południowej półkuli Marsa. Lato przypada tam w okresie, gdy planeta znajduje się najbliżej Słońca, dlatego jest wyraźnie cieplejsze niż na półkuli północnej. Połączenie większego ciśnienia i wyższych temperatur sprawia, że właśnie w rejonie Hellas najwcześniej mogą zostać osiągnięte wartości odpowiednie dla rozwoju drzew.
Modele klimatyczne pokazują jednak, że wzrost temperatur nie będzie korzystny bez ograniczeń. W początkowej fazie ocieplenia coraz większe obszary Marsa staną się odpowiednie dla roślinności drzewiastej. Po przekroczeniu określonego progu efekt ten zacznie jednak zanikać.
Gdybyśmy wyobrazili sobie fabryki, które uwalniają gazy cieplarniane do atmosfery, czyli efekt szklarni, który na Ziemi jest niepożądany, to na Marsie doprowadziłoby do podgrzania planety o mniej więcej 60 stopni. To spowodowałoby uwolnienie czap lodowych, czyli stopienie lodu wodnego i odtworzenie oceanów. Prowadziłoby też do stopienia lodu suchego, który w postaci dwutlenku węgla uwolniłby się do atmosfery i zagęścił ją. To byłby proces, rozłożony na wiele setek lat - opisał prof. Olszewski w rozmowie z PAP.
Pozostaje jeszcze jeden problem
Nawet znaczące zagęszczenie i ogrzanie marsjańskiej atmosfery nie sprawiłoby, że planeta stałaby się miejscem przyjaznym dla ludzi. Jej skład nadal nie pozwalałby na swobodne oddychanie, a brak globalnego pola magnetycznego powodowałby stopniową utratę gazów do przestrzeni kosmicznej. Oznacza to, że skuteczna terraformacja wymagałaby również rozwiązania problemu długotrwałego utrzymania atmosfery. Prof. Olszewski zaznacza jednak, że prowadzone przez jego zespół badania mają wyłącznie charakter teoretyczny i nie wiążą się z ingerencją w środowisko Marsa
Gdybyśmy zabrali się za inżynierię planetarną w taki sposób, to doprowadziliśmy do całkowitego zaburzenia procesów biologicznych, które być może kiedyś na Marsie zachodziły. Dlatego zanim zaczniemy przekształcać fizycznie tę planetę, powinniśmy się najpierw upewnić, czy nie istnieją tam jakieś formy nawet pierwotnego życia - podkreślił ekspert.