Koczowisko pod Warszawą. Wójt Nadarzyna tłumaczy
Na lokalnych forach internetowych w gminie Nadarzyn zawrzało od niepokojących doniesień. Mieszkańcy Wolicy alarmowali o rzekomym "koczowisku imigrantów" niedaleko Ptak Warsaw Expo. Wójt gminy Nadarzyn zamieścił wpis, w którym podkreślił, że "prawda jest zdecydowanie mniej sensacyjna".
Mieszkańcy Wolicy pod Warszawą informowali w mediach społecznościowych o rzekomym "koczowisku imigrantów" na skraju lasu, niedaleko Ptak Warsaw Expo.
Jak się jednak okazało, rzeczywistość jest znacznie mniej sensacyjna, choć rzuca światło na ludzki dramat. Głos w sprawie zabrał wójt gminy Nadarzyn - Dariusz Zwoliński, który wyjaśnił, że cała sytuacja nie ma nic wspólnego z "najazdem obcych".
W rzeczywistości koczowisko na prywatnej działce stworzył jeden człowiek – obywatel Polski, który znalazł się w bardzo trudnej sytuacji życiowej. Mężczyzna stracił pracę w jednej z okolicznych firm, co pozbawiło go środków do życia i dachu nad głową. Zamiast grupy agresywnych przybyszów, służby zastały osobę potrzebującą pomocy.
20 prób przekroczenia granicy. Nielegalni imigranci przecinali płot
Koczowisko stworzył na prywatnej działce obywatel Polski, z którym rozwiązano stosunek pracy w jednej z miejscowych firm. Pan ma problemy, ale i pieniądze z ostatniej wypłaty - informuje wójt gminy Nadarzyn.
Reakcja gminnych instytucji była natychmiastowa. "Pracownicy GOPS w Nadarzynie dotarli do tego Pana. Zaopiekowali się nim, podali mu adresy noclegowni, nakarmili oraz powiadomili Ośrodek Pomocy Społecznej zgodny z posiadanym przez obywatela adresem (południe Polski)" - dodał Dariusz Zwoliński.
Obecnie Straż Gminna monitoruje teren, by upewnić się, że koczowisko zostało opuszczone.
Wójt uspokaja mieszkańców - gmina Nadarzyn jest bezpieczna.
Gmina Nadarzyn nie przeżywa najazdu nielegalnych, czy legalnych emigrantów. Nie powstają u nas slumsy tworzone przez "obcych". Służby działają, monitorują i udzielają pomocy potrzebującym - zapewnia wójt.