Richard Gere skrytykował Trumpa w Berlinie. Mówił o wstydzie za USA
Richard Gere podczas wystąpienia w Berlinie skrytykował Donalda Trumpa i politykę USA wobec migrantów. Aktor powiedział, że jest głęboko zawstydzony językiem używanym przez amerykańskie władze.
Najważniejsze informacje
- Richard Gere zabrał głos w Berlinie w Niemczech podczas wydarzenia poświęconego migracji.
- Aktor krytykował Donalda Trumpa i słownictwo używane w USA wobec migrantów i uchodźców.
- Wcześniej, na forum w Norwegii, nazwał obecną sytuację w Ameryce najciemniejszym momentem, jaki pamięta.
Wystąpienie odbyło się w czwartek podczas inauguracji wspólnej inicjatywy migracyjnej Hertie School Centre for Fundamental Rights i The Gere Foundation. Według doniesień Richard Gere był gościem honorowym wydarzenia i właśnie tam odniósł się do sytuacji politycznej w Stanach Zjednoczonych.
Richard Gere skrytykował Donalda Trumpa i amerykańskie władze
Aktor mówił, że nie spodziewał się takiego kierunku zmian w swoim kraju. - Czy przyszło wam do głowy, że Ameryka może upaść tak nisko? Czy wyobrażaliście sobie, że ktoś tak szalony zostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych i będzie pracował nad ich zniszczeniem? - pytał podczas przemówienia w Berlinie.
Najmocniej wybrzmiała jednak jego krytyka sposobu, w jaki w USA opisuje się migrantów i uchodźców. Gere przypominał, że historia ludzi to także historia przemieszczania się, budowania i przystosowywania do nowych warunków. Podkreślał, że migranci nie są odrębną kategorią ludzi.
Myślę, że termin, który dziś usłyszałem, to "obcy", tak rząd USA nazywa migrantów. Wcześniej byli "szkodnikami", teraz są "obcymi". Głęboko się tego wstydzę - powiedział Richard Gere.
Dodał też, że nadzieje, lęki i aspiracje tych osób nie są mniej ważne niż nasze.
To nie pierwszy raz, kiedy Richard Gere skrytykował Donalda Trumpa
To nie był jego pierwszy mocny komentarz w ostatnich dniach. Wcześniej podczas Oslo Freedom Forum w Norwegii Gere nazwał Trumpa "maniakiem" i mówił o najciemniejszym momencie, jakiego doświadczył. - Poszliśmy spać. Nie obchodziło nas to. Nie głosowaliśmy. Tak naprawdę nie słuchaliśmy - mówił, przyznając, że sam nie zrobił dość, by przekonać ludzi.
Richard Gere i Alejandra Silva wyjechali z rodziną do Madrytu pod koniec 2024 r., po zwycięstwie Trumpa w wyborach, ale pod koniec ubiegłego roku wrócili do USA po ok. roku życia w Hiszpanii. Silva mówiła wcześniej, że przeprowadzka nie była bezpośrednio związana z wynikiem wyborów, choć czuła się uprzywilejowana, że mogła - uciec i pojechać gdzieś indziej -.