Najważniejsze informacje
- Rękopis Mickiewicza sprzedano za 13 123 euro, czyli ok. 55 tys. zł.
- Aukcja odbyła się 8 lipca w Lipsku w Niemczech, a wygrał ją kupujący z Polski.
- Resort kultury sprawdził rejestry strat i uznał, że nie ma podstaw do blokowania sprzedaży.
Jak informuje "Fakt", internetowa licytacja odbyła się 8 lipca w Lipsku w Niemczech na platformie Catawiki. Cena startowała od 1 euro, ale szybko zaczęła rosnąć, bo autentyczne listy poety bardzo rzadko trafiają na rynek. Ostatecznie zwyciężył kupujący z Polski, który przebił o 500 euro ofertę kolekcjonera z Wielkiej Brytanii.
Sprzedany dokument ma dwie strony i dla badaczy nie jest tylko pamiątką po autorze "Pana Tadeusza". Na pierwszej kartce Mickiewicz ostrzega kobietę przed finansowym oszustwem pana Jatyńskiego, który miał dopisać zero na dokumencie. Według doniesień właśnie taki historyczny detal podniósł wartość rękopisu.
Królikarnia zamieniła się w niezwykłe miejsce. Sztuka pomagania - Co-Kreacje i Aukcja Charytatywna Fundacji Razem z Odwagą 2026
Co zawiera list Mickiewicza?
Druga strona listu zawiera dopisek podpisany inicjałami "A. M.". Mickiewicz wspomina w nim notatkę przekazaną przez Wincentego Pola i prosi o wsparcie finansowe dla Bogusza Stęczyńskiego, malarza, rysownika i poety. To właśnie te nazwiska nadają rękopisowi znaczenie nie tylko kolekcjonerskie, ale też literackie i historyczne.
List jest zamocowany na starym egzemplarzu kolekcjonerskim z papieru. Ponieważ mocowanie dotyczy tylko drugiej, nieopisanej kartki, dokument może zostać bezpiecznie odklejony przez specjalistę - czytamy w opisie aukcji, cytowanym przez PAP.
Dlaczego ministerstwo nie zablokowało aukcji
Najwięcej pytań pojawiło się wokół reakcji państwa. Według doniesień resort kultury nie brał udziału w licytacji i nie kupuje dzieł sztuki ani dokumentów na aukcjach. "Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie uczestniczy w aukcjach ani nie nabywa dzieł sztuki lub dokumentów" - przekazała rzeczniczka Magdalena Dorożała, cytowana przez "Fakt".
Urzędnicy sprawdzili jednak pochodzenie rękopisu. "Przedmiotowy list został zweryfikowany zarówno w bazie strat wojennych, jak i w krajowym wykazie zabytków skradzionych lub wywiezionych za granicę niezgodnie z prawem" - dodała Magdalena Dorożała. Dokumentu nie było w żadnym z rejestrów, dlatego ministerstwo nie miało podstaw, by wstrzymać aukcję.